20.09.2014 – Zawody obedience w Ostrawie

                Ostatnią
sobotę wybrałyśmy się na zawody do Ostrawy. Organizowane były oficjalne
przebiegi klasy 0 i 1 a także treningowe dla wszystkich klas z wspólną
klasyfikacją. Jak wiecie, zerówkę mamy za sobą już nie raz nie chciałam
powtarzać tej klasy, szczególnie, że kwadrat w Czeskiej klasie zero źle wpływa
na Fruziowy mózg. Jako, że w październiku planujemy start w jedynce w Rzeszowie
uznałam, że treningowy przebieg tej klasy będzie idealnym przygotowaniem.
                Do
Czech pojechałyśmy wspaniałą Maniacsową ekipą. Oprócz nas pojechała Oliwia z
Birką na start w jedynce oraz Magda z Properem i Ania z Chani na starty w OBZ –
wszystkie dziewczyny brały udział w zawodach oficjalnych, które rozpoczynały
się o 8. Z Krakowa wyjechałyśmy przed 5, tak więc wraz z Fruzią pobudkę
miałyśmy o 3. Od samego rana martwiłam się, że bycie na nogach tak długo może źle
wpłynąć na siły i koncentrację Fruzi której start planowany był na okolice 16.
                Podróż
i poranek były przepełnione klubowymi żartami i endorfinami :P. To dobrze,
odpowiedni nastrój przed startem to niezwykle istotna sprawa.
                Jako
pierwsze startowała Ania z Chani które pokazały bardzo dobry, równy występ.
Biorąc pod uwagę, że na start zdecydowały się właściwie w ostatnim momencie –
należą się im ogromne gratulacje, choć nawet i bez tego należałyby im się
brawa. Ostatecznie uzyskały ocenę doskonałą i 4 lokatę na 7 psów.
                Kolejna
była Magda z Properem, których start długo zapadnie mi w pamięci. Takiego
debiutu można pozazdrościć. Magda perfekcyjnie poprowadziła wcale nie łatwego
Propera przez wszystkie ćwiczenia, które ten wykonywał na naprawdę wysokim
poziomie. Nie raz podczas ich przebiegu można było usłyszeć przy ringu wyrazy
zachwytu, a mina sędziny w pewnych momentach mówiła bardzo wiele. Niestety,
mimo zachwytu podczas przebiegu „podarowała” tej parze tylko 8 punktów za
wrażenie ogólnie, ze względu na target ręki między ćwiczeniami, który w ich przypadku
uznała za dog dancingową sztuczkę, co przyczyniło się do ich 5 lokaty,
oczywiście mimo wszystko z oceną doskonałą. Widać, Magda z Properem prezentują
bardzo dog dancingowy styl w targecie, ponieważ robiąca to między każdym
ćwiczeniem Fruzia (przeplatając to także obrotami) za wrażenie ogólne dostała
10 punktów i nie zostało to skomentowane – no cóż, widać, mój pies się do tego
nie nadaje.
                Oliwia
z Birką weszły jako pierwsza para z jedynki i zaprezentowały wysoki poziom i
niezwykle wesoły start. Emocje emanujące z Oliwii a co za tym idzie, także z
Birki sprawiały, że oglądając ich występ nie dało się nie uśmiechać. Ten
niezwykle miły obrazek zasłużył na podiumową 3 lokatę.
                Po
długiej przerwie i ogłoszeniu wyników przyszedł czas na nas. Widząc totalnie
opadniętą z sił Fruzię bałam się zrobić konkretną rozgrzewkę i to był mój
największy błąd. Na treningu przygotowawczym sprawowała się dobrze, choć już wtedy
ewidentnie nie chciała skakać przez przeszkodę, która z jakiegoś powodu bardzo jej
nie pasowała.
                Po
treningach pozostałych par przyszedł czas na zostawanie w grupie. Wejście na
ring miała przyzwoite a po zajęciu pozycji szybko włączyła się do pracy.
Wykonała ładnego paca i została, podczas gdy ja wraz z pozostałymi zawodniczkami
schowałyśmy się za namiotem. Fruzia leżała ładnie, bez nadmiernego rozglądania
się, bez węszenia. Niestety, nagle, po około minucie wstała jak poparzona i
postanowiła opuścić ring. Szybko ją zgarnęłam i powtórzyłam ćwiczenie obok
ringu. Po obejrzeniu filmiku wiem, że coś się musiało stać, gdy widziałam ją
idącą raźnie przed siebie byłam przekonana, że po prostu uznała, że teraz nie
ćwiczy – co jej się raczej nie zdarza. Niestety, przez moje błędne
przeświadczenie zanadto się zdenerwowałam, a jako, że startowałam jako pierwsza
nie miałam chwili na ułożenie myśli.
                Na ring
weszłam po prostu zła i zawiedziona. Pierwszym ćwiczeniem było chodzenie przy
nodze i już po kilku krokach widziałam, jak bardzo Fruzia odczuwa moje emocje,
dlatego bardzo starałam się jej pomóc. Było ciężko, jednak mój mały dzielny
piesek zna mnie na tyle, że potrafiła to odczytać i docenić. Samo chodzenie nie
było złe, choć zdecydowanie nie na nasze możliwości.

