Swoboda pobudza myślenie.

Obedience wielu wydaje się tylko sztywną musztrą. Uznają oni, że pies pozbawiony jest całkowicie własnej osobowości i nie może podejmować żadnych decyzji.

Z Fruzią większość ćwiczeń budowałam naprowadzaniem, czasami wplatając w to elementy kształtowania. Gdy dobrze poznawała jakieś zachowanie, często oczekiwałam jej samodzielnego oferowania danego ćwiczenia. Aktualnie poświęcam tej formie ćwiczeń dużo więcej czasu.

Z Hondą, trochę w ramach eksperymentu, a głównie ze względu na jej system uczenia się, postanowiłam postawić na kształtowanie i wyłapywanie. W jej przypadku treningi obedience w bardzo dużej mierze składają się z tego co sama wymyśli, bardziej lub mniej przeze mnie sprowokowana.

dsc_1010

Możliwość oferowania zachowań wzmacnia psią pewność siebie. Dzięki temu, nasz czworonożny partner ma szansę na świadomą współpracę z nami a nie ślepą pracę dla nas (co ma ogromne znaczenie szczególnie przy mniej oczywistych do sportu, niezależnych rasach). Na dłuższą metę daje też lepsze zrozumienie zadania. Bo przecież, najłatwiej zrozumieć to, co samemu się wymyśliło (albo przynajmniej, gdy wydaje się nam, że to sami wymyśliliśmy – bo na tym też polega tego typu trening).

Co więcej, pozostawienie pewnej otwartej furtki, pozwala mu na swobodne wyrażanie siebie w ćwiczeniach – dzięki temu mamy możliwość zobaczyć jak wyglądałaby jego interpretacja danego zadania. Warto wiedzieć, do jakiego obrazu danego ćwiczenia nasz pies ma naturalne predyspozycje, wg mnie najlepiej właśnie do takiego wykonania dążyć, ewentualnie podkręcając go lekko własnymi preferencjami. Daje to zarówno zadowalającą technikę jak i naturalną płynność i indywidualny wyraz.

dsc_1025

Na treningach staram się wzmacniać w psach pewność siebie, zarówno w konkretnych ćwiczeniach jak i w swobodzie zachowywania się. Pozwalam im na sporo własnych pomysłów, nawet kosztem drobnych błędów technicznych czy niekiedy całego ćwiczenia (na rzecz innego zachowania). Dzięki temu nawet niepowodzenie nie jest powodem do utraty motywacji, a często staje się dodatkowym motorem do dalszej pracy. Wprawdzie rzutuje to czasem na precyzję i technikę wykonania ćwiczenia, jednak warto czasami poświęcić je dla odpowiednich emocji i szczerej chęci współpracy, szczególnie w trakcie długiego zawodniczego łańcucha.

Jak już kiedyś pisałam, jedyne co mój pies musi, to chcieć (o czym możecie poczytać TU). Dając mu trochę swobody, za którą dodatkowo sowicie naradzam otrzymuje obraz radosnego, lubiącego pracę kreatywnego partnera. Owszem, należy czasem postawić pewne ramy, ułatwiając obu stronom kooperację i dążenie do obranego celu, szczególnie, jeśli planujemy starty. Ja jednak stawiam przy tym na wskazywanie kierunku zamiast sztywną kontrolę. Różnica z pozoru niewielka, dla niedoświadczonego obserwatora często niezauważalna, jednak dla mnie fundamentalna.

 

Dodaj komentarz