II Zlot Miłośników Rasy grupy Maltańczyki Polska

Ubiegły weekend spędziliśmy na II Zlocie Miłośników Rasy grupy Maltańczyki Polska. Po zeszłorocznej imprezie jasne dla nas było, że nie możemy przegapić kolejnych. I tak, mimo terminu pokrywającego się z zawodami w Sopocie wybraliśmy spotkanie z „maltańczykową rodziną” w Sulejowie. Żałuje, że nie mogłyśmy z Fruzią wystartować w zawodach, jednak po zlocie śmiało mogę powiedzieć, że podjęliśmy dobrą decyzję.

Na miejsce przyjechaliśmy już w czwartek, żeby wykorzystać urlop możliwie aktywnie. Wieczór spędziliśmy na kilkukilometrowym spacerze wzdłuż rzeki Pilicy. Miejsce czarujące, wręcz magiczne,żałuje, że nie udało się wybrać tam jeszcze raz. W piątek wybraliśmy się na wyczekiwany przeze mnie wypad nad Zalew Sulejowski, żeby brunch (ni to śniadanie ni to obiad ;) ) zjeść na środku zbiornika dryfując rowerkiem wodnym. W sumie na wodzie spędziliśmy 3 godziny pedałując ponad 9 kilometrów. Następnym razem mam nadzieję, że popływamy jeszcze dłużej. Kapitan Fruzia jak zawsze podczas takich wypadów czuła się świetnie, majtek Honda dość niepewnie, jednak z każdą chwilą było coraz lepiej i ostatecznie przejawiała nawet krótkie oznaki radości. Wieczorem do ośrodka w którym odbywał się zlot zaczęły napływać maltańczyki wraz ze swoimi rodzinami, w tym Julia z Kaszmir – nasze zlotowe współlokatorki. Zaczęło się… już wtedy dawało się okolicy we znaki, co będzie się działo. Maltańczyki, jak już kiedyś pisałam, nie są cichą rasą, więc do późnych godzin wieczornych słychać było piskliwe szczekanie z różnych stron ośrodka.

20160819_123733

Sobota rano to czas na oficjalny meldunek w biurze zlotowym. Wraz ze złożeniem podpisu o akceptacji regulaminu (pełna profeska) otrzymywało się zaskakujący pakiet zlotowy. Dla psa: zawieszkę z imieniem, próbki karmy, gryzaki i zabawkę (uroczy, szmaciany szarpaczek), dla właściciela: mocno spersonalizowany identyfikator na zlotowej smyczy, plakietkę z logo imprezy, magnez na lodówkę, długopis i – rzucające mnie na kolana – koralikowe zawieszki z imieniem psa, które dostaliśmy w naszych barwach. Poza tym ulotki i kupony rabatowe do sklepów sponsorów. Firm wspierających zlot było naprawdę wiele, niektóre miały na miejscu nawet swoje stoiska – oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła małych zakupów. Wielki plus dla firmy Psie rozbiórki u których zamówienie zrobiłam wcześniej, a jedynie odbierałam na zlocie – było to moje drugie zamówienie u nich, wszystko bez zarzutów, a poznanie ich ekipy na żywo tylko dopełniła pozytywnych wrażeń. Zdecydowanie polecam! Drugim stoiskiem na którym spędziłam chwilę i gdzie zrobiłam małe zakupy było Gosbi, przedstawiciel firmy nie przekonywał mnie do nich na siłę (karmy obroniły się same, tym co przeczytałam na opakowaniu i reakcją suk), a do tego okazał się naprawdę świetnym kompanem zlotowym i hojnym darczyńcą charytatywnych aukcji.

