„Nie kupuj – adoptuj” czy to takie proste?

               W Internecie aż huczy od hasła „nie kupuj – adoptuj”. Raz bardziej, raz mniej, jednak nie da się uniknąć zderzenia z tym sloganem. Przy jego okazji można przeczytać, że hodowla psów to zło, że dopóki istnieje choć jeden bezdomny pies nie mamy prawa kupować rasowych szczeniąt. Nie raz nie dwa natknęłam się na stwierdzenia, ze osoba kupująca rasowego psa nie dość, że psów naprawdę nie kocha to jeszcze jest zadufanym w sobie pozerem. Po prostu, według wielu nie powinno się kupować psów, bo jedyną prawidłową formą ich „nabycia” jest adopcja. Koniec kropka, bez dyskusji…
                Niektórzy jednak dyskutować usiłują, choć najczęściej jest to rzucanie grochem o ścianę. Skrajni „niekupujadopcjanie” są tym samym gatunkiem, co fanatyczni weganie czy zagorzali fascynaci teorii dominacji. Oni wiedzą lepiej, a Ty się mylisz i już ich głowa, żebyś zmienił zdanie.
                O milionie plusów adopcji, także takich na które nigdy bym nie wpadła można poczytać w każdej z takich dyskusji. W tym samym miejscu możecie dowiedzieć się, dlaczego kupowanie psa jest zbrodnią wartą dożywocia oraz jak skrajnie nieodpowiedzialnymi egoistami są Ci, którzy na to się decydują.
                Podstawowym argumentem zwolenników psów rasowych jest fakt, że decydując się na takiego możemy mieć jako-takie założenia na jakiego psa zarówno z wyglądu jak i charakteru wyrośnie. Znając rodowód i temperamenty przodków, biorąc psa od odpowiedzialnego hodowcy który analizuje zachowania swoich wychowanków od pierwszy dni mamy spore szansę przewidzieć w sporym stopniu na jakiego psa wyrośnie nasz szczeniaczek. Jednak „niekupujadopcjanie” bardzo szybko wychodzą z ripostą. Według nich adopcja dorosłego psa z domu tymczasowego daje jeszcze większą gwarancję tego na jakiego psa trafimy. Bo przecież – jak twierdzą – pies taki, załóżmy, że dorosły, jest już w pełni ukształtowany, dodatkowo przebywa w warunkach zbliżonych do domowych z osobą, która ma doświadczenie i trafnie odczytuje jego zachowanie. W skrócie, biorąc dorosłego psa z DT wiemy, co nas czeka.
                No więc dobra… po 2 latach rozmyślań i poszukiwań rasowego szczeniaczka do sportu, po zapisach na konkretne mioty… nie kupiłam – ADOPTOWAŁAM.
                Nie ma w tym nic dziwnego, mam adoptowanego kota, od lat staram się pomagać w adopcjach zarówno psów jak i kotów (z naciskiem, na koty przez pierwsze 25 lat mojego życia ;) ). A o rasowym szczeniaku myślałam głównie ze względu na wymagania co do posiadania rodowodu FCI gdybym jednak miała w sportach kynologicznych osiągnąć coś więcej.
                Honda spędziła 5 miesięcy w schronisku, skąd trafiła do domu tymczasowego w fundacji. Miała wówczas 2-2,5 roku. Czyli co? Otwarta książka, pewniak, brać i żyć nie umierać. Na szczęście, mam swój rozum i nie zakładałam, że fundacyjny opis pokryje się z rzeczywistością w nowych warunkach w 100% ale… nie przewidywałam też aż tak silnego zderzenia ze ścianą.
                W opisie adopcyjnym Hondy, wówczas Princeski mogłam przeczytać „Bardzo delikatna, wrażliwa, pogodna i wesoła. (…), jest lekko wycofana i ostrożna. (…) Szukamy więc dla niej opiekunów cierpliwych, doświadczonych i nastawionych na pracę z psem. W takim domu Princeska szybko stanie się psem idealnym:) „. I nie da się ukryć, że wycofana i ostrożna była, momentami nawet bardziej niż lekko, jednak co z pozostałą częścią opisu?
