Najtrudniejsze po prostu być fair.

               Wiele razy usłyszałam pytanie co jest najtrudniejsze w pracy z psami. Często do głowy przychodziło mi budowanie relacji i praca nad emocjami, jednak te kwestie leżą w rękach i
łapach całej pary pies-przewodnik. A co wg mnie jest najtrudniejsze dla samego przewodnika?

Po prostu być fair.
                Najciężej
jest odrzucić na bok swoje plany, ambicje, siłę charakteru i postanowić być
zupełnie uczciwym w stosunku do swojego psa. Nie, nie chodzi o to, żeby być
miękkim i pozwalać mu na wszystko, ale o to, żeby traktować partnersko.
   
               
  Zaczynając
od samego wyboru psa, za uczciwe uważam wybranie takiego czworonoga, z jakim
mamy szanse naprawdę się dogadać, z myślą głównie o przyjaźni a nie tylko
osiągnięciach sportowych. Takiego którego będziemy lubić i doceniać. Nie idąc
za modą, nie traktując go przedmiotowo oceniając przez pryzmat samych predyspozycji.
Patrząc na treningi, pojawia się
o wiele więcej kwestii…

Najważniejsza z nich, jaką jest
wybór sportu nie jest wcale tak oczywista. Najczęściej, gdy jakaś dziedzina
pochłonie nas całkowicie i skradnie serce doszczętnie, z entuzjazmem planujemy
sportową karierę kolejnego psa. Gdy już do nas trafi rozpoczynamy pracę nad
fundamentami, powoli ukierunkowując malucha w stronę tego, co dla niego zaplanowaliśmy.
Bywa tak, że z czasem okazuje się, że pies owszem, całkiem radzi sobie w
wybranej przez nas aktywności (w końcu ma mocne podstawy), ale dużo lepiej sprawdziłby
się w innym sporcie, w którym  po prostu
lepiej się czuje. I tu pojawia się pytanie, co powinniśmy trenować? Nie widzę
nic złego, w dalszych ćwiczeniach naszego ukochanego sportu (zakładając, że
pies to także lubi), jednak warto byłoby pójść na ugodę i zafundować mu także
możliwość spełnienia się w tym, w czym czuje się lepiej. A może przebranżowić
swój team z naciskiem na nową dziedzinę? To chyba najlepsze (choć często
bolesne) rozwiązanie.
Niezależnie od dziedziny jaką
wybierzemy, planując treningi także warto trzymać się zasady bycia uczciwym. I
tu chyba jest najtrudniej. Każdy chciałby osiągnąć widoczne efekty jak
najszybciej. Zająć się konkretnymi ćwiczeniami, często nawet robiąc je
niedokładnie, ale „całościowo”. W pierwszej fazie współpracy łatwo pominąć
podstawy. Często zamiast w sposób przemyślany, bez pośpiechu zbudować wszystko
od drobnych elementów, rzuca się psy na głęboką wodę całych zadań. Funduje się
im wyzwania, jakim chcielibyśmy, żeby były w stanie sprostać, a nie takie,
które są dla nich odpowiednie.
Ciężko jest cofać się do podstaw,
lub na tych podstawach zatrzymać się na dłużej, jednak jeśli pies tego wymaga
taką właśnie decyzję powinniśmy podjąć. I nie jest to, jak by się mogło
wydawać, nasza trenerska słabość a tak naprawdę siła, której wielu brakuje. Nie
jest sztuką rzucać psy na głęboką wodę (szczególnie te, które przez dłuższy
czas poradzą sobie nawet z przesadzonymi wymaganiami – prawdziwie lub pozornie),
ale cnotą jest dobieranie zadań adekwatnie do psich możliwości, nawet gdyby wciąż
były to „proste” podstawy pracy.
Bycie fair obejmuje także dozę samokrytycyzmu.
Gdy już zdarzy nam się wprowadzić psa w zbyt trudną dla niego sytuację czy też
podstawić go przed nazbyt trudnym zadaniem, zamiast złościć się na psią porażkę
wesprzeć go i skorygować SWÓJ błąd. Nie karać psa, nie mówić mu, że robi źle, a
po prostu przejąć odpowiedzialność za niepowodzenie.
                Chciałabym,
aby i w życiowych sytuacjach przewodnicy byli lojalni i sprawiedliwi dla swoich
psów. Szczególnie razi mnie gdy słyszę, w opisie codziennych, luźnych relacji z
psami słowa „musi” czy „nie ma prawa”. Najczęściej w zdaniach typu „musi to
znieść” i „nie ma prawa warknąć/ugryźć” w kontekście np. nachalnych ludzkich
zaczepek, nabiegających krzyczących dzieci czy nagle wyrywanego z psiego pyska
jedzenia. Wiadomo, w świecie idealnym sytuacje w których pies reaguje w ten sposób
się nie zdarzają, ale w tym samym raju nie powinno dochodzić do jakichkolwiek
prowokacji. Uważam, że w takich kwestiach ludzie zachowują się w stosunku do
swoich psów trochę niemoralnie. Traktując je jak swoją własność, która
niezależnie od naszego traktowania nie ma prawa do własnego zdania czy emocji.
Byłoby cudownie, gdyby zamiast wymagać bezwzględnej uległości przewodnik
zastanowił się, czy zapewnił psu należyty komfort oraz włożył dostateczną pracę
nad psim zaufaniem i reakcjami w trudnych sytuacjach.
                To
wszystko wydaje się być takie proste, wielu z Was z pewnością powie, że wręcz
oczywiste. Inni powiedzą, że się czepiam a sama pewnie święta nie jestem. Owszem,
czasem z rozbicia, emocji czy zwykłego niedopatrzenia zdarzy mi się „wypadek
przy pracy”.  Sama zauważam te błędy i
nie są one dla mnie powodem do dumy. Są za to doświadczeniami dzięki którym
następnym razem zachowam się tak, jak powinnam, niezależnie, czy będzie chodzić
o sportowy trening czy życie codzienne.