Co musi mój pies?

Trenujemy.
Co musi mój pies?
NIC… chociaż nie, musi chcieć!
A właściwie, to ja muszę zrobić tak, żeby on chciał. I był szczęśliwy.
                „Nie jest sztuką” nauczyć psa wykonywania sztuczek, ćwiczeń obedience czy pokonywania toru agility. Nie twierdzę, że to banał i nic nie znacząca umiejętność, jednak to – moim zdaniem – nie jest nawet połowa sukcesu. Choć kiedy pomyślę o tym, ile pracy kosztowało i kosztuje mnie nauczenie Fruzi konkretnych ćwiczeń w obedience, chociażby kwadratu… hm ;)
                Wg mnie, najtrudniejsze w tym wszystkim jest pokazanie naszemu czworonożnemu partnerowi, że praca jest fajna. A trzeba zrobić to na tyle skuteczne, żeby pies naprawdę chciał z nami współpracować i wykonywać polecenia dodając do tego też swoją inicjatywę.
Z jednej strony trend na pozytywne psie emocje w sporcie mocno się rozwija, z drugiej mam czasem wrażenie, że jest to wkalkulowane plan i traktowane bardziej jak kolejne zadanie, punkt do odhaczenia niż coś, o czym przewodnicy szczerze by marzyli. Dla mnie jednak, jest to rzecz najważniejsza, której nie mogę pominąć czy choć trochę zbagatelizować.
Rozpoczynając każdy trening nagradzam psa za to, że mu się chce. Gdy na hasło rozpoczynające trening Fru podbiega do mnie ze świecącymi oczami i wyrazem pyska mówiącym „pracujmy!” od razu dostaje nagrodę. Nie czekam na oferowanie zachowań, nie wymawiam żadnej komendy, po prostu promuje psie chęci. Dla wielu, to nagroda za nic. Dla mnie – za wszystko, bo chęć do pracy i zaangażowanie to dla mnie wartość najwyższa.   Gdy pies w czasie wolnym sam domaga się mojej uwagi sugerując rozpoczęcie treningu, skarmiam jeszcze sowiciej i szaleje z radości. Nie zawsze daje namówić się wtedy na wspólne ćwiczenia, jednak zawsze daje psu do zrozumienia, że podoba mi się jego inicjatywa. Szczególnie, że oba moje psy są bardzo wrażliwe, a dla Hondy jeszcze niedawno (a nawet wciąż w gorsze dni) samo zainteresowanie ze strony człowieka bywało niekomfortowe, nie mówiąc o jakiejkolwiek pracy. Dlatego próbując przekonać Hondę, że robienie czegoś ze mną jest fajne, wydaje jej ogrom nagród za chęci, najmniejsze spojrzenie czy wybór bycia ze mną na chociażby 2 sekundy.
Brzmi łatwo, prawda? Pies chce, ja się cieszę, wzmacniam zachowania i wszyscy są szczęśliwi. Jednak czasami pojawiają się schody – i co wtedy?
Ćwiczymy, wszystko idzie dobrze, aż tu nagle – trach, pojawia się coś, czego pies nie chce wykonać, bo nie czuje się w tym komfortowo, nie lubi czy po prostu nie chce bo nie. W takim wypadku warto wszystko przewartościować i zastanowić się, co w tym momencie jest dla nas najważniejsze.  Dla mnie, w 98%
sytuacji najważniejsze jest to, co „mówi” mi mój pies. I nie chodzi mi o zamykanie psa w złotej klatce i unikanie jakichkolwiek stresów w psim życiu. Pisząc ten post mam na myśli głównie treningi sportowe (mogą to być też sztuczki itp.) a nie życie codzienne czy trening użytkowy, w którym nie unikniemy całkowicie ciężkich czy przykrych sytuacji. Sporty kynologiczne to wg mnie zabawa. Nawet jeśli myślę o wysokim poziomie, chciałabym, aby zabawą pozostały. Z kolei myśląc o początku drogi, sporcie rekreacyjnym czy niższych klasach tym bardziej skupiam się na tym, żeby pies i przewodnik całość traktowali jako po prostu dobrą rozrywkę. To idealny wstęp do tego, aby później móc skupić się na szczegółach i podnoszeniu wymagań. Pies który szczerze chce i czerpie radość z treningu chętnie nauczy się więcej i więcej, a z czasem będzie potrafił stawić czoła także wyzwaniom
