Od startu w Gdyni minął już ponad tydzień – czas więc na konkrety. Z poprzedniego wpisu wiecie już jak wyglądała cała otoczka i ważna nauka płynąca ze startu. Teraz czas pochylić się nad tym co działo się na ringu. Dostaje od Was wiadomości, że lubicie gdy po zawodach odnoszę się do każdego ćwiczenia – tak też dziś zrobię.

Na ringu przygotowawczym Fruzia włączyła się do pracy średnio aktywnie. Nie chciała się bawić, jadła raczej z grzeczności – miałam w głowie plan na ewentualne przerwanie startu, jeśli tylko zajdzie taka konieczność… jednak na hasło rozpoczynające przebieg zawodniczy w jej oczach pojawiła się TA iskra, o którą chodziło. Wejście na ring w pierwszym momencie mnie zmartwiło – bo zgasła – ale po 2-3 krokach wróciła do mnie całkowicie. Później sprawdziłam – wąskie przejście przy ścianie, kamerze i stoliku troszkę ją niepokoiło – cenna informacja do dalszej pracy.

 

Pozycje w marszu – 5pkt.

Pozycja startowa i już widzę, że Fru czymś się rozprasza, ale spoko, to jedno z naszych mocniejszych ćwiczeń – włączy się jak zaczniemy. Ruszamy – chodzenie z mojej perspektywy sprawiało wrażenie niemal spacerowego, ale skupienie wracało – komenda i… przyhamowała po czym ruszyła za mną – siad dopiero na drugie „kic” z moją przesadną pomocą – co tam ocena ;). Co gorsza po moim w tył zwrocie nerwowe drapanie. Po cholerę dzieciaku się tak przejmujesz – nic się nie stało, serio! Dalej poprawnie – jesteśmy w grze!

Aport przez przeszkodę – 7pkt.

Nie wiem, czy Fru bardziej nie lubi zostawania czy tego ćwiczenia. Wstrętny metal połączony z koniecznością skakania to nie jest to, co Fruzie lubią najbardziej. Będzie co będzie – to ćwiczenie możesz Fruziu wyzerować, nie obrażę się. Rzucam, koziołek odbija się zamiast w dal to wstecz. Wysyłam – ciężkie to technicznie dla małego białego pieska, ale o dziwo wszystko robi super. Odbieram aport pękając z dumy i… musimy powtórzyć ćwiczenie z lepszym rzutem. -2pkt za powtórkę. Byłam przekonana, że za drugim razem Fru odmówi skakania – bo ileż można. O dziwo, wykonuje ćwiczenie naprawdę ładnie – z nieidealnym dostawieniem co kosztuje nas kolejny 1pkt. Zastanawiam się, czy powtórkę tego ćwiczenia Fru traktuje jak karę…

Aport kierunkowy – 5pkt.

Pisałam Wam ostatnio, że nie byłyśmy w pełni przygotowane na start – to właśnie kierunki były tym, czego nie zdążyłam technicznie wykończyć do zawodów. Obawiałam się, że w stresie Fru może nie wybrać dobrego aportu – ale zupełnie nie spodziewałam się popełnionych przez nią błędów. Odprowadzenie, zatrzymanie i… znów nerwowe drapanie – serio Fruniu? Dalej super wysłanie (szczególnie biorąc pod uwagę fakt, czego się obawiałam), dostawienie i… wyplucie koziołka pod nogi. Szok i niedowierzanie – Fruzia kocha aporty miłością wielką i o ile nie są one ogromne i ciężkie nigdy, przenigdy nie chce ich puszczać ot tak. Sporo mojego zdziwienia, ale i duma, że to czego najbardziej się obawiałam jednak się udało – widać, nasz plan na kierunki wychodzi naprawdę nieźle.

Kwadrat – 9pkt.

Nie patrz na bramkę, nie patrz na banner, nie patrz na przeszkodę, zobacz kwadrat błagam… zobaczyła :D. Tempo spoko, zatrzymanie z zawarowaniem mogłoby być z mniejszym łukiem, ale się zmieściła, więc nie mam się o co czepiać. Trochę niechlujne wykończenie po dobiegnięciu do mnie, ale nie będę się czepiać – nad tym wciąż pracujemy i będziemy pracować pewnie do końca naszych dni :P.

Przywołanie z blokadą – 6pkt.

