Pierwszy raz zdjęcie Hondy zobaczyłam jeszcze w zimie. Było to zdjęcie schroniskowe, na którym wyglądała jak rasowa shiba inu. Taki pies od razu znajdzie dom – pomyślałam. Właściwie byłam tego pewna.
pierwsze zdjęcie, które zobaczylismy
Gdy kilka miesięcy później pojawiło się wydarzenie, że – jeszcze wtedy – Princeska szuka domu byłam w szoku. Jak to? Pieseł – hit internetów – jeszcze nie znalazł swojego człowieka? Tyle dobrze, że po kilku miesiącach spędzonych w schronisku w Busku trafiła do domu tymczasowego pod Krakowem. Po raz kolejny rozpływałam się nad jej zdjęciami, ale to przecież nie pierwszy pies który mnie zachwycał, a ciągle w głowie miałam myśl o szczeniaczku, którego planowałam jeszcze w tym roku. Co kilka dni temat Princeski w mojej głowie powracał, tak więc gdy MORN napisał, że mała potrzebuje obróżki przeciw kleszczom, a dodatkowo będzie można ją spotkać na pikniku na błoniach jasne było, że odwiedzę ją na tym wydarzeniu z prezentami.
na pikniku – taka ją poznaliśmy
Nie wiem czy pierwsze spotkanie wypadło szczególnie dobrze. Sunia bała się wszystkiego dookoła a nawet mnie… nie zwracała w ogóle uwagi na Fruzię. Paulina i Shaggy zaproponowali nam wspólny spacer po błoniach. Podczas gdy niskopodłogowce szalały w najlepsze Princeska po prostu szła przed siebie. Nie reagowała na zaczepki psów, nie była szczególnie zainteresowana interakcją z nami. Wtedy decyzja o wzięciu jej na DT zaczęła się klarować.
Zapoznanie z miastem, ludźmi, różnymi dźwiękami… to było jej bardzo potrzebne. Wiedząc, że mam teraz dużo wolnego czasu a problemy które należało przepracować nie są mi do końca obce decyzja nie była trudna. Widząc, jakie zainteresowanie wzbudza wśród ludzi, którzy niestety w rozmowach z wolontariuszami bagatelizowali przedstawiane przez nich problemy Princeski postanowiłam, że pojadę po nią jeszcze tego samego dnia wieczorem. Wzięłam z domu smycz i szelki, zapas smaczków i wyruszyliśmy po rudzielca.
Od Magdy Honda wyszła ze mną całkiem chętnie, jak gdyby rozumiała, że to słuszny krok. Schody zaczęły się pod blokiem. „Faktycznie ma problemy z życiem w mieście” pomyślałam, a jeszcze bardziej utwierdziła mnie w tym lekka panika przy osiedlowej drodze i jadących (powoli) samochodach. Do auta wsiadła niechętnie, ale samodzielnie. Drogę spędziła pod moimi nogami wbita pod fotel, zdecydowanie nie czuła się komfortowo, ale i tak wyglądało to lepiej niż się spodziewałam. Gdy wysiedliśmy z auta na osiedlu… cóż, ogon wbity pod siebie, cała skulona, sztywna jak gdyby była zrobiona z metalu. Wzięta na ręce minimalnie wyluzowała. Sytuacja zmieniła się po wejściu do domu. Przywitana niezbyt przyjaźnie przez Felka szybko zaczęła zwiedzać mieszkanie (małej powierzchni, więc szybko poszło) i cieszyć się nowym miejscem zamieszkania. Bardzo szybko poczuła się swobodnie, a gdy już pozwiedzała, zjadła i zaspokoiłam jej wstępną potrzebę bycia wygłaskaną bez zastanowienia poszła do przedpokoju się wysikać. Cóż, zdarza się ;)

 

Na wieczornym spacerze czuła się ciut lepiej. Oczywiście była jeszcze pełna obaw, ale spacerowała, wąchała wszystko co się dało i parła do przodu. Myślę, że mocno w tym pomogła jej obecność Fruzi, która w końcu była u siebie i biegała po chodnikach i trawnikach bez najmniejszych zawahań. Po powrocie dostała obowiązkowy gryzaczek na odstresowanie. Honda z Fruzią szybko załapały, że każda dostaje swój. Po przegryzieniu smakołyków czas do spania. Choć nie do końca, podczas gdy ja z Fruzią oglądając film co jakiś czas zerkałyśmy na laptopa, Honda dosłownie umarła na łóżku. Wrażenia ;). Gdy układaliśmy się do „spania właściwego” postanowiła jednak ułożyć się na dywanie gdzie spędziła czas do rana.

Pierwsze kilka godzin za nami, a ja dalej nie wiedziałam, czego się po niej spodziewać.

edit: Piknik i wdomoprzyjęcie Hondy miało miejsce 10.05.2015.

19 komentarzy

Dodaj komentarz