które na początku były dla niego niekomfortowe.
Na przykład taka delikatna Fruzia. Mokra trawa, wysoka trawa, mokry śnieg… to wszystko jest dla niej po
prostu niefajne. Dlatego trenujemy tam, gdzie podłoże nam sprzyja i to w odpowiednią pogodę. Kiedyś potrzebowałyśmy warunków idealnych, żeby zrobić cokolwiek, nigdy nie zmuszałam jej do pracy gdy odczuwała dyskomfort.  To nie było łatwe, dalej nie jest, dlatego nie raz musimy odpuścić poważniejsze treningi na jakiś czas, póki nie poprawi się pogoda lub nie znajdę odpowiedniego miejsca do ćwiczeń. Treningi na hali są naszym ratunkiem, szczególnie późną jesienią i zimą, ale ciężko wynajmować halę tak często, jak chciałoby się trenować. Tak więc przerabiałam już różne opcję, łącznie z rozkładaniem kocy czy innych materiałów, aby Fruzia miała w ogóle możliwość usiąść lub położyć się w niekorzystnych  warunkach. Lecz najczęściej rezygnowałam z treningów na zewnątrz, na rzecz krótkich ćwiczeń w mieszkaniu lub na klatce schodowej.
Na szczęście z czasem Fruzia zaczęła kochać trenowanie coraz bardziej, a co za tym idzie, coraz mniej rzeczy jej przeszkadza. Wysoka trawa jest uciążliwa, jednak udaje się w niej przeprowadzić chociażby trening motywacji, zabawy czy oferowania, co kiedyś było zupełnie niemożliwe.  Mokra trawa czy śnieg wciąż są
problemem, gdy Fruzia ma się położyć lub usiąść, ale nie stoją już na przeszkodzie w obediencowych ćwiczeniach chodzenia przy nodze czy wysyłania do kwadratu, a tym bardziej w sesjach sztuczek czy agility. Nawet lekki deszczyk, który kiedyś szybko psuł Fruziowy nastrój nie psuje nam już treningu, nawet gdy
w planach mam zostawanie. Sądzę, że kiedyś te wszystkie czynniki będą grać dla niej jeszcze mniejszą rolę – zobaczymy. Póki co wciąż nie wymagam od niej niczego, czego ona nie chce robić. Wierzę, że dalsze takie prowadzenie pozwoli na to, że ona sama zdecyduje, że jest sobie w stanie poradzić w tych sytuacjach, a ja
oczywiście nagrodzę to odpowiednio. Nie przeczę, może, gdybym po prostu wymagała tego, aby Fruzia wykonywała polecenia w każdych warunkach robiłaby to już dawno. Za to wiem, że byłoby to wymuszone, bez frajdy, bez komfortu tak ważnego dla mnie w sporcie. Dlatego, wolę odłożyć to w czasie, a nawet odłożyć to
całkowicie, jeśli już zawsze będzie to przerastać i tak dzielnego maltańczyka, niż kazać jej robić coś, co jest dla niej naprawdę nieprzyjemne.
W przypadku Hondy jest to jeszcze ważniejsze. To typ psa którego nie da się do niczego zmusić a i samo
przekonanie do tego, że praca jest fajna nie było i wciąż nie jest takie proste. U niej nawet sama praca nad motywacją nie była prosta. Wielu dziwiło mi się, gdy przez pierwsze kilka miesięcy mówiłam, że poza pracą nad lękami i jakimkolwiek skupieniem gro czasu na treningu poświęcałam na naukę cieszenia się. Nasze sesje treningowe bywały ekstremalnie krótkie (nie raz było to 5-10 sekund…), na szczęście szybko się wydłużały, jednak właśnie na poczet nauki cieszenia się. Ten czas jednak bardzo zaowocował i teraz mogę skupiać się także na różnych ćwiczeniach czy zadaniach, ale wciąż bardzo dużo uwagi muszę poświęcać na zwykłą radość i chęci. Jednak nie da się opisać, jak wspaniałym widokiem jest radośnie oferujący zachowania pies, który kilka miesięcy wcześniej nie był zainteresowany współpracą.