zlot17

No właśnie, II Zlot Miłośników Rasy grupy Maltańczyki Polska to nie tylko wspólna zabawa a ogromna pomoc dla potrzebujących. W tym roku każdy uczestnik mógł przywieźć zarówno konkretne dary jak i zebrane plastikowe nakrętki na rzecz Schroniska w Głownie (wybranego poprzez wcześniejsze głosowanie). Widząc ile tego wszystkiego się zebrało zastanawiałam się, iloma samochodami przyjadą odbierający te dary ;). Jednak głównym celem, jak rok temu, była pomoc dla Julki Kołodziej. O Julce możecie poczytać na jej stronie. Na jej cel zostało zorganizowanych kilka punktów zlotu: Farbnij Psię dla Julki – czyli koloryzowanie uszu i ogonków białych piesków (co nadało imprezie tęczowego klimatu), loteria fantowa – w której pojedynczy los kosztował 10zł a wygrać można było niemal wszystko, od naklejek, przez zabawki i ubranka, po fantastyczne kubki czy ekskluzywne legowiska. Na tą część imprezy byliśmy przygotowani i wykupiliśmy w sumie 13 losów. Resztę funduszy przeznaczyliśmy na ostatnią z akcji dla Julki – wieczorną aukcję charytatywną, na której wylicytowaliśmy kolejne gadżety (tu: klatkę, krzesło, pokusę i obrożę dla Hondy). Żałuję, że tegoroczna aukcja nie była tak oblegana jak ta rok temu, liczyłam na zaciętą walkę, a na końcu akcji, podbijając cenę obroży przebijaliśmy się z Sebastianem wzajemnie ;). Nie wiem, ile ostatecznie zebrano funduszy dla Julki, mam nadzieję, że mimo wszystko będzie to niemała kwota.

Zlotowe zdobycze.

Zlotowe zdobycze.

W różnych momentach obu dni odbywały się także warsztaty. Jedne firmy Plush Puppy – moim zdaniem niestety za długie, Panie chciały dobrze i bardzo się starały, jednak ta część trochę rozbiła zlot i wpłynęła mocno na rozpełznięcie się uczestników. Uważam, że ta część powinna odbyć się bardziej na boku, równolegle do innych atrakcji, a przede wszystkim integracji. W niedzielę odbywały się także warsztaty prowadzone przez hodowczynie Asię Balcerzak. Jedynie na nie zerkałam, bo większość informacji, mimo, że bardzo cennych dla mnie i Fru była zbędna (a część praktyk niekoniecznie przeze mnie popierana). Mimo tego kilka razy podeszłam posłuchać i trzeba przyznać, że Asia była fantastycznie przygotowana, a uczestnicy warsztatów wyglądali na oczarowanych tą częścią imprezy, co wcale mnie nie dziwi. To był naprawdę dobry punkt programu J. Poza warsztatami atrakcją zlotu były także konkursy, w których oczywiście brałam udział. Odpuściłam tylko konkurs rysunkowy – cóż, nie łudziłam się, że z moimi 28 latami na karku zostanę dopuszczona do konkurencji dla dzieci, nie zgłaszałam się także do walki o najdłuższy maltańczykowy warkocz ze względu na ograniczającą pod tym względem Fruziową fryzurę. Każdy kto mnie zna, wie jak bardzo kocham zabawę okraszoną rywalizacją, tak samo jak mój zlotowy partner in crime Ania od Lexi dlatego dałam z siebie wszystko w trzech konkursach w których brałam udział. Wyławianie widelcem kulek karmy z napełnionego wodą kubka oraz wyławianie nakrętek z wielkiego basenu okazały się moimi konkurencjami, „zbierz je wszystkie” czyli poszukiwanie kawałków materiału na całym terenie ośrodka ukończyłam na 3 miejscu. Nie mam ciśnienia na zwyciężanie w obedience, jednak tego tupu gry i zabawy pochłaniają mnie bez reszty, cóż poradzić ;).

