Co mieszczę w psiej nerce?

                Ostatnio
na większości psich blogów pojawiają się posty o zawartości saszetki psiego
przewodnika. Drużyna G nominowała nas do tej zabawy, a my do spowiedzi wzywamy Jack Terror!
                Saszetkę-nerkę
mam ze sobą niemal zawsze, właściwie nie rozstaje się też z plecakiem, ale gdy
już tak się zdarzy, saszetkę wypełniam po brzegi. Mam małe psy, małe saszetki…
więc w środku także mało rzeczy (tyle, ile uda się tam wcisnąć).
                W tym
poście wymienię zawartość nerki gdy idziemy na zwykły (dłuższy) spacer, bo na
trening jej wyposażenie wyglądałoby trochę inaczej.

                Aktualnie,
po selekcji naturalnej w postaci zjedzenia przez Hondę ostały mi się dwie
bardzo proste saszetki które widzicie na zdjęciu. Mam nadzieję, że niedługo to
się zmieni a kolekcja rozwinie się przede wszystkim o coś dużego, gdzie zmieści
się wszystko czego potrzebuje i częściej będę rozstawać się z plecakiem. Kusi mnie
bardzo wybór Agnieszki z Drużyny G, więc to pewnie kwestia czasu.
               
                No
dobra, mamy saszetkę – i co w środku?
1.      
Sucha karma
Obowiązkowo, ZAWSZE do nagradzania za
drobnostki albo za żywota :P
2.      
Smaczniejsze smaczki
Za rzeczy wyjątkowe, trudne przywołania
albo gdy najdzie mnie chęć rozpieszczenia dziewczyn. Zawsze staram się mieć
choć trochę czegoś smaczniejszego niż zwykłe suche. Na spacery są to z reguły
jakieś kupne, komercyjne smakołyki. Typowe smakołyki, suszone mięso, paszet w
tubce – w zależności od tego co akurat mam w domu.
3.      
Worki na kupy
Nie ma ich na zdjęciu, ale 3-4 worki to wyposażenie
obowiązkowe i chyba nie musze tego tłumaczyć ;)
4.      
Piłka
Pachnąca z sumplasta lub żabka z JW, staram
się zawsze mieć ze sobą jedną z nich, żeby rzucić Hondzie w międzyczasie 2-3
razy. Nie więcej, bo i tak stracę jej zainteresowanie. Honda wciąż uczy się
takie zabawy, więc warto przemycać ją w różnych momentach. Poza tym na
spacerach chętnie bawimy się patykami (głównie w przeciąganie) i szyszkami (oj,
za nimi dziewczyny biegają bardzo chętnie)
5.      
Patyczek do obedience
Często zabieram ze sobą jeden patyczek,
żeby w przerwie od szaleństw poćwiczyć psie nosy. Nie zawsze szukają patyczka,
jednak warto, żeby wiedziały czego tak naprawdę będą szukać na zawodach (no
dobra, Fruzia będzie ;) )
6.       Kamerka sportowa
Często zapominam o naładowaniu baterii, ale staram się mieć ją ze sobą. Może filmy z niej nie mają jakieś cudownej jakości, ale zawsze pozostają fajną pamiątką
7.      
Bandaż samoprzylepny
Przezorny zawsze ubezpieczony. W aucie mam
małą apteczkę pierwszej pomocy, jednak w razie czego dobrze mieć czym wstępnie
opatrzyć np. zranioną opuszkę. .
8.      
GPS i zapasowa bateria
Często pytacie co Honda nosi na plecach
przyczepione do swoich ruffwearów. Staram się odpowiadać na bieżąco, więc większość
z Was już wie, że to nadajnik GPS. Nadajnik z nerki szybko ląduje w pokrowcu przy szelkach, ale zapasowa bateria się stamtąd raczej nie rusza. GPS, może przydać się
zarówno gdyby zdarzyło jej się uciec jak i wtedy gdybym jakimś cudem się zgubiła. Póki co nawet nie skonfigurowałam wszystkich
opcji, ale te które są dostępnie działają bez zarzutu. Mam mimo wszystko nadzieję, że nie przyjdzie mi się o tym przekonać inaczej niż przy okazji testowania.
  
9.      
Gaz pieprzowy
Dla bezpieczeństwa, jeszcze nigdy nie użyty
i oby tak pozostało.  
I to by było na tyle ;)
A co jest Waszym obowiązkowym wyposażeniem?
Podrzucajcie linki do swoich wpisów z tej
serii J


10 thoughts on “Co mieszczę w psiej nerce?

  1. Poważnie, jeszcze Ci się nie zdarzyło użyć gazu? Zazdraszczam, zwłaszcza że się szlajasz po lasach! Już wcześniej miałam pytać czy chodzisz sama czy z kimś, bo ja bym się bała sama z Parówskiem.

    1. Czasem z kimś, z reguły sama. I bardzo często słyszę, ze ktoś na moim miejscu by się bał, szczególnie jak chodziłam z samą Fru (ale Honda to też mały pies, więc sytuacja nie zmieniła się jakoś bardzo). Gaz mam już kilka lat i póki co nie użyty, miałam z 2-3 sytuacje w których by się przydał (na psy) ale akurat nie miałam go ze sobą…

    2. No bo odważna jesteś! W lasach ja się najbardziej boję ludzi, a w drugiej kolejności dzików. Jak mieszkałam w Krakowie to moja przyjaciółka zabierała Parowsko na spacery do lasu bo ja się zwyczajnie bałam. Nigdy nic złego się jej nie przytrafiło. Ale ja mam paranoję, kilka razy byłam w sytuacji kiedy bałam się o życie mojego zwierzątka (raz kiedy zostałyśmy zaczepione przez bardzo rozochoconego astopodobnego samca w wieku około roku; gdyby nie mój bardzo wysoki przyjaciel, który wziął sukę na ręce pewnie nie miałabym dziś już psa) i zostawiło to niestety głębokie ślady w mojej psychice. Częściowo dlatego tak bardzo się upieram przy whippecie i chartopodobnym stworzeniu. Nic nie dogoni charta. Mam tak serdecznie dosyć tego duszącego uczucia, które towarzyszy mi na każdym spacerze, że zza rogu może znowu wyskoczyć ktoś z puszczonym luzem dużym psem, a Figa jako starszy Parów ma swoje humory i chociaż odczulam ją na inne psy, różnie to bywa (a zaraz teraz schudła i ma ochotę łazić a łazić, a ja się boję…). Jeśli ona zauważy najmniejszy dowód na to, że ja zaczynam się obawiać to pójdzie z ryjkiem nie pytając po co i za co.

  2. A smakołyki to tak luzem wrzucasz między inne przedmioty? Czy trzymasz je w jakimś oddzielnym woreczku?

    1. Są luzem, w zależności od tego jak wszystko ułoże w nerce albo "same" w mniejszej kieszonce, albo – najczęściej -w większej z piłkami.

Dodaj komentarz