 

Praca nad psimi chęciami i radością bardzo mocno wpłynęła także na mnie. Aby przekonać Fruzie i Hondę, że to co robimy jest fajne, sama muszę emanować szczerze pozytywnymi emocjami. Ich nie da się
oszukać. Dlatego tak bardzo cieszę się, że w pracy z nimi obrałam taki kierunek. Dzięki temu szczęśliwe są nie tylko moje psy, ale i ja jako przewodnik. Potrafię czerpać radość z coraz większej ilości rzeczy, nie tylko na treningach, ale i w życiu. I bardzo chce mi sie trenować, ale i dobrze się bawić, nie tylko gdy dłubiemy sport, ale w każdej chwili wspólnie spędzonej z moimi psami. I to wszystko dla nich i dzięki nim.

10 thoughts on “Co musi mój pies?

  1. Twój blog to kolejny dowód na to, że nie szata zdobi człowieka. I nie, nie chodzi mi o to że jego szata graficzna mi się nie podoba. Jest ładna, estetyczna, ale dla mnie zwykła.
    Natomiast to w jaki sposób piszesz o swoich psach, treningach i o psach ogólnie – jest nieprawdopodobne. Uwielbiam każdy Twój wpis, wszystkie dają mi do myślenia. Widać że nie zależy Ci tylko na sukcesach, lecz najpierw na szczęściu i zadowoleniu Psów.
    Jak zwykle świetny wpis, który może nauczyć wiele osób, że pies to nie maszyna do sportu, tylko żywe stworzenie, które czuje i myśli…
    Pozdrawiam :)
    http://psiolubni.blogspot.com/

    1. Dziękuje! To bardzo miłe słowa, bardzo mnie motywują.
      A co do wyglądu bloga, no szału nie robi ;) mam nadzieję, że niedługo jego wygląd się troche zmieni, ale dalej w tej kolorystyce i z możliwie zachowaną prostotą.

  2. I tym oto sposobem będę zachęcać innych do pracy ze swoimi psami :D
    Post całkowicie warty udostępniania, na pewno wiele osób boryka się z motywacją u swojego psa, wyluzowaniem, czerpaniem radości.
    To jest bezapelacyjnie najważniejsze w pracy z psem – czerpana z tego radość :D

    1. Oczywiście udostępniać można do woli ;)
      I zachęcać do pracy z psami zawsze warto, ja też zachęcam do różnych rekreacyjnych aktywności. To przynosi wiele korzyści zarówno dla psa jak i właściciela.

  3. Radość. Często na treningu jej brakuje, prawda?
    Zaciekawiła mnie twoja historia o trawie. Może to, że czasem pies nie chce, choćby nie wiem co nie jest kwestią mojego złego starania się a warunków, specyfiki danego miejsca?

    1. Ja staram się bardzo dokładnie analizować jak warunki wpływają na mojego psa. Czy aby go nie przerastają (za duże rozproszenia np) czy też nie są po prostu komfortowe (jak za wysoka czy mokra trawa dla małej Fru). Nie staram się w takich miejscach na siłę. Jeśli widze, że bodziec to niewielei rozproszenie czy mały dyskomfort czasem staram się to przepracować, jeśli problem jest więszy odpuszczam, aby pies miał szansę dojrzeć, zmotywować się na tyle, aby być w stanie sobie z tym poradzić (oczywiście też z moją pomocą). Ale problemem może by wszystko, podłoże, okolica, zapachy – dlatego trzeba starać się czytać swojego psa i po analizie tego co nam mówi układać plan i dobierać wymagania.

  4. Mam szczęście, bo posiadam dwa psy, które zawsze są gotowe do pracy. Lubimy razem spędzać czas, zawsze wymyślę im coś nowego :)

  5. Świetny tekst. Nasze początki z obi były ok, z czasem jednak sznaucer zaczął się nudzić i wykazywać niechęć do pewnych ćwiczeń. Ja byłam przez to na niego zła, on zaczął jeszcze bardziej odbierać moje emocje i wręcz uciekać od niektórych poleceń. Przez co przez ostatni miesiąc zupełnie odstawiliśmy jakiekolwiek treningi. Twój post zasiał we mnie ziarenko nadziei, że odpowiednią motywacją i nastawieniem uda nam się powrócić do treningów obi :)

Dodaj komentarz