zlot15

Żeby atrakcji nie było zbyt mało uczestnicy mieli okazję zobaczyć jak zdolnej rasy są posiadaczami. W sobotę, przy grillu świetny pokaz dała Olga z Gerym. Po całym dniu oboje byli już widocznie zmęczeni, mimo tego dali radę i pokazali wiele ciekawych sztuczek. Publiczność była zachwycona – bo kogo nie rozczuli maltańczyk prowadzący wózek czy zawijający się w kocyk? W niedzielny poranek przyszła pora na mniej widowiskowy pokaz – czyli obedience ;). Rok temu ekstremalne upały zmusiły mnie do odwołania tej części, dlatego tym razem nie mogłyśmy zawieźć. Niestety, już po obudzeniu jasne było, że będzie ciężko. Niedoczynność tarczycy mocno wpływa na Fruziowe samopoczucie, szczególnie zaraz po obudzeniu. Gdybym wstała wcześniej i rozruszała ją kilka godzin byłoby lepiej. Miałam wątpliwości co do występu, jednak widząc, że część zlotowiczów obudziła się specjalnie, żeby nas oglądnąć, mimo że imprezowali do późna (a może i do rana?) nie miałam serca odpuścić. Opowiadając o tym czym jest obedience i dlaczego jest tak trudnym sportem układałam w głowie plan awaryjny, co pokazać a co opuścić. Zrobiłyśmy krótkie chodzenie, pozycje w marszu, aport metalowego koziołka, przywołanie z zatrzymaniem, kwadrat i patyczki węchowe. Te ostatnie jak zawsze okazały się hitem, za to kwadrat… no cóż, moim błędem było robienie go, owszem pięknie namierzony, jednak po wysłaniu Fru pobiegła do niego… kłusem, co zdarzyło się jej pierwszy raz i tym bardziej pokazało, jak bardzo nie w formie była. Mimo wszystko myślę, że pokaz wyszedł nieźle i uświadomił oglądającym czym jest sportowe posłuszeństwo. Zmartwiona samopoczuciem Fruzi zupełnie zapomniałam o planowanej przeze mnie drugiej części, ale nadrobimy kolejnym razem :D.

zlot7

zlot6

Zupełnie bym zapomniała, na zlocie przebywało aż trzech fotografów uwieczniających te wspaniałe chwile. Poza tym, Edyta Portjanko (fanpage) wykonywała indywidualne psie portrety na profesjonalnym tle a także zdjęcia w ruchu. Pierwsze z nich już można podziwiać na jej stronie.. Doskonałą fotorelację przygotowała już także Roma Leśniewska (fanpage), której zdjęć użyłam w tej notce (dziękuje za taką możliwość). Trzecim z foto-speców był Dariusz Polczyk (fanpage).

To co jest największym plusem takiej imprezy to spotkanie wspaniałych ludzi zakręconych na punkcie psów. Poznałam kolejne cudowne osoby, a także spotkałam najlepszych kompanów do rozmów z którymi spędziliśmy większość czasu także w zeszłym roku. Barbara i Kasia, rok temu z jednym maltańczykiem – Molarem, w tym roku przyjechały z trzema. W międzyczasie adoptowały 8 letnią Tosię i młodziutką Viki bez ogonka. Dziewczyny (te ludzkie) to naprawdę wyjątkowe osoby poświęcające się potrzebującym psiakom, równocześnie podchodzące do nich niezwykle rozsądnie. Nie mogłam wymarzyć sobie lepszego towarzystwa w Sulejowie J. Oczywiście, Julia i Kaszmir, towarzyszyły nam również poza domkiem. Z Julią w każdym momencie mogłam porozmawiać nt sportów, szkolenia, psiego zdrowia czy różnic w podejściu do psów różnych grup. Julia -dzięki Ci za to, uwielbiam nasze dyskusje.

zlot1

Jak sam zlot zniosły Fruzia z Hondą? Fizycznie bez zastrzeżeń, w końcu nie miały zbyt wiele aktywności, psychicznie dość ciężko. Suki przyzwyczajone do różnych grupowych imprez zupełnie nie rozumiały dlaczego tyle psów ciągle do nich pochodzi, w większości zupełnie nie czytając wysyłanych przez nie sygnałów. Nie wiedziały też czemu też tak wiele osób wyciąga do nich ręce – szczególnie Honda, dla której było to wyjątkowo niekomfortowe – na szczęście większość osób rozumiała moje prośby o nie zwracanie na nią uwagi za co jestem ogromnie wdzięczna. Poza tym nie było źle, nie zaczepiane po prostu odpoczywały przy mnie rozglądając się z zaciekawieniem.

