Majówka i jeden dzień dłużej.

Majówka w Krakowie? Jak
najbardziej, szczególnie, że fajnych miejsc spacerowych w okolicach nie
brakuje. Zaczynamy!
Piątek jako jedyny z weekendowych
dni nie był zbytnio pogodny. Poranek spędziłyśmy z Fruzią w
przychodni weterynaryjnej „NASZA”, na ostatniej części szkolenia z pierwszej
pomocy psom. Fru pozawijana na wszystkie strony, dzielnie przetrwała zakładanie
opatrunków na klatce piersiowej, tyle pleców, łapach i ogonie. Powinna zostać
asystentem na takich eventach ;) . Pozostałą część dnia leniłyśmy się w
mieszkaniu ;) czasami trzeba.
Sobotnia pogoda wystraszyła wielu. Chmury wisiały nad miastem cały dzień, jednak temperatura była naprawdę
przyjemna. Wykorzystując idealne warunki spacerowe wybraliśmy się na Brzegi.

Okolica przepiękna, na miejscu jedynie wędkarze, więc cisza i spokój. Czego chcieć więcej? Grilla! Szybkie
zakupy i powrót nad wodę. Fruzia zachwycona, bo najadła się cukinią, najpierw
surową, później grillowaną.. Mimo to, było jej mało. Czasami zastanawiam się
jak pojemny żołądek ma to małe białe.

Niedziela słoneczna, więc spacerowo
się rozpieściłyśmy. Dzień rozpoczął się leniwie, ale gdy już o 11 Fruzia
zwlekła się z łóżka wybrałyśmy się na skałki Twardowskiego. Co najważniejsze, w
doborowym towarzystwie. Spacer na 3 maltańczyki to zawsze przygoda. Małe, białe i szalone pieski wzbudzają
uśmiech na twarzach większości spacerowiczów (choć poważnie zastanawialiśmy
się, gdy niektórzy mijali nas z grobowymi minami). Fruzia, Lili i Tajson fajnie
zgrali się spacerowo, część trasy bawiąc się ze sobą szaleńczo, a w pozostałych
chwilach zajmując się eksploracją terenu po swojemu.
Na postoju zrobiliśmy sobie mini
piknik na skałkach. I tu znów okazało się, że mój pies jest wiecznie głodny
(ach, a pamiętam czasy gdy nie chciała jeść nic) i zdecydowanie zbyt sprytny. Fru wie, że gdy zatrzyma
się przy jedzeniu zwrócę na to uwagę, więc mijając słodkości, delikatnym
ruchem, niemalże niezauważalnie ukradła ptysiową rurkę w cukrze. Czasami
naprawdę zastanawiam się, czy tak dobrze rozwijać psi umysł, „tworząc” małego cwaniaka.
W drugiej części dnia wybraliśmy się
nad zalew w Zesławicach. Powolutku, rozluźniająco. Można powiedzieć, że to taki
wyciszający spacer (przynajmniej dla mnie, Fruzia zajęła się m.in. kopaniem dziur
i szukaniem czegoś do jedzenia). Przy okazji mieliśmy okazję pooglądać łabędzie
z młodymi. Bardzo przyjemny, wiosenny widok.

Majowy weekend przedłużył nam się
o jeden dzień. Wczoraj wybraliśmy się do lasu zabierzowskiego. Niedawno
koleżanka pokazała mi tą miejscówkę. Jeden z najpiękniejszych lasów jakie
widziałam. Teren dość zróżnicowany, na wejściu stary kamieniołom… coś pięknego.
Tym razem, wiedząc, że zrobimy postój zabrałam Fruzi gryzaki, dzięki czemu nie
kradła naszego jedzenia ;) a podczas chwili odpoczynku na łące najadła się
trawą. Bo chyba nie wiecie, ale Fruzia uwielbia jeść trawę… w hurtowych
ilościach (po prostu musi wiedzieć, jak bardzo kocham krowy).

Jak widzicie, mimo że majówkę
spędziłyśmy „na miejscu” nie można powiedzieć, żebyśmy się nudziły. A jak Wy
spędziliście ten długi weekend?

8 thoughts on “Majówka i jeden dzień dłużej.

  1. Ale się nachodziliście :D My dwa dni przeznaczyłyśmy na zwykłe spacery, a w trzeci wyjechałyśmy w góry :) Było tak wiosennie, że aż nie chciało się wracać, a szlaki mocno opustoszałe, wiec nikt nam nie przeszkadzał :)

Dodaj komentarz