Mój pies myli się z uśmiechem.

W kwestiach wymagań, presji czy kar moje podejście do sportu bywa skrajnie łagodne. Pracuje głównie z wrażliwymi psami, często po przejściach i moim priorytetem jest  ich dobre samopoczucie i szczera chęć współpracy, nie poprawność wykonania ćwiczeń. Jak już kiedyś pisałam – jedyne co moje psy muszą, to „chcieć” – oczywiście w kontekście treningów sportowych. Nie oznacza to, że tak naprawdę nic nie wymagam i nie używam sygnałów dla psich błędów, cały ich system obejmuje u mnie 5 różnych komend i moich reakcji w zależności od tego co akurat chciałabym psu przekazać i jaki był powód jego pomyłki. Staram się być w tym również bardzo konsekwentna i wyraźnie, za każdym razem sygnalizować psu błędy, nie pozostawiając mu przy tym wątpliwości kiedy je popełnia (ale o jasności w pracy z psem może innym razem).

Co ważne, staram się planować treningi w taki sposób, aby psy myliły się możliwie najmniej a sesje były przepełnione sukcesami. Potknięcia się zdarzają, ale odpowiednio poprowadzone mają bardzo dobry wpływ na przyswajanie – w końcu kto z nas nie zna powiedzenia „uczymy się na błędach”. Zarówno człowiek jak i pies, na niewielką ilość dobrze zauważonych błędów reaguje podobnie, czyli szansą na ich poprawienie i wyciągnięcie wniosków na przyszłość.

W obiektywie AsiMimo ambiwalentnego stosunku do tego w jakim kierunku idzie obedience, zawody są mi bliskie, dlatego praca z Fruzią skupia się na przygotowywaniu jej do startów. Ogromną wagę przykładam do jej emocji w takcie takich wydarzeń i aktualnie mogę śmiało powiedzieć, że ta kwestia jest ustabilizowana. Fru doskonale rozumie sytuacje startów, czuje się w nich dobrze i psychicznie bez problemu unosi długi, dwójkowy łańcuch (kwestie techniczne pozostawiają jeszcze wiele do życzenia, ale teraz nie do końca o tym). Co jest dla mnie niezwykle istotne, nawet niepowodzenia w ćwiczeniach nie przerastają jej jak kiedyś. Z czym to się wiąże?

Kiedyś Fruzia wiedziała, że niezależnie od wszystkiego powinna wykonać zadanie, ponieważ ja tego wymagam. Owszem, nigdy nie stosowaliśmy w treningu awersji i mogło się wydawać, że wszystko jest w porządku. Wspominając jednak niegdysiejsze starty czy treningi mam w pamięci psa, który wie, że musi zrobić to o co go proszę. W związku z tym, widząc swoje pomyłki lub napotykając trudności, za wszelką cenę starała się wykonać zadanie – nawet kosztem swojego samopoczucia, które przekładało się bezpośrednio zarówno na dalsze ćwiczenia jak i z pewnością naszą relację.

Od kiedy trenuje sama zaczęłam szukać tego co dla mnie najważniejsze ustalając w treningu własne jasne priorytety. Przez pewien czas budowałam w sobie obraz jak to wszystko powinno wyglądać i pewność, że jest to odpowiedni kierunek. Postawiłam na główne założenia o których pisałam też wyżej – „jedyne co mój pies musi, to chcieć” oraz „najważniejsze zawsze być fair”. Z początku wiązało się to niezwykle często z odpuszczeniem psu, ale przyniosło niebywałe efekty.

W Obiektywie Asi Zamiast pokazywać psu, że nie powinien się mylić a każdy swój błąd powinien naprawić zbudowałam w nim przekonanie, że „pomyłka psia rzecz”, a „jeśli sytuacja Cię przerasta nic nie szkodzi, zapomnij i idź dalej”. Nie unikniemy sytuacji w których coś psu nie wyjdzie, bo takie mogą pojawić się z miliona powodów, za dużych wymagań, trudnych warunków, niezrozumienia, rozproszenia, małej motywacji… można by tu wymieniać jeszcze długo. Ważne, żeby nasz czworonożny partner rozumiał czego od niego chcieliśmy i miał świadomość, kiedy nie sprostał zadaniu, ale nie powinien mieć w związku z tym „wyrzutów sumienia” i próbować nas zadowolić za wszelką cenę.

W przypadku psich błędów staram się możliwie ułatwić zadanie. Jeśli mam wrażenie, że psie myśli znajdują się teraz gdzieś dalej niż przy mojej lewej nodze cofam się niemal do początku (jeśli już z jakiegoś powodu zaczęłam trening z nie skupiającym się psem). Jeśli np. Fruzia mimo sprzyjających warunków i pokazania miejsca ma problem z lokalizacją kwadratu, nie wymagam, żeby zrobiła go za wszelką cenę a wbiegam do niego razem z nią mocno nagradzając w środku kończąc na tym ćwiczenie (lub wysłaniu z maksymalnie 2-3 metrów). Z kolei, gdy aport na którym ćwiczymy okazuje się dla niej zbyt ciężki lub trudny do podebrania ze względu na zbyt szeroki gryf odwołuje ją od niego dając wyraźnie do zrozumienia, że nie musi walczyć z czymś, co sprawia jej aż taki dyskomfort i szybko przechodzę do kolejnego ćwiczenia (a koziołek danego typu przepracowuje innym razem, przyjemnie i od podstaw).

Dzięki temu, gdy aktualnie Fruzia popełnia błędy na treningu zupełnie jej to nie gasi a jest motywacją do dalszej pracy i osiągnięcia sukcesu, czasami nawet pojawia się w niej przekora i chęć zrobienia po swojemu – czego niegdyś pozbawiona pewności siebie nigdy by nie próbowała. Z kolei pomyłki na zawodach (czy treningowych przebiegach) nie mają dla niej znaczenia, dokańcza zadanie na tyle na ile w danym momencie to możliwe i idzie dalej z podniesionym czołem, a jeśli sytuacja ją wyjątkowo przerasta świadomie odpuszcza część zadania. Pokazuje mi przy tym, że jest jej ciężko, ale nie traci dobrych emocji i chętnie podejmie kolejne, łatwiejsze wyzwanie. Owszem, wiąże się to z utratą punktów (przykład – aport kierunkowy na zawodach w Lublinie), jednak nie tracę przy tym psiego zaangażowania, radości ze współpracy i szacunku do mnie, jako uczciwego, życzliwego przewodnika. Co ważne, mając takie podeście do psich błędów pojawiają się one o wiele rzadziej, co w ogólnym rozrachunku i tak wychodzi na plus, nawet punktowy. Wymagało to poświęcenia większej ilości czasu i wygłuszenia nadambicji (nie mylić z pozbyciem się całkowicie ambicji), jednak dało mam nadzieje trwały, rzetelny efekt psa mylącego się z uśmiechem. I tych radosnych pomyłek nie wymieniłabym na żadne 10 w karcie oceny.

W obiektywie Asi

 

Dodaj komentarz