             Jak wiecie poznaliśmy Hondę na pikniku na błoniach, czyli w sytuacji dla niej wówczas niesamowicie trudnej (zresztą myślę, że nawet teraz przebywanie w takim miejscu byłoby dla niej wyzwaniem). Spędziliśmy z nią czas na spacerze w dalszej części błoń, przesiadywaliśmy wspólnie w fundacyjnym namiocie rozmawiając na jej temat. I wiecie co? W sumie, to wierzyłam wtedy w każde słowo które napisano. Miałam świadomość, jak bardzo ta sytuacja może zaburzać obraz psa, ale przecież wszyscy znali ją dłużej i nie miałam powodu, aby stawiać ich słowa w wątpliwość.
                Pogodna i wesoła… owszem, w dobry dzień, bez strachów Hondziałka jest serio wesołym psem. Nawet na altowych treningowych przebiegach dostała wyróżnienie dla najradośniejszego psa w klasie. I myślę, że właśnie radosna jest dobrym określeniem jej osobowości. Czy pogodna? Cóż, to zależy od rozumienia tego słowa, ja bym jej taką nie nazwała, jednak nie czepiajmy się szczegółów.
                A jak jest z jej delikatnością i wrażliwością? Tak, to bardzo delikatny pies – szczególnie, gdy trzeba zakropić jej uszy czy obciąż pazury, histeryczka jakich mało. Jednak cały czar delikatności pryska gdy przychodzi do relacji między psich. Honda jest bardzo sukowatą suką. Bywa wredna, dominująca i bezczelna w
relacjach ze swoim gatunkiem. Oczywiście, tylko gdy towarzysze są jej wielości lub mniejsi, przy większych psach dopiero ostatnio nabiera pewności. Nie jest agresywna (choć i to zdążyłyśmy w międzyczasie przerobić) jest po prostu suką. Tratowanie, przeciąganie za skórę, przygniatanie  w zabawie to jej stały repertuar. A kiedy inny pies ma zabawkę – najlepiej spuścić mu szybki łomot (tak, by był w na tyle dużym szoku, żeby nie oddał) i zabrać zabawkę, nawet jeśli jest to coś, co w żadnej innej okoliczności nie zwróciłoby jej uwagi. Taka tam księżniczka.
                Z jej wrażliwością bywa podobnie, w stosunku do ludzi jest spora, do psów… no, to już wiecie. Jednak i w relacjach ze mną potrafi zapomnieć o swojej słodkiej wrażliwości, gdy górę biorą instynkty czy uparta shibia strona. Czasami mam wrażenie, że na jej barkach siedzą (jak w bajkach) diabełek i aniołek. Ten pierwszy to mocno czerwona shiba z rogami, szepcząca jej do ucha co ciekawsze pomysły, ciągle przypominając, że ona jest najważniejsza na świecie, że jest królową i może wszystko. Z drugiej strony siedzi przestraszony, zmiksowany aniołek, odpowiadający za jej wrażliwość i lęki, bo pewnie jako jedyny pamięta o wszystkim co ją spotkało. No cóż, to może jednak lepiej, żeby była diabłem? Tylko czemu nikt wcześniej nie zauważył, że do życia nie potrzebny jej człowiek a jedynie wewnętrzne głosy ;)
                I wreszcie mój ulubiony fragment, mówiący że w doświadczonym domu nastawionym na pracę z psem Princeska stanie się psem idealnym. I wychodzi na to, że albo ja niedoświadczona, albo jednak z psem nie pracuje a może… a może dopiero szukam, czym tak naprawdę jest mój ideał i to właśnie ona stara mi się to uświadomić? (co przez ostatnie lata robiła Fruzia). Z pewnością sporo w tym wszystkim mojej winy. Nazwałam ją Honda, a myślę, że wielu psiarzy wie, jak silna jest moc imienia – ja już wiem, aż za dobrze, ale czy przechrzczenie coś da?
                Biorąc Hondę pod swój dach wiedzieliśmy o wielu jej problemach, przede wszystkim o tym, jak bardzo boi się świata i nie potrafi żyć w mieście. Jak wycofana potrafi być gdy ludzie ją przerażają. Mieliśmy  wiadomość, że zdarza jej się załatwiać w domu, więc nic z tych rzeczy nas nie zdziwiło.
                W domu tymczasowym Honda nie dojadała, bo była tak wystraszona, że nie miała wewnętrznej siły walczyć o miskę – u nas szybko trzeba było wprowadzić system karmienia i zasadę, że nie wolno odganiać Fruzi od jej jedzonka ;). Nikt nie wiedział też o jej destrukcyjnych zapędach, a pierwsze 4 miesiące z nami stały pod hasłem „ciekawe co dziś zniszczyła”. Na szczęście, poza drzwiami były to raczej drobnostki. Po prostu, gdy nie bała się tak, żeby unikać świata zaczęła swój cały przeżyty do te pory stres wyrzucać żując i gryząc.