Niestety, na koniec muszę wspomnieć kilka słów o ośrodku. Na czas zlotu wynajęty został właściwie cały ośrodek Anpol w Sulejowie. Właściwie – ponieważ mimo wcześniejszych ustaleń, właściciel ośrodka przedłużył wynajem osobom spoza zlotu, nie zważając na to, co dalej z uczestnikami naszej imprezy. Już w zeszłym roku pani kierownik Anpolu sprawiała wiele problemów, czego sama mogłam doświadczyć podczas płatności, dlatego dziwiłam się, że impreza będzie znów miała tam miejsce. Uznałam jednak, że właściciele zrozumieli swoje błędy i zaoferowali dobre warunki na ten rok. Widać, myliłam się. Sam ośrodek ma świetne położenie i duży potencjał, jednak niewykorzystany. Domki są bardzo przeciętne, względnie czyste (dopóki nie zaczniemy się przyglądać lepiej), nie do końca zabrane jeśli chodzi o podstawowe kwestie (jak np. nasze rozwalone drzwi do łazienki, a rok temu zepsuty zamek który musiał wymieniać osobiście mój Sebastian, bo pracownik ośrodka nie potrafił tego zrobić). Komunikacja z kierownictwem jest bardzo niejasna, co na koniec podkreślili nagłymi żądaniami dodatkowych sum od organizatorów zlotu. Mimo świetnego położenia, dobrego zaplecza i przystępnych cen, nie polecam nikomu organizowania tam tego typu imprez a i z indywidualnymi wypadami byłabym dość ostrożna.

Cały zlot był ogromną imprezą wymagającą świetnej organizacji. Oczywiście nie wszystko szło jak w zegarku, jednak śmiało mogę powiedzieć, że impreza miała światowy poziom. Uczestniczyło w niej około 100 maltańczyków i drugie tyle „człowieków”. Kto nie był niech żałuje i już pilnuje zgłoszeń na kolejny rok! Nas z pewnością wtedy nie zabraknie.

Zdjęcie grupowe - niestety nie ma na nim wszystkich.

Zdjęcie grupowe – niestety nie ma na nim wszystkich.

9 thoughts on “II Zlot Miłośników Rasy grupy Maltańczyki Polska

  1. Niestety nie zgodzę się z tym że właściciel żądał dodatkowych opłat. Upomniał się o nie zgodnie z ustaleniami. Były to opłaty za prąd. Proszę czytać co umieszcza organizator na stronie a tam jest właśnie informacja że przy dużym zużyciu prądu trzeba się rozliczyć. Szkoda że kilka osób zrobiło o to zadymę w recepcji. Właścicielka natomiast powiedziała że rezygnuje z opłat bo chce żeby klienci wyjechali zadowoleni a nie zniesmaczeni.

    1. Nie upomniał się zgodnie z ustaleniami. Nie piszę tu o opłatach za prąd od uczestników, a wyssanych z palca nowych kwotach żądanych od organizatorów zlotu. Zarówno regulamin jak i informacje na stronie ośrodka czytałam wcześniej i akurat z dopłatami za prąd się liczyłam (choć te miały być tylko w przypadku wysokiego zużycia, więc nie sądzę, aby każdy uczestnik takie miał), a w poście zwracam uwagę na zupełnie inne kwestie.
      Niestety, jakość i postawa ośrodka dla mnie pozostawia wiele do życzenia, a szkoda, bo potencjał (jak już pisałam) ogromny.

