#jakzacząć? Trener – subiektywnie.

Tak to czasem bywa, że staje przede mną człowiek i pies. A właściwie bywa tak niemal codziennie – najczęściej są to te same pary, które jakaś siła zachęciła do dłuższej współpracy ze mną, czasami to zupełnie nowe osoby i ich psiaki, które trafiły na Uniwerek mniej lub bardziej przypadkiem. Czasem na fanpage bloga lub szkoły zagaduje mnie jakaś świeżynka w psim świecie lub po prostu osoba zainteresowana szkoleniem, koniec końców czasem i ona staje przede mną ze swoim psem. I to nie jest tak, że sobie stoimy, patrzymy się na siebie i nic z tego nie wynika – wręcz przeciwnie. Ten moment najczęściej jest rozpoczęciem nowej, wyjątkowej przygody naszej trójki. Tak – trójki, ponieważ każdy mój podopieczny staje się mi niezwykle bliski a każda nowa osoba czy pies to kolejne doświadczenie szkoleniowe. Obedience to styl życia, dlatego właściwie niezależnie od tego, czy zaczynamy posłuszeństwo sportowe czy też cywilne vel codzienne wygląda to podobnie. Nie mogę napisać, że tak samo, bo mimo stałych założeń to ZAWSZE wygląda inaczej – cóż, taka praca… a może ideologia? No, ale to też temat na osobny wpis.

Początek pierwszego spotkania to zawsze chwila na nasze zapoznanie się, moje obserwacje psiej i ludzkiej części pary, ale przede wszystkim na zbudowanie odpowiedniej atmosfery. Na pierwszym spotkaniu większość przewodników początkowo jest spięta i ostrożna w swojej ekspresji – ja wręcz przeciwnie, czym dodatkowo staram się zbudować morale nowego podopiecznego. To wszystko jest też po to, żebyśmy zobaczyli jak czujemy się ze sobą.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Relacja trener – przewodnik to wg mnie naprawdę poważny związek – dlatego wybór osoby pod której okiem planuje się szlifować swoje umiejętności nie powinien być przypadkowy. Szkoleniowcy budują ze swoimi kursantami najróżniejsze relacje – czasem jest to jedynie służbowe i zimne kontakty, skupiające się na sztywnych ramach szkolenia, czasami to budowanie zażyłej więzi opartej na  przyjaźni, innym razem to jakaś z masy pośrednich opcji. Co jest najlepsze? To co odpowiada Tobie jako osobie udającej się na takie szkolenie. Nie ma tu miejsca na określenia „lepsze – gorsze” a jedynie „mniej lub bardziej odpowiednie dla Ciebie i Twojego psa”.

Jest jednak jedna rzecz jest wręcz obowiązkowa – MUSISZ dobrze czuć się w obecności swojego nauczyciela i mu ufać (niekoniecznie bezgranicznie). Co równie według mnie istotne – szkoleniowiec musi lubić Ciebie i Twojego psa i także czuć się z Wami dobrze.

Nie ma dla mnie nic gorszego, niż napięta sytuacja i brak wzajemnej sympatii w trakcie współpracy – szczególnie tej sportowej. Buduje to tylko niepotrzebne spięcia, najczęściej skrętnie wewnętrznie ukrywane, co ostatecznie odbija się najbardziej na psie – a to gryzie się przecież z budowaniem w nim aktywnego zaangażowania i radości z treningów.  Dlatego właśnie ogólna atmosfera i relacja między instruktorem, przewodnikiem i psem jest dla mnie kryterium tak samo ważnym jak zgodność w podejściu do psa, etyki szkolenia i metod pracy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wybierając się na weekendowe seminarium możecie skupiać się bardziej na technice szkolenia, jednak szukając osoby pod której skrzydłami spędzicie kolejne miesiące a może i lata, poza jej osiągnięciami trenerskimi, opiniami innych, metodami i etyką pracy warto przyjrzeć się też po prostu jej osobowości i wyrazowi. Zastanówcie się – czy to jest ktoś, z kim będziecie się chętnie widywać co tydzień, czy czujecie się przez tę osobę lubiani i szanowani. I nie chodzi tu o to, że najmniejszy zgrzyt ma sprawić, że natychmiastowo zmienicie szkołę – bo przecież nawet w najbliższej przyjaźni zdarzają się nerwowe momenty – ale czy w takich chwilach potraficie zakomunikować trenerowi swoje odczucia (zarówno co do stosowanych przez niego metod jak i Waszej relacji) a on odnosi się do Waszych uwag i dochodzicie do wspólnego porozumienia. To niby proste, a jednak dla wielu z Was wcale nie aż tak oczywiste – o czym czasem dajecie znać w wiadomościach do mnie.

W szkole pojawiały się zgrzyty – czy dzwonek jest dla uczniów czy dla nauczyciela, w „Poranku Kojota” słyszymy obawę, że studenci jeszcze gotowi są pomyśleć, że profesorowie są tam dla nich, a ja powiem – pamiętajcie – trener jest dla Was, ale i trochę Wy dla niego, za to oboje jesteście tam dla Waszego psa – a może i on dla Was? W końcu w tej relacji nic nie jest jednostronne.

Dodaj komentarz