                Czy mam pretensje do fundacji? Oczywiście, że nie! Jestem i będę im ogromnie wdzięczna za powierzenie tego wielkiego skarbu jakim jest Honda. Nie uważam też, aby w którymkolwiek momencie próbowali ją idealizować czy oszukać kogokolwiek w opisach jej charakteru. Po prostu, nowy dom, nowe warunki i nowe możliwości pozwoliły Hondzie na otworzenie się i pokazanie zarówno tych dobrych jak i tych mniej pożądanych cech. I szczerze, wolę psującego, wrednego psa który nie boi się tego co robi, niż spokojną, potulną owieczkę która obawia się własnego cienia.
                Dlatego, błagam, zanim powiecie komuś, że biorąc psa z domu tymczasowego mają 100% pewność jaki on będzie zastanówcie się dwa razy. Oczywiście, to samo tyczy się zakupu szczeniaka w hodowli. Po prostu, wraz ze zmianą otoczenia, warunków, zasad, towarzystwa i wraz z upływem czasu każdy pies się zmienia – jeden bardziej, drugi mniej. Jeśli chcecie mieć jak największą szansę na poznanie przyszłego  towarzysza możecie zdecydować się na psa z DT jednak takiego, który nie ma większych problemów. Otwarty, odważny pies częściej pokaże swój repertuar zachowań już w domu tymczasowym niż lękliwa psina, którą  najpierw trzeba naprawić, aby  się otworzyła i pokazała kim naprawdę jest, a i tak mocniej będzie reagować na zmianę warunków.
                Mimo wszystko sądzę, że jeśli mamy bardzo konkretne wymagania co do psa, może okazać się łatwiejszym i bezpieczniejszym zdecydowane się na psa rasowego. Uważam, że przy odpowiedzialnym zakupie szansa na to, że pies okaże się o 180* inny od tego co zakładaliśmy jest dużo mniejsza, niż w przypadku adopcji. Jednak jeśli szukacie po prostu świetnego towarzysza, bez zegarmistrzowsko precyzyjnych wymagań, warto pomyśleć o adopcji, a wybierając wariant bezpieczny – poszukując psa u którego nie występują większe problemy behawioralne.  A takich jest tysiące, więc możecie „przebierać” bardziej, niż wśród tych rasowych, aż w końcu traficie na tego idealnego.
                Na koniec apeluje także do osób zajmujących się adopcją i fundacji –informujcie zainteresowanych, że nie da się przewidzieć jak pies zachowa się w nowym domu, szczególnie takie, które do tej pory było  wycofane i przestraszone. Tu ogromne ukłony dla MORNu, który właśnie ze względu na problemy Princeski szukał jej rodziny, która nie boi się tego z czym może się to wiązać. Po niejednej rozmowie z dziewczynami z fundacji na temat tego jak wyglądały poszukiwania domu dla niej, wiedziałam, że to jedna z najodpowiedzialniejszych organizacji wyadoptowujących psy jaką poznałam. Dzięki temu, Honda nie wylądowała znów na bruku, co mogłoby się stać, gdyby trafiła do kogoś zachwyconego jej wyglądem, spokojem i delikatnością a po czasie pokazała swoją drugą, prawdzią naturę. I trzecią… i czwartą… i całe 50 twarzy Hondy – czego mogłaby nawet nie zdążyć, lądując znów za kratami.
                Na sam koniec odpowiem jeszcze chętnie na pytanie, które niejednokrotnie zadawaliście mi w prywatnych rozmowach – czy po doświadczeniu z Hondą zdecydowałabym się na kolejną adopcję? TAK! BEZ WAHANIA! Jeśli na mojej drodze pojawi się kolejny bezdomny pies na punkcie którego oszaleje, z  pewnością dołączy do naszego teamu. Jednak zrobię to w pełni odpowiedzialnie, mając na uwadze, z jakimi
wyzwaniami może to się wiązać. Nie będę wymagać od psa, żeby zachowywał się zgodnie z opisem, nie będę machać mu wydrukiem ogłoszenia przed psem krzycząc, jaki miał być a będę kochać takiego, jakim każdego dnia będzie się stawać.

