Może to wydawać się zaskakujące, ale tego lata po raz pierwszy pojechałam na obóz obedience. Uściślając – pierwszy raz jako uczestnik, bo mamy za sobą dwa klubowe „campy” które prowadziłam. Kiedy ogłoszono kilka turnusów Letnich Obozów Obedience nie mogłam przejść obok nich obojętnie. W pierwszej wersji miałam pojawić się na pierwszym (lipcowym)terminie, jednak problemy zdrowotne zmusiły mnie do zmiany planów. Na szczęście udało mi się zmienić turnus i tak właśnie 29.08-02.09 spędziłam z Fruzią i Hondą w Buffalo Ranch w Dąbrówce Dolnej.

IMG_5764

Dlaczego tak bardzo zależało mi na wyjeździe? Oczywiście ze względu na prowadzące. Joanna Janiec, Agnieszka Leszczyńska i Sylwia Szugzda to absolutnie doskonałe zestawienie. Wiedziałam, że jeśli chce szukać trenerskiej rady to właśnie to jest odpowiedni dla mnie kierunek. Nie myliłam się. Sama formuła obozu okazała się być serio wymagająca. Szczególnie dla psich ułomków nie potrafiących zostawać w klatce – a taką właśnie postać przybrały moje suki w trakcie tych kilku dni. Zarówno Fruzia jak i Honda z jakiegoś powodu postanowiły, że nie będą samotnie odpoczywać. Co ciekawe, od razu po powrocie do Krakowa obie uznały, że przecież spanie w kennelu w samochodzie to sprawa zupełnie oczywista i nie wiedzą o co w ogóle mi chodzi. W związku z klatkową niesubordynacją, obie spędzały sporo czasu u mojego boku i nie wypoczywały tak dużo jak powinny. A uwierzcie, trzy 25 minutowe wejścia dziennie, kilka dni pod rząd to naprawdę sporo – nawet dzieląc je na dwa psy. „Same chciały” być zmęczone, więc nie odpuszczałam im ani jednej okazji do treningu – w końcu zależało mi na wyciśnięciu z tego obozu jak najwięcej. Ćwiczyłyśmy więc do samego końca – a na ostatnim grupowym zostało mniej niż połowa planowanej grupy. Co ciekawe – mimo niesamowitego wręcz zmęczenia Fruzia przez cały czas wręcz błagała mnie o pracę – mały robocop. Honda z kolei może sama się nie prosiła, ale zabierana na trening pracowała na naprawdę fajnym poziomie. Przede wszystkim – robiła wszystko chętnie i radośnie i nawet przez moment nie próbowała sama zrezygnować z treningu ;). Te kilka intensywnych dni po raz kolejny udowodniły mi, że wszystkie trzy jesteśmy naprawdę zgranym teamem, ale do rzeczy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pierwszy dzień rozpoczynał się przebiegami i treningami pokazowymi, mającymi na celu przedstawienie swojej pracy trenerkom. Obrałam taki plan na wejścia, żeby pokazać nasze słabe strony. Jak wyszło? Aż za dobrze, więc spuśćmy na to zasłonę milczenia. Od czwartku z kolei rozpoczęliśmy intensywne trenowanie – każdego dnia mogliśmy spędzić 25 minut z każdą z prowadzących, dodatkowo każdego czekał 3, niełatwe treningi grupowe. Starałam się rozdzielić wejścia tak, żeby od każdej z dziewczyn dostać maksymalnie dużo informacji zwrotnej na temat pracy mojej, Fruzi i Hondy. Wiedziałam już wcześniej, w jaki mniej więcej sposób pracują dziewczyny. Nie zdziwiło mnie więc, że zamiast magicznych sztuczek na rozwiązanie problemów dostałam swego rodzaju kopa w tyłek, właściwie od każdej z nich – bo to czego mi potrzeba to po prostu regularność i praca, praca i praca. Skupiając się na prowadzeniu zajęć na Uniwerku zdecydowanie za mało trenuję z moimi psami, a kiedy to już nastąpi, przeskakuje pewne etapy, żeby maksymalnie wykorzystać wyłuskany czas. Przynosi to efekt właściwie odwrotny do zamierzonego, co ostatecznie dotarło do mnie właśnie na obozie. Ciężko zresztą, żeby nie dotarło – Asia Janiec ma aż nazbyt wprawne oko do pewnych spraw ;), choćby się chciało – nic się nie ukryje. A ja nie chciałam, bo pojechałam na obóz właśnie po to, żeby w konstruktywny sposób dostać po uszach. Poza obnażeniem mojego lenistwa (i może dozy chaosu) dostałam od trenerek kilka ciekawych pomysłów na poprawienie istotnych dla mnie detali. Cły obóz dał mi masę inspiracji na treningi moje i moich podopiecznych. Zastanawiacie się, czy obóz na 3 trenerów to dobra sprawa? Idealna – a na pewno w wydaniu tego trio. Joanna Janiec rozpracowała całą naszą trójkę po całości, Agnieszka Leszczyńska pokazała mi nowe, ciekawe pomysły na detale a Sylwia Szugzda rozdziczyła Fruzię, co mogłoby wydawać się niemożliwe. Jedynym minusem tego obozu jest to, że już się skończył. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak wypatrywać zapisów na Letnie Obozy Obedience 2019!

fot.Michał Nowicki
fot.Michał Nowicki

Jeden komentarz

  1. Zazdroszczę! Od dawna marzę o tym aby wziąć udział w jakimkolwiek obozie albo chociaż w seminarium, ale niestety brakuje mi na to wolnego czasu. Jak od dłuższego czasu, ze zdrowiem u mnie wszystko okay, tak z brakiem czasu nie mogę się uporać. Ale może przyszły rok okaże się bardziej łaskawy i uda mi się gdzieś wybrać.
    Takie obozy zdecydowanie dodają kopa, ludzie motywują i bardziej chce się pracować. Także trzymam za Was kciuki i… powodzenia. Oby kolejne obozy były równie świetne i trwały dłużej :)

Dodaj komentarz