Nareszcie, nasze najlepsze ćwiczenie. To robi pięknie w nocy o północy, w najgorszym wypadku pacnie na drugą komendę, ale nie mamy lepszego ćwiczenia w naszym repertuarze. Położyła się od razu, yeah, odchodzę na chillu- jesteśmy w domu. Przywołuje, myślę sobie – biegnij robaku wolniej, bo nie wyrobisz z zatrzymaniem. Krzyczę stój i… zero rekacji. ZERO! Nie wierzę, nie wiem co robić – to nie wydarzyło się nigdy, nawet nie śniło mi się, że mogłoby się w ogóle wydarzyć. W najgorszych rozproszeniach, najgorszych warunkach – to jedyne co robi zawsze super ;). Pamiętajcie – w obedience nic nie jest na pewno ;). Powtórzona komenda, olśnienie małej białej i ładne stój. Nie wiem czy mam się śmiać czy płakać. Kończymy ćwiczenie z wielkim znakiem zapytania w głowie ;).

Zmiany pozycji na odległość – 0pkt.

Idziemy spokojnie do rozpoczęcia ćwiczenia, nie denerwuje się, bo wiem ile pracy poświęciłyśmy na to ćwiczenie. Pętla siad-stój-waruj daje jeszcze więcej spokoju – bo na tej Fru ani drgnie. Tia – znów dostaje kopa w tyłek za nadmierną pewność. Mamooo, nie stój tak daleko! Nie ważne, że na co dzień robimy to nawet z 20 metrów, teraz 10 jest ogromnym dystansem, który trzeba zmniejszyć. Nawet moje awaryjne, ratujące takie momenty rozwiązania na drugiej pętli nie pomagają – Fruzia przesuwa się o 2 długości ciała, a na koniec oskakuje przy moim dostawieniu. Nie – nie kopie psa, jak zawala pozycje – nawet kiedy robi je tak niedbale jak w Gdyni ;).

Aport węchowy – 5pkt.

Nasza zmora – wyczekanie mojego odwrócenia – zaliczona super. No to już wiem, że będzie dobrze, dała radę wysiedzieć nie odwracając się do mnie po ratunek, dalsza część ćwiczenia nie jest już tak wielkim problemem. Biegnie szukać, obchodzi patyki i patrzy na mnie – czy aby na pewno właśnie to ćwiczenie ma wykonywać? Czekam – praca węchowa to zawsze coś w czym staram się zostawić psa z jego nosem. Fru wraca do szukania, znajduje i wraca niespiesznie – po drodze oglądając się na sędzinę, jakby chciała powiedzieć „jak Wam tak zależy, to znalazłam”. Dostawia się i dosłownie rzyga mi patykiem pod nogi… oj Fruziu ;).

Chodzenie przy nodze –  6,5pkt.

2 minuty i 7 sekund skupienia i precyzji – tak wyglądałoby to w wersji idealnej. Punktacja może nie powala, ale z tego ćwiczenia jestem bardzo zadowolona. Fruzia dała z siebie naprawdę wiele – poza kilkoma drobnostkami wykonała to ćwiczenie tak, jak mogłabym sobie to wymarzyć. To był niezwykle miły akcent na zakończenie tej heroicznej walki na ringu ;).

Wrażenie ogólne – 7pkt.

Żałuje, że nie ma opisu sędziny na ten temat. A usłyszane na rozdaniu „Gdyby były punkty za bycie najsłodszym na ringu to dostałaby najwyższe noty” to nie jest to, czego oczekiwałam. To co mogę powiedzieć od siebie – przejścia super podnosiły Fruzie, momentami nawet za mocno ;). To co najważniejsze – BYŁA ze mną cały czas i mimo przeciwności starała się jak mogła. Ode mnie Fruziu dostajesz dychę z głębi serca!

A na sam koniec – zostawanie – 8pkt.

Poważnie zastanawiałam się czy wchodzić na to ćwiczenie. W końcu w takim stanie pewnie i tak zerwie, więc nawet nie podniosę jej morale. Mimo wszystko, po krótkim wzmocnieniu wyczekiwania na mój powrót postanowiłam, że nie będziemy się poddawać. Wejście na ring – znów niepewność w wąskim przejściu i szybki powrót do skupienia. Po rozpoczęciu ćwiczenia mały zawias – pac na drugą komendę. Kolejne dwie minuty niemal umierałam na zawał schowana za drzwiami hali. Wracam – leży! Łzy napływają do oczu – ale nie ciesz się za wcześnie… wykończyłyśmy ćwiczenie i wtedy już mogłam śmiało pękać z dumy. Mój „nigdyniezostanębezCiebie” maltańczyk dał radę… i to była dla mnie największa nagroda jaką mogłam kiedykolwiek dostać.

 

DZIĘKUJE FRUZIU! Za wszystko!

A poniżej filmik ze startu, bez obróbki ;).

 

Dodaj komentarz