Niedzielna wycieczka w Tatry sprawiła, że trochę się we mnie zagotowało i tym sposobem dzisiejszy tekst nie będzie o psach. Zacznijmy od tego, że jestem dumna, że jestem Polką. Kocham nasz kraj, kulturę i rodaków. Choć z tymi rodakami, to bywa różnie. Maszerując słowackim szlakiem było mi po prostu wstyd, za moich krajanów. Śmiało mogę powiedzieć, że bez trudu mogłam rozpoznać 90% maszerujących osób z Polski – i niestety nie jest to komplement. Sama dopiero uczę się poruszania w górskim terenie. Poznaje zwyczaje, technikę marszu, zasady wspólnego korzystania ze ścieżek. Jeśli chodzi o to jak zachowywać się na szlaku, to tak naprawdę wystarczy mieć w sobie odrobinę kultury i szacunku do innych, żeby okazać się poprawnym piechurem. Tylko tyle i aż tyle – bo właśnie zachowanie zdradzało na szlaku kraj pochodzenia spacerowiczów.

I tak na przykład, jeśli idąc wąskim czerwonym szlakiem zaczynasz tracić oddech przez smród tanich papierosów – wiedz, że idący przed Tobą, palący chłopak z pewnością jest Polakiem. Dokładnie tak samo, jak para która na wysokości 1850 m.n.p.m. koniecznie swój marsz musi urozmaicić nowoczesną muzyką z głośnika doczepionego do plecaka. Czym tu się dziwić, przecież górskie powietrze drapie w gardło, a dźwięk Żabiego Potoku to tylko irytujące szumienie bez rytmu – czyż nie? Zachowanie spokoju i ciszy na szlaku sprawia problem nie tylko żądnej muzyki młodzieży. Wyraźnie dojrzałe panie, podczas prywatnych rozmów telefonicznych informowały chyba wszystkich w promieniu kilometra, że „A, w Tatrach jestem, idę takim szlakiem z kamieni” oraz, że – prawdopodobnie – mąż powinien zrobić zakupy nim ona sama wróci do domu. Obiekobiety mówiły tak głośno i wyraźnie, że jestem przekonana, iż nawet Słowacy świetnie rozumieli o czym mowa. Tylko, czy w ogóle ich to interesowało? Mnie nie. Ich chyba jednak też…

Jednak nie tylko zakłócanie ciszy czy zanieczyszczenie powietrza zdradzało polską narodowość. Po czym jeszcze poznać Polaka na szlaku? Jeśli na wcale nie tak wąskiej ścieżce pozostaje Ci się zatrzymać łapiąc skał lub nawet cofnąć, żeby nie zostać zepchniętym ze szlaku przez zajmują całą szerokość radosną rodzinkę – śmiało możesz odezwać się do nich w naszym ojczystym języku – oni także posługują się nim na co dzień. Tak samo jak fucząco-dyszące osoby, które niemal depczą Ci po piętach kiedy nie odpowiada im Twoje tempo marszu. Cokolwiek na kształt przepraszam, lewa wolna czy uwaga usłyszysz za to w każdym innym języku. Już nawet nie wspomnę – a może i właśnie to zrobię – o kobiecie, która kopnęła i zdeptała nasz plecak położony koło kamieni, podczas gdy my robiliśmy zdjęcia nad potokiem. I nie – nie było to przypadkiem, plecak nie leżał na ścieżce czy w jedynym wolnym miejscu na odpoczynek. Na szczęście, nim zdążyłam całkowicie zagotować, jej własny mąż zwrócił jej uwagę i zaproponował zmianę miejsca. Tak – po POLSKU! Bo o tym, że zdaży się wśród skał usłyszeć wcale nieciche i niepojedyncze przekleństwa to chyba wspominać nie muszę – w końcu to charakteryzuje nas wszędzie – w górach, w restauracjach, w muzeach czy na plaży.

I nie chce, żebyście mnie źle zrozumieli. Oczywiście, nie każdy Polak zachowuje się na szlaku w tak fatalny sposób. Jednak, takie zachowania były domeną jedynie naszych rodaków – i właśnie to denerwuje mnie najbardziej. Szczególnie, że opisane przeze mnie sytuacje miały miejsce w ciągu jednego dnia – a nawet nie całego, bo jedynie 6 godzin! Na potrzeby tego tekstu nie musiałam nawet wspominać o wydarzeniach z wcześniejszych wycieczek – a niestety też miałabym o czym pisać…

Jeśli macie podobne spostrzeżenia – podzielcie się nimi. Za to, jeśli stoicie po drugiej strony barykady – zastanówcie się proszę nad swoim zachowaniem. Naprawdę, nie musimy być krajem Januszów i Grażyn w sandałach i białych skarpetkach, uczących wszystkich dookoła polskiej łaciny i widzących jedynie czubek własnego nosa. Choć, jeśli janusz-geny są tak silne, to postarajcie się pozostać przy eksterierze – wolę spotykać na szlakach ignorantów w klapkach czy szpilkach (tak, ignorantów – bo to ani rozsądne, ani z poszanowaniem gór), ale szanujących innych dookoła, niż rzucających mięsem buraków w salomonach nad kostkę. Pamiętajcie – zachowanie jednostki buduje obraz narodu.  

Powiem Wam szczerze – chciałabym broniąc stereotypów „bo Polak jest taki i owaki” nie mieć z tyłu głowy, że jako naród, nie potrafimy się zachować nawet na „głupim” górskim szlaku. A może to właśnie takie miejsca, w których wydaje nam się, że możemy wyluzować obnażają naszą prawdziwą naturę?

 

Dodaj komentarz