      1. Niestety chodziło o prąd. Byłam przy tym. Stałam i patrzyłam jak się panie tłumaczyly że nikt nie mówił o pradzie przy podpisywaniu umowy i że umowa wogole do nich nie dotarła. Slabe to bo info jest w regulaminie. Nie bylo mowy o zadnych innych oplatach. Do tego jako organizatorki miały cały pobyt za free o co też pytały i właścicielka powiedziała że tak zgodnie z umową. Podziwiam te kobietę za stoicki spokój, bo dwa psy biegaly po sofach po tym jak weszły z dworu (padał deszcz). Obok była awanturujaca się o obiad nastolatka która rzuciła zużyty tampon na środek recepcji i straszyla policja i do tego panie organizatorki które nie mogły doliczyć się ludzi bo ktoś wyjechał wieczorem zostawiając otwarte domki. Możliwe że potencjał nie jest wykorzystany i domki mają wiele do życzenia ale zachowanie niektórych gości też jest masakryczne

        1. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego wciąż wmawiasz mi, że nie wiem o czym piszę ;). Możliwe, że napotkałyśmy dwa różne nieporozumienia, ja o tym odnośnie dopłat za prąd nie słyszałam (jak mówię, tak samo jak Ty o tym wiedziałam i byłam na nie nastawiona a nawet zdziwiona, że nie naliczono nam żadnej, bo była do naszego domku podłączona także przyczepa kempingowa), za to o innych dopłatach owszem. Po zeszłym roku dość ciężko mi w stoicki spokój u tej Pani wierzyć, bo mimo dobrych chęci naprawdę ciężko było mi z nią dojść do porozumienia, ale nie mam powodów, żeby w tym roku podważać Twoją opinię. Za to rzeczy o których piszesz – no faktycznie są karygodne. O nastolatce z tamponem nie słyszałam i przyznam, że jestem teraz w szoku, bo na to już nawet nie ma słów. Nie bronie zlotowiczów jako gości, sama starając się szanować innych ale też i siebie wychodziłam dla niektórych na gbura. Cóż, przy dużym spędzie ludzi zawsze pojawią się bardzo różne jednostki, mimo wszystko, ośrodka nie polecam, jednak zachowań o których piszesz nie bronie i nie tłumacze, bo nawet się nie da ;). Co do psów wskakujących na sofę – wcale mnie to nie dziwi, szkoda, że przez takie zachowania często w wielu miejscach powstają zakazy. Ja wchodząc zarówno się meldować jak i zdać domek trzymałam psy przy sobie na smyczy i w sumie przykro mi było widząc, że niektórzy nadużywają przyzwolenia na pewną swobodę.

          1. Nic Ci nie wmawiam. Ja byłam przy rozmowie właścicielki z organizatorkami i tylko przekazuję to co słyszałam osobiście 35 zł za noc plus prąd. Bynajmniej wtedy nie padlo zadne slowo o dodatkowych oplatach. Przypadkowo bylam swiadkiem i jako klientka nie bylo fajnie patrzec na te przepychanki. Co do nieszczęsnego tamponu rzuciła go dziewczynka o rzadko spotykanym imieniu Stella chyba albo Simona. Dokładnie w niedzielę między 12 a 14 kiedy kazdy pakowal sie w droge do domu i sporo osób się tam przewinelo.Byla troche napieta i malo komfortowa sytuacja.Dla mnie fajne natomiast bylo zachowanie pani która przechodziła obok kilka razy trzymając psa na smyczy czy rękach.Druga miała psa w torebce.Sa osoby ktore potrafia sie zachowac.Mam nadzieję że nie będę miała problemów i nieporozumien jako klientka w przyszłym roku i że nie poznam właścicielki od złej strony. Umowe przeczytam kilka razy 😀 i mam nadzieję że nie będzie kosztów ukrytych. Artykuł fajny i nawet nie wiedziałam że miłośnicy zwierząt organizują sobie takie imprezy. Fajna sprawa fajne zwierzaki i życzę lepszej zabawy następnym razem 😊