                Kolejne
– przywołanie, „nasze” ćwiczenie które tym razem wykończone było przez Fruzię
dość powoli (jak na nią :P ) – ale nie mogę się dziwić, w tym momencie dalej
nie była jeszcze pewna czy dalej chce ją udusić czy serio możemy już wesoło
poćwiczyć.
                Stój z
marszu – nieładny początek ćwiczenia, jednak po kilku krokach myślę zaczęłyśmy
nadawać na podobnych falach. Stója zrobiła bardzo ładnie (mimo, że przy okazji zahaczyłam
ją nogą i bałam się, że przez to jednak nie zostanie w miejscu), wyczekała do
mojego powrotu i skończyłam ćwiczenie. Moja dzielna kulka! W trakcie tego
ćwiczenia spoza ringu słychać było krzyki „nagródź i skończ”, jednak moja
uparta strona uznała, że muszę zobaczyć jak to się dalej potoczy, o co Fruzi
chodzi a także jak ona mnie czuje w tej sytuacji. Nie ukrywam jednak, że miałam
wtedy wizję Leny wbiegającej na ring i ściągającej mnie z niego za fraki… nie
stało się to, jednak później i tak przyszła zasłużona kara…
                Kolejny
– kwadrat. Fruzia bardzo lubi to ćwiczenie, jednak wtedy kiedy dobrze wie gdzie
on się znajduje. Niestety wydaje mi się, że nawet na niskiej trawie
zlokalizowanie go nie przychodzi jej łatwo i pierwsze kilka susów biegnie
ufając mi, że on gdzieś tam będzie. Ostatnio zamiast do kwadratu zdarzało się
jej pobiec do klatki lub obiegać pobliskie drzewa, tak więc nie zdziwiło mnie
gdy po komendzie zaczęła skręcać w kierunku dobrze widoczniej, ustawionej obok
kwadratu, przeszkody. Jednak, co szczerze mnie zaskoczyło – gdy tylko zobaczyła
kątem oka kwadrat szybko do niego pobiegła. Na szczęście zboczenie z drogi było
minimalne, zatrzymanie dość poprawne, waruj szybki a powrót do pozycji
zasadniczej bardzo płynny dostałyśmy za to ćwiczenie 9,5pkt co szczerze napawa
mnie dumą.

                Następnym
ćwiczeniem były pozycje na odległość. Nie jest to nasze mocne ćwiczenie,
ostatnio trochę nad nim pracuje, jednak jedynkowa odległość dla mojego mikropsa
jest naprawdę spora. Dlatego, mimo że nie wyglądały one tak energicznie jakbym
chciała jestem bardzo zadowolona. Każdą z pozycji wykonała po pierwszej
komendzie, bez sygnałów optycznych. Po raz kolejny – dzielna Fru!
                Wtedy
przyszła kolej na przeszkodę, miałam nadzieje, że po udanym zakończeniu tego
ćwiczenia na treningu Fruzia wykona je poprawnie. Niestety, z jakiegoś powodu
bardzo nie chciała przez nią skakać i z lekko smutną minką próbowała ją obiec.
Zatrzymałam ją, ustawiłam bliżej, sama także stanęłam blisko przeszkody i
radośnie nagrodziłam za lot nad nią. Faktycznie, sama przeszkoda była ustawiona
za wysoko – bo na 30cm, a Fruzia ma 24,5cm w kłębie, jednak nie sądzę aby to
była przyczyna. Po prostu, Fruzia jej nie polubiła i już a ja wiem, że to
ćwiczenie zawsze będzie „nad nami wisieć”.
                Po
przeszkodzie przyszedł czas na aport, z którego zdecydowanie nie jestem dumna.
Jednak, myślę, że tu wyszło zbyt częste ostatnio ćwiczenie tego na
trudniejszych koziołkach i pewne wypalenie, dodatkowo, mimo że Fruzia rozumiała
moje starania w jakimś stopniu mój wewnętrzy humor wciąż jej dotykał.

                Siad z
marszu stał się stójem, poprawionym na drugą komendę.
                Po
całym przebiegu Lena chciała mnie zabić, Fruzia nie wiedziała czy tak naprawdę
to były zawody, trening czy jakieś moje histerie a sędzina niestety nie miała
za wiele do powiedzenia poza tym, że ja jestem za poważna i ogólnie podoba się
jej nasza praca.
                Po
wszystkich przebiegach treningowych nastąpiło oczekiwanie na wyniki. I cóż z
tego, że sama organizacja zawodów przez Julię była cudowna – wyniki zostały
podliczone bardzo szybko, nagrody przygotowane też w tempie ekspresowym ze
sporym zrozumieniem dla padających już ze zmęczenia Maniaczek. Niestety sędzina
zamiast „odbębnić” dekorację i mieć czas dla siebie postanowiła najpierw ze
swoimi psami potrenować, później pospacerować a gdy już wydawała się gotowa
znalazła dla siebie jeszcze parę ważnych spraw. Było to po prostu nieładne
zachowanie i bardzo nas zniesmaczyło. Rozważany był nawet wyjazd bez tego,
jednak moje pragnienie breloczka który dostawał w prezencie każdy zawodnik
kazało mi zostać ;p.

                W konkurencji
brało udział w sumie 11 psów a z Fruzią uplasowałyśmy się na drugim miejscu.  Mimo czasu oczekiwania na start i mojego
hitlerowskiego nastroju Fruzia znów dała radę. 
Podsumowuje to krótkimi słowami –
dobrze mieć workinga betona :P Fruzia mimo wielkiej wrażliwości w trakcie pracy
potrafi dać z siebie więcej niż niejeden pies do tego przeznaczony. A ja wciąż
i wciąż się uczę i mam nadzieje, że w końcu dorównam poziomem swojemu psu.
Kolejny start, kolejne doświadczenia i dużo informacji zwrotnych… czas przygotować
się na Rzeszów :D i tym razem nie zawieźć własnego psa.

Dodaj komentarz