Dolina Noteci Energy – recenzja karmy

                Już
kilka miesięcy temu usłyszałam, że Dolina Noteci ma wprowadzić do swojej oferty
karmę „energy” dla aktywnych psów. Przyznam, że byłam nastawiona dość
sceptycznie. O ile Dolinę Noteci uważam, za przyzwoitą karmę ciężko mi było
uwierzyć w widoczną różnicę w działaniu tej wersji. Postanowiłam to sprawdzić ;)
                Skład.

                Tak jak
w pozostałych rodzajach tej karmy na pierwszym miejscu mamy mięso i produkty
pochodzenia zwierzęcego, procentowo ponad 10% mniej niż w „zwykłych”,
oczywiście na poczet innych składników. Co do samych PPZ-tów mnie osobiście nie
zniechęcają. To, czego nie ma w pozostałych
a zostało zastosowane w energy to
jajka i produkty z jaj, mleko i produkty mleczne, pp-roślinnego (w tym ekstrakt
z jukki schidigera), drożdże i MSM. Oleje i tłuszcze z kolei występują w
większej ilości niż w opcji podstawowej.
 Podsumowując, skład uważam, za jak najbardziej
przyzwoity.
Składniki analityczne.

Karma energy zawiera 12,5% białka
i 9% tłuszczu. Większość karm w puszkach ma ok 9-10,5% białka i 5,5-7% tłuszczu
– przyjrzałam się tym parametrom we wszystkich karmach jakie aktualnie mam w
domu, a to 6 zupełnie różnych firm. Jedynie najbardziej mięsna z nich miała
białko na poziomie ponad 12%, jednak tłuszcz to 5,4%. Jak widać, różnica jest
spora.
Prezentacja

Uważam, że to najlepiej
wyglądająca puszka z Doliny Noteci. Bardzo prosty projekt moją uwagę przyciąga
z daleka.
Smakowitość

Obu dziewczynom (i Fruzi i
Hondzie) smakuje wyraźnie bardziej, niż pozostałe puszki tej firmy. Biorąc pod
uwagę skład i % zawartość tłuszczu, wcale mnie to nie dziwi.
Działanie

Czyli to do czego byłam
nastawiona bardzo sceptycznie. Czy Dolina Noteci Energy faktycznie moża dodać
psu energii?
Na psa wielkości Fruzi dawkowanie
to niespełna puszka na dobę, dla Hondy prawie 1,5 puszki (mowa o opakowaniach
400g). Możemy więc uznać, że Honda póki co dostawała ją bardziej w formie
dodatku, a działanie testowałam na lepiej znanym mi psim osobniku ;)
Karmę testowałam już dwukrotnie,
jeden raz przy okazji Zawodów Obedience w trudnych warunkach, drugi raz w „normalny” spacerowy dzień, dla upewnienia się co do efektów. System karmienia jaki przyjęłam, to ok.120
gram na kolację dzień wcześniej przed wysiłkiem oraz ok.120 gram na śniadanie 3h
przed planowaną aktywnością. Czyli w sumie trochę więcej niż połowa dziennej
dawki (należy pamiętać, że Fru w międzyczasie dostaje inne rzeczy – wieczorem gryzak,
treningowo ięso z ręki) Okazało się, że takie dawkowanie to strzał w
dziesiątkę.
Fruzia miała wyraźnie więcej energii. Nie roznosiło jej, co też jest sporym plusem. Dzielnie zniosła zawody w masakrycznym upale (choć to zawdzięcza też innym rzeczom, o których już wkrótce) nie opadając z sił ani na chwilę. W spacerowy dzień dużo wolniej się męczyła i chętniej niż zwykle pokonywała trudniejszy teren.
W międzyczasie, dla porównania
spróbowałam tego samego systemu z dwoma innymi karmami – z zawartością białka i
tłuszczu odpowiednio 10 i 7 procent oraz 12,5 i 5,4 procent. Przy żadnej z nich
nie osiągnęłam podobnego efektu.

Dlatego, jeśli myślicie o karmie,
która wspomoże Waszego psa w aktywne, męczące dni mogę z czystym sumieniem
polecić Dolinę Noteci Energy. Jestem także bardzo ciekawa Waszych doświadczeń z
tą karmą? A może polecicie inne tego typu produkty?

8 thoughts on “Dolina Noteci Energy – recenzja karmy

    1. haha ciekawe :) w końcu standardowa nie ma jakoś szczególnie wysoko energetycznego składu, widać Dziabong potrafi wyłuskać najmniejszy atom energii w karmie :P

  1. Mama wysłana do zoologicznego! :D
    Mamy szczęście, że Dolinę Noteci produkują 30km ode mnie i w praktycznie każdym zoologu można ją nabyć :D

Dodaj komentarz