  2. Ustalenia z ośrodkiem były zupełnie inne niż Pani sugeruje i bynajmniej nie chodzi tu o opłaty za prąd. Pani właścicielka wydrukowała sobie na podkładke maila, który został wysłany przez nich na samym początku ustaleń PRZED PIERWSZYM ZLOTEM, w tym roku mielismy miec takie same warunki jednak NIE były one takie jak w pierwszym mailu. Po tym pierwszym mailu, było wiele innych i ostatecznie w ubiegłym roku rozliczeń za prąd nie było (a nawet płaciliśmy 30zł za osobę, a nie 35zł). W tym roku prosiłam, by również z tego zrezygnować jako, że trudno mi było przewidzieć, kto ile prądu zużyje i jaką będzie miał dopłatę- a to ja byłam pośrednikiem i to ja rozliczałam się z ośrodkiem za wszystkie noclegi. W umowie również nie było wzmianki o rozliczeniu prądu. Dodam jeszcze, że to my- organizatorzy ją sporządziliśmy i wysłaliśmy prosząc o podpisanie i odesłanie – niestety się nie doczekałam – chociaż PAni przez telefon twierdziła, że podpisała i wyslala. O dziwo przy rozliczeniu rowniez nie miala tej umowy, a starego, nieaktualnego maila. Kwestia liczenia osób.. Przepraszam bardzo.. wysłaliśmy do ośrodka listę uczestników, na której ludzie byli przypisani do konkretnych domkow- (wszyscy mieli miejsca) i z zaznaczeniem, kto jest od piątku. Oczywiście powiedziałam, że jeśli będzie konieczność, to można te domki pozamieniać ( w przypadku kiedy domek osob przypisanych przez nas od piatku zwalnia sie dopiero w sobote, a inny przypisany od soboty, jest wolny od piątku) – w efekcie jedna osoba w ogole nie miała noclegu (z innymi tez byly problemy ale udalo nam sie je rozstrzygnac miedzy soba) – i to ja własnie próbowałam go jakoś zorganizować- bo ośrodek się tym zbytnio nie przejął. Opowiedziałam włascicielce, że jedna rodzina wyjechała późnym wieczorem więc pomyślałam, by tą jedną osobę umieścić tam na tą noc jednak już jej nie znalazłam. Recepcja była już zamknięta więc kluczyk był w drzwiach po prostu. Tej jednej osoby już niestety nie znalazłam, więc domek sobie stał.. i nikt nic nie ukradł ;) i tak właścicielka policzyła 15 zł za ta osobę, ktorej nie zorganizowano noclegu stwierdzając, że gdzieś musiała być ;) ok.. przesłana przez nas lista była tak zapisana, że PAnie stworzyły sobie nową – OK. To nie my, a Pani na recepcji nie potrafiła się doliczyć ile było ludzi i od kiedy. To nie ja wydawałam klucze. Wszyscy goscie zglaszali sie do recepcji i nie wyobrazam sobie, zebym jeszcze ja biegała za każdym w celu zaktualizowania listy dla osrodka, tym bardziej, ze jednak bardzo różniła się z moją i nie bardzo wiedziałam gdzie kogo mam szukac. Mialam pełno spraw organizacyjnych, a osrodek zatrudnia ludzi, więc chyba do ich obowiązków należy rezerwowanie domków/ liczenie gości ? My dostaliśmy obie listy i liczyliśmy na ich podstawie, po czym wrócono z nimi do włascicielki, gdzie wszystko zostało przeliczone WSPÓLNIE. PO zapłaceniu RACHUNKU, wystawionego przez ośrodek Pani Właścicielka zadzwoniła do mnie domagając się kolejnych – wysokich opłat. Nie za noclegi i nie za prąd. Również nie za tampon i nie za Stelle, która jest po prostu chora i miała atak. Co również tłumaczono włascicielce. Mama Stelli ją przepraszała i się tłumaczyła, ja rowniez prosiłam, by nie zwracac na nią uwagi. Właścicielka raczej nie miała ochoty wykazywać się empatią i co chwile powtarzała, że za chwile wezwie ochronę, nie życzy sobie itd itd.. co tylko nakrcęcało to dziecko. tampon.. nikt nie widział, kto go rzucił. Jeśli PAni widziała, to mogła PAni chociaż poinformować Panią z recepcji.. ja kiedy go zauważyłam, to właśnie tak zrobiłam. ;) „stoicki spokoj” w ogóle przemilczę.. ;]
    cóż.. oczywiście nie życzę Pani problemów z tym osrodkiem, ani z żadnym innym. My również nie robimy zlotów po to, by się użerać z kimkolwiek.

Dodaj komentarz