Honda tydzień 1 – hardcorowy na 1000%

                Pierwsze wspólne dni wcale nie należały do najłatwiejszych
;)
                Tydzień 11-17.05.2015

                W
poniedziałek z Hondą i Fruzią odwiedziłyśmy moich rodziców. Mimo ciągłego obszczekiwania
przez Lolka, Honda czuła się tam jak u siebie. Z moją mamą polubiła się od
razu, taty o dziwo bała się mniej niż innych mężczyzn (mimo, że spodziewałam
się problemów). Po krótkim czasie wyluzowała na tyle, że rozpoczęła zabawę znalezioną
w rogu pokoju piłką, a chwile później wyłożyła się na boku odpoczywając.
                Popołudniu
spróbowałam zrobić jej małą sesją szkoleniową, efekty – jak ze wszystkim – dość
zaskakujące. Poza tym, że niezmiernie szybko się nudzi (choć początkowo
myślałam, że to stres) stara się współpracować i całkiem nieźle rozumie czego
od niej chce ;)
                Wieczorem
spakowaliśmy się i wyjechaliśmy na wieś. 60 kilometrową trasę zniosła całkiem
nieźle. Na miejscu chyba też całkiem się jej spodobało. Szybko zrozumiała, że
po schodach sama chodzić nie może (choć we wtorek zmieniłam tą zasadę) i na
każde „czekaj” wypatrywała kiedy przyjdzie jej kolej bycia
wyniesioną/zniesioną.
                We
wtorek rano chwila ćwiczeń – oczywiście sesja wybitnie krótka – siad, reakcja
na imię i target ręki nosem. To i tak dużo, ale ciężko nie przeplatać ćwiczeń
jeśli każde z nich może mieć maksymalnie 3 powtórki ;) także w zabawie, podczas której Honda zaoferowała przynoszenie wyrzuconej zabawki.

                Popołudnie
spędziliśmy na długim spacerze po lesie. Widać było, że to jej żywioł. Szła
przed siebie pewnie, bez najmniejszego zawahania. Chętnie reagowała na wołanie
zarówno moje jak i Sebastiana. Przez górski strumień przechodziła jak gdyby w
ogóle nie zmieniła podłoża. Z uśmiechem na pysku pokonywała kolejne kilometry J

                W środę
z kolei na spacer udaliśmy się wzdłuż potoku. Trudny teren nie stanowił dla
niej wyzwania (w przeciwieństwie do Fruzi, która musiała bardzo się wysilić aby
poradzić sobie z obraną przez nas trasą). W trakcie postoju sama wchodziła do
wody i eksplorowała okolice na ile tylko pozwalała jej długość flexi ;) Na tym
spacerze dziewczyny pierwszy raz zajęły się wspólnie obgryzaniem patyka, to był
naprawdę uroczy widok.

                Popołudniami
w oba dni, podczas grillowania chwila ćwiczeń na zewnątrz. Czasami brałam oba
psy na raz. Naśladowanie Fruzi bardzo pomogło Hondzie w rozumieniu przywołania
i radości z wspólnych chwil.
                Cały
wyjazd minął pod znakiem relaksu i budowania więzi. Honda z każdą chwilą coraz
bardziej przywiązywała się do mnie, Sebastiana i Fruzi i pozwalała sobie na
coraz więcej radości i szaleństw. Filmik podsumowujący pobyt na wsi pojawi się na funpage’u.
                Czwartek
był dniem dość „zwykłym” bez większych niespodzianek… chociaż, dość
niespodziewanie spotkaliśmy na spacerze Agatą z Fraszką i Indii. Honda nową
ciocię przywitała radośnie, jak by wcale kilka dni wcześniej nie bała się
całego świata. Nowe psie przyjaciółki przyjęła pozytywnie, a cała czwórka wygląda razem świetnie!
                W
piątek nie było już tak łatwo ;) Postanowiłam zabrać Fruzię na krótki trening,
tak więc Honda pierwszy raz została sama w domu. Nie było nas mniejwięcej 20
minut, efekt?
                Wieczorem
byłyśmy umówione na sesję fotograficzną z Joanną Dembowską (W obiektywie Asi).
Tym razem psiaków było więcej, tak więc przy okazji zdjęć spędziłyśmy super
czas z Pauliną z Shaggym i Agnieszką i Mikim.
                Honda
okazała się być całkiem niezłą modelką ;)

                Sobota
była największym wyzwaniem dla Hondy. Nie chcąc zostawiać jej samej
postanowiliśmy zabrać ją ze sobą na Hercules Tour, z założeniem, że jeśli
będzie to dla niej za dużo po prostu wrócimy do domu. Jak się okazało, Honda
zrozumiała, że tego typu imprezy będą jej codziennością. To czego najbardziej
się bałam, sound check (prościej mówiąc – upalanie do odcięcia ;) ) po 2-3
autach stał się dla niej po prostu tłem. Myślę, że i tym razem w zrozumieniu
sytuacji pomogła jej Fruzia, która nawet się nie wzdrygnęła przy żadnym ryku
wydechu ani wyciu silnika. Wracając zabraliśmy psy na przylasek rusiecki, żeby
mogły odetchnąć i zmoczyć łapki w jeziorze. Odstresowanie to podstawa ;)
                Niedziela
spokojna. Najpierw leniwie w domu, później pierwszy wypad na wybieg. Ogrodzona
przestrzeń to idealne miejsce, gdzie Honda może się wybiegać a ja poćwiczyć z
nią przywołanie. Jak na pierwszy raz było naprawdę nieźle. Jak zawsze, wielkim
wsparciem była dla niej Fruzia J
. Poza zabawami na wybiegu tego dnia nie zafundowaliśmy Hondzie żadnych
rozrywek. Odpoczynek i spacery.

                Pierwsze
7 dni za nami… dni naprawdę intensywne i trudne dla psa, który dopiero uczy się
życia, jednak jak widzicie, Honda radziła sobie świetnie. Można przypuszczać,
że lepiej niż byłoby to w przypadku wielu socjalizowanych psów wychowujących
się ze swoimi ludźmi od zawsze. Widać, Honda po prostu była nam pisana i w dość
specyficzny aktualny tryb życia wpasowała się bezbłędnie.

4 thoughts on “Honda tydzień 1 – hardcorowy na 1000%

  1. Oj, kawał dobrej roboty za Wami! :) Idziecie jak burza, znam orkę na ugorze przy adoptowaniu psiaka ( jak potrzebujesz wsparcia – cofnij się do naszych początków z Ru, a będziesz wiedziała :) ).

  2. Faktycznie świetna z niej modelka :D
    Gratki za taki kawał roboty, od razu widać, że nie będzie mieć z Wami nudnego życia :) Z tego co piszesz i tak świetnie się sprawuje jak na pierwszy tydzień, pomyśleć tylko co będzie dalej ^^

Dodaj komentarz