Honda – jak to się zaczęło?

Pierwszy raz zdjęcie Hondy zobaczyłam jeszcze w zimie. Było to zdjęcie schroniskowe, na którym wyglądała jak rasowa shiba inu. Taki pies od razu znajdzie dom – pomyślałam. Byłam tego pewna. Fotkę pieseła pokazałam swojemu facetowi, któremu marzy się akita inu lub „miniaturka” ;) podobają się mu wizualnie, dodatkowo fakt bycia japońskimi rasami działa bardzo na ich korzyść.
pierwsze zdjęcie, które zobaczylismy
Gdy kilka miesięcy później pojawiło się wydarzenie, że – jeszcze wtedy – Princeska szuka domu byliśmy w szoku. Jak to? Pieseł – hit internetów – jeszcze nie znalazł swojego człowieka? Tyle dobrze, że po kilku miesiącach spędzonych w schronisku w Busku trafiła do domu tymczasowego pod Krakowem. Po raz kolejny (wtedy nie wiedziałam, czy słusznie) pokazałam zdjęcia małej Sebastianowi, który rozpływał się za każdym razem gdy tylko o niej słyszał. Ja też, ale to przecież nie pierwszy pies który mnie zachwycał, a ciągle w głowie miałam myśl o szczeniaczku, którego planowałam jeszcze w tym roku.
Co kilka dni temat Princeski w domu powracał, tak więc gdy MORN napisał, że mała potrzebuje obróżki przeciw kleszczom, a dodatkowo będzie można ją spotkać na pikniku na błoniach jasne było, że odwiedzimy ją na tym wydarzeniu z prezentami.
na pikniku – taka ją poznaliśmy
Nie wiem czy pierwsze spotkanie wypadło szczególnie dobrze. Sunia bała się wszystkiego dookoła, mnie, Sebastiana… nie zwracała w ogóle uwagi na Fruzię. Paulina i Shaggy zaproponowali nam wspólny spacer po błoniach. Podczas gdy niskopodłogowce szalały w najlepsze Princeska po prostu szła przed siebie. Nie reagowała na zaczepki psów, nie była szczególnie zainteresowana interakcją z nami. Wtedy decyzja o wzięciu jej na DT zaczęła się klarować.
spacer na pikniku
Zapoznanie z miastem, ludźmi, różnymi dźwiękami… to było jej bardzo potrzebne. Wiedząc, że mam teraz dużo wolnego czasu a problemy które należało przepracować nie są mi do końca obce decyzja nie była trudna. Widząc, jakie zainteresowanie wzbudza wśród ludzi, którzy niestety w rozmowach z wolontariuszami bagatelizowali przedstawiane przez nich problemy Princeski postanowiliśmy, że pojedziemy po nią jeszcze tego samego dnia wieczorem.
Zabraliśmy z domu smycz i szelki, przygotowaliśmy smaczki i wyruszyliśmy po rudzielca.
Od Magdy Honda wyszła z nami całkiem chętnie, jak gdyby rozumiała, że to słuszny krok. Schody zaczęły się pod blokiem. „Faktycznie ma problemy z życiem w mieście” pomyślałam, a jeszcze bardziej utwierdziła mnie w tym lekka panika przy osiedlowej drodze i jadących (powoli) samochodach. Do auta wsiadła niechętnie, ale samodzielnie. Drogę spędziła pod moimi nogami wbita pod fotel, zdecydowanie nie czuła się komfortowo, ale i tak wyglądało to lepiej niż się spodziewałam. Gdy wysiedliśmy z auta na osiedlu… cóż, ogon wbity pod siebie, cała skulona, sztywna jak gdyby była zrobiona z metalu. Wzięta na ręce minimalnie wyluzowała. Sytuacja zmieniła się po wejściu do domu. Przywitana niezbyt przyjaźnie przez Felka szybko zaczęła zwiedzać mieszkanie (małej powierzchni, więc szybko poszło) i cieszyć się nowym miejscem zamieszkania. Bardzo szybko poczuła się swobodnie, a gdy już pozwiedzała, zjadła i zaspokoiliśmy jej wstępną potrzebę bycia wygłaskaną (głównie
przez Sebastiana, bo gdy siedział na ziemi czy łóżku okazywał się nie być taki straszny) bez zastanowienia poszła do przedpokoju się wysikać. Cóż, zdarza się ;) najważniejsze, że nie uciekała i nie zamknęła się z tego powodu w sobie. Ponoć gdy wcześniej zdarzały jej się wpadki to ewidentnie czuła się z tym źle i unikała ludzkiego wzroku.

 

Na wieczornym spacerze czuła się już lepiej. Oczywiście była jeszcze pełna obaw, ale spacerowała z ogonem w górze, wąchała wszystko co się dało i parła do przodu – ku przygodzie ;). Myślę, że mocno w tym pomogła jej obecność Fruzi, która w końcu była u siebie i biegała po chodnikach i trawnikach bez najmniejszych zawahań.

Po powrocie jeszcze gryzaczek na odstresowanie. Honda z Fruzią szybko załapały, że każda dostaje swój i należy zjadać go w miejscu otrzymania. Po przegryzieniu smakołyków czas do spania. Choć nie do końca, podczas gdy ja z Fruzią oglądając film co jakiś czas zerkałyśmy na laptopa, S. z Hondą usnęli niemal wtuleni w siebie. Wrażenia ;). Gdy układaliśmy się do „spania właściwego” postanowiła jednak ułożyć się na dywanie gdzie spędziła czas do rana.

Pierwsze kilka godzin za nami, a ja dalej nie wiedziałam, czego się po niej spodziewać.

edit: Piknik i wdomoprzyjęcie Hondy miało miejsce 10.05.2015.

19 thoughts on “Honda – jak to się zaczęło?

Dodaj komentarz