 

 Tak więc, jeśli „kupuj’ to gdy naprawdę tego potrzebujesz, jeśli „adoptuj” to nie daj się zwieźć pozorom a „czy kupuj, czy adoptuj” rób to odpowiedzialnie i przygotuj się na nieoczywistą przygodę, w której poza uśmiechem mogą czekać Cię także łzy. 

 

10 thoughts on “„Nie kupuj – adoptuj” czy to takie proste?

  1. Bardzo się zgadzam z tym, co napisałaś. Ja właściwie nie miałam żadnego pojęcia, jaki będzie Emet, z biegiem czasu muszę ppowiedzieć że w życiu nie spodziewałabym się takiego potwornego i ciężkiego, ale jednak ideału :D. W związku z tym jestem raczej skłonna do wybrania drugiego psa już rasowego, chociaż adopcje wspieram-byle przemyślane bo jako wolontariuszka nie mogę znieść tak nieodpowiedzialnego zachowania wielu osób.

    1. Ja nie wiem, czy kolejny będzie adoptowany czy kupiony. Będzie taki, w jakim się zakocham ;) ale niezależnie skąd, ważne, że będzie wzięty odpowiedzialnie, ze zrozumieniem, że może ne być kolorowo ;)

  2. Porównanie z weganami jest na poziomie.. bardzo niskim. Stań po drugiej stronie – fanatyczni trupożercy usiłujący ci na każdym kroku wcisnąć "mięsko", faszerują kitami, że zwłoki są potrzebne do funkcjonowania, a krówki dające mleko są szczęśliwe i pasą się na zielonej łączce, a tylko podważ to co mówią… :)

    1. "fanatyczni weganie" to nie to samo co po prostu weganie których mam kilku w swoim środowisku. Fanatycy nigdy nie są dobrzy, tu akurat takie porównanie, gdzie indziej mogę użyc innego i zupełnie nie rozumiem, dlaczego akurat to ma być na niskim poziomie ;)
      A, że post zupełnie nie o tym, pozwole sobie nie wchodzić w zbędną dyskusje.

  3. Bardzo, ale to bardzo lubię takie rozsądne głosy w dyskusjach dotyczących tego tematu. W zupełności zgadzam się z tym, że fanatyzm w żadnej dziedzinie życia nie jest dobry, a zwykle wręcz przynosi szkody i każdy powