Honda tygodnie 2 i 3, po krótce.

                Dziś bardzo skondensowana notka o Hondzie, tycząca się okresu
18.05-31.05. Co istotnego działo się w tym czasie?
                18go
zabrałam Hondę samą na wybieg, żeby móc z nią spokojnie poćwiczyć przywołanie, i
poświęcić jej całą swoją uwagę. Póki nie zawąchiwała się szaleńczo jej reakcje
były całkiem niezłe ;). Po jakimś czasie na wybieg przyjechały dwa psiaki –
Gizmo i Coffee. Podczas gdy suczka zajęła się sobą, buldożek Gizmo postanowił
zaprzyjaźnić się z Hondą. Wtedy właśnie ostatecznie okazało się, że bawi się
ona „po shibowemu” co bardzo spodobało się nowemu koledze. Pierwsze psie
znajomości to na pewno coś o czym warto wspomnieć ;)

                Jak już
wiecie, Honda łatwo ze mną nie ma, tak więc 22-25 maja nie ominęła jej
wycieczka do Poznania. Trasę zniosła bardzo dzielnie, trochę wierciła się na
tylnym siedzeniu, ale warczący zniesmaczony jej zachowaniem Lolek trochę ją
uspokoił (Fruzia w tym czasie zajęta była przysuwaniem się po milimetrze w
stronę przodu auta ;) ).
                Piątek
spędziłyśmy najpierw na odpoczynku w hotelu, jednak trasa zmęczyła zarówno mnie
jak i psy. Później wybrałyśmy się do Lasku Marcelińskiego, gdzie spotkałyśmy
Julię, Martynę i Justynę z ich maltankami. Chwile posiedziałyśmy na psim
wybiegu, jednak mimo jego podziału na psy małe i duże (o czym dowidziałam się
wcześniej w internecie) na naszej części pojawiły się nachalne labki i goldeny.
Gdy obskoczyły Hondę biedna skuliła się i zaczęła sikać pod siebie. Oczywiście
w miarę możliwości szybko uratowałam ją z tej sytuacji (w dość nieprzyjemny dla
jednego z labków sposób). Szybko opuściłyśmy wybieg i rozpoczęłyśmy spacer w
piękniej okolicy. Usiadłyśmy nad małym, acz nastrojowym jeziorkiem gdzie psy
mogły się ochłodzić i odpocząć.

                W
sobotę punkt kulminacyjny naszego wyjazdy do Poznania – Pierwszy Poznański
Piknik Maltański na cytadeli. Wśród niemal trzydziestu maltańczyków Honda odnalazła
się całkiem nieźle. W miarę zmęczenia robiła się lekko drażliwa i swoje
niezadowolenie z natarczywości małych białych kulek okazywała grubym warkotem.
Parę razy musiała zareagować gwałtowniej, jednak bez nadmiernej agresji, a po
prostu stanowczo mówiła, żeby zostawiły ją w spokoju (choć wyglądało to dość
przerażająco na pierwszy rzut oka). Z ludźmi całkiem nieźle, póki byli płci żeńskiej,
do mężczyzn z bardzo dużym dystansem, łącznie z tym, że gdy poprosiłam
znajomego o przytrzymanie Hondy na smyczy podczas gdy pobawię się kilka metrów
dalej z Fruzią nie obyło się bez paniki. Po pikniku zwiedziłyśmy jeszcze
cudowną okolicę, posiedziałyśmy na trawie i wróciłyśmy do hotelu zbierać siły
na kolejny dzień.
                Niedziela
na poznańskim rynku a następnie nad jeziorem maltańskim upłynęła nam spokojnie.
Dbając o to, żeby tego dnia psy się nie przemęczyły obrałyśmy raczej
spokojniejszą trasę, a na malcie usiadłyśmy w cieniu i celebrowałyśmy miły czas
w najlepszym towarzystwie (ponownie Justyny, Julii i Martyny z ich
maltańczykami).

                W
poniedziałek czekała nas trasa powrotna, więc nie miałyśmy nadmiaru czasu, a
dodatkowo trzeba było oszczędzać siły (przynajmniej moje, jako kierowcy ;P).
Dlatego wybrałyśmy się w stałe miejsce spacerowe Martyni i Molly – na arenę.
Mały, dość kameralny park okazał się bardzo sympatycznym miejscem. Atmosfera
sprzyjała odpoczynkowi w cieniu drzew J.
                W
drodze powrotnej Honda z początku denerwowała się w samochodzie nieco bardziej,
jednak gdy udało się jej uspokoić część trasy przespała, co bardzo mnie
ucieszyło.

                Kolejne
kilka dni bez większych atrakcji, raczej spokojnie, aby dać psom możliwość
regeneracji sił. W miedzyczasie wizyta u weta z Fruzią, gdzie Honda była dzielnym wsparciem poznającym nowe miejsce. W kolejny dzień kontrolna wizyta w gabinecie który prowadził Hondę do tej pory, aby sprawdzić przed podpisaniem umowy czy aby na pewno wszystko z nią ok (choć nie miałam co do tego wątpliwości ;) ). Standardowe spacery, wizyty na wybiegu i trochę ćwiczeń w
domu. O szkoleniu obiecuje konkretne notki już na bieżąco, abyście zobaczyli
czy z dorosłym adoptowanym psem, dodatkowo w typie niełatwej rasy można robić
coś więcej. Sama także się o tym przekonam :P z tym, że ja w praktyce a Wy w
moich relacjach :D  oczywiście, jeśli
jesteście tym zainteresowani? Bo przyznaje, że jest to główna kwestia na jakiej
chciałabym się skupić w opisach z naszego życia, na równi z walką z jej lękami,
ale to jak by na to nie patrzeć także kwestie szkoleniowe. 

4 thoughts on “Honda tygodnie 2 i 3, po krótce.

  1. Jacie, ale u Was aktywnie :) Jestem bardzo zainteresowana notkami szkoleniowymi i dowiedzieć sie jak pracuje sie z takim typem psa :) Z tego co piszesz na razie idzie Wam wyśmienicie :D

    1. pies czekal na dom 5 miesiecy w schronisku i 2 miesiace w DT, ja "ladnego" psa wcale nie chcialam ;) zupelnie tak wyszlo. Choc moze dobrze, ze przy trudach szkoleniowych o czym notka niedlugo, przynajmniej ladnie wyglada ;)

Dodaj komentarz