Należy się jak psu miska.

Biorąc pod swój dach psa mamy obowiązek zapewnić mu szeroko rozumiany dobrostan. Musimy dbać o to, aby wszystkie jego potrzeby fizjologiczne były spełnione – wydaje się zatem, że jasne jest zapewnienie psu posiłków. I wbrew temu co możecie myśleć, dzisiejszy wpis wcale nie będzie o zaniedbanych, niekochanych pieskach.

Coraz więcej właścicieli psów ma świadomość, że poza podstawowymi, jasnymi potrzebami jak dach nad głową czy stały dostęp do wody istotne jest zapewnienie psu wysiłku psychicznego w postaci szkolenia. Samo szkolenie niesie za sobą ogrom plusów, o których innym razem, jednak dziś chciałabym skupić się na innym aspekcie.

miska5

Najczęściej używanym w pracy z psami motywatorem jest jedzenie, dlatego wielu trenerów zaleca przegłodzenie psa przed zajęciami, a nawet całkowite „spalenie miski” – no właśnie, jak to z tym wszystkim jest?

Osobiście uważam, że posiłek – przysłowiowa miska – należy się psu codziennie, za nic. Bez kontekstu treningowego, samokontroli, wyczekiwania – po prostu – masz i jedz, bo to Twoje święte prawo. Jeden posiłek dziennie, zawsze wydawany jest u mnie w misce, „za free”, i to samo zalecam swoim kursantom. Jego wielkość dostosowuje do tego jak ma wyglądać psi dzień, jednak samo pojawienie się miski jest dla mnie koniecznością. Dlaczego? Bo uważam, że się on psu po prostu należy, jako podstawowe dobro dnia codziennego i zapewnienie swego rodzaju komfortu psychicznego. Jest to jeden z tych elementów, które są stałe w moim psim planie dnia, choć przyznaje, że pojawia się o różnych porach (z reguły przed południem, jednak rzadko o stałej godzinie).

miska4

Jak ma się to do pracy za jedzenie?

Karma czy smaki mają być motywatorem i nagrodą, czymś co zachęci psa do wzmożonego wysiłku, zabawy i pracy. No właśnie, pracy i zabawy a NIE walki o przetrwanie. Nie chce, aby pies pracował dla mnie, a właściwie dla jedzenia, bo to jedyny sposób na zaspokojenie jego głodu. Trening nie powinien być terrorem z szantażem w tle, a dobrą zabawą z dodatkowym wynagrodzeniem. Zgadzam się z tym, że dla psa najbardziej atrakcyjne jest to, na co musi zapracować, ale nie wyklucza to darmowego posiłku dla zaspokojenia podstawowych potrzeb.

Głodówka przed pracą?

W kwestiach głodu jestem typową Polką – a głodny Polak to zły Polak. Dlatego nie wyobrażam sobie, aby moje psy miały być przegłodzone przed treningiem a w trakcie pracy myślały jedynie o tym, żeby cokolwiek zjeść. Dobrze, aby pies przed treningiem był lekko głodny – z naciskiem na lekko – żeby chętnie wsuwał co mamy mu do zaoferowania, ale nie chce, aby ssanie w brzuchu wysysało mu także mózg zabierając przy tym spokój i skupienie. Silny głód nie jest przyjemnym uczuciem, jak to się ma zatem do pozytywnego nagradzania smaczkami – ja dostrzegam tu trochę hipokryzji.

Nie przeczę, pies z pustym żołądkiem może pracować szybko i sprawnie – gdy ja jestem głodna, udaje się kuchni, sięgam do lodówki i jem, skoro zwierzę wie, że jedyną opcją na bycie sytym jest jak najszybsze wykonanie zadania oczywiście będzie to robić.  Pytanie, jakie emocje temu towarzyszą? Czy stres pojawiający się przy takim trybie pracy jest tym pozytywnym o który nam chodzi? I co najważniejsze, czy taki pies jest zmotywowany czy zdesperowany?

Moment,  w którym pies pracuje dla jedzenia – z regularnego głodu – uważam za porażkę szkoleniową, a samą metodę za po prostu nieetyczną. Zresztą, skoro w pracy z psami stawiam na to, żeby być fair, a więź z nimi opieram na szacunku nie mogę być zwolennikiem – nazwijmy to po imieniu – głodzenia i szantażu.

Jest wiele metod szkolenia, dlatego każdy sam powinien odpowiedzieć sobie na zadane wcześniej pytania i zastanowić się, czego on oczekuje od swojego czworonożnego partnera. Moje psy wiedzą, że niezależnie od tego czy będą pracować czy nie, ich żołądki będą pełne, a na wieczorny trening idą z reguły po sytym śniadaniu i popołudniowych przekąskach. Dlaczego w takim wypadku sprawnie i chętnie współpracują w trakcie treningu (i nie tylko)? Bo mimo, że nie muszą tego robić, po prostu to lubią, przy okazji chętnie przegryzając nagrody ;) (które, wbrew temu co pewnie myślicie, czasami są zwykłą suchą karmą, często dużo mniej atrakcyjną niż to co jadły na śniadanie).

miska1

I na koniec, wyprzedzając pytania – każdy pies jest inny, sytuacje w jakich się znajdujemy różne, dlatego oczywiście nie wykluczam ani zapracowania na miskę z posiłkiem, ani głodówki przed treningiem ani spalenia miski całkowicie. Są sytuacje, w których mogę je także zalecić, jednak w takich wypadkach będę dążyć jak najszybciej do docelowego obrazu, który opisałam wyżej.

4 thoughts on “Należy się jak psu miska.

  1. W stu procentach się z tobą zgadzam ! Nawet nie wiedziałam, że ludzie stosują taką metodę. W mojej opinii, pies powinien dostawać codzienną miskę karmy, tak jak my śniadanie.

  2. U mojej suki, nie w chodzi w grę jedzenie z miski w domu. Za chiny nie ruszy karmy, nie wiem czy to nie przypadkiem jakieś podłoże behawioralne czy po prostu nie smakuje jej karma. Ale w kuchni tą samą karmę zjada i tam jest karmiona. Meggi dostaje karmę rano, jeżeli nie zje to ta porcja zostaje zabrana na spacer i tam zostaje karmiona np. za przyjście na zawołanie czy coś podobnego :)

    Pozdrawiam
    http://www.meggi-mix.blogspot.com

    1. Ta „miska” tu jest raczej przysłowiową, chodzi o sam fakt posiłku. Fruzia np długo nie lubiła jeść z miski, wolała mieć rozsypaną karmę – teraz mam michę idealną, z której chętnie wsuwa wszystko. Czasami psy nie lubią danego rodzaju miski – materiału, wysokości – i po poznaniu ich preferencji problem znika :).

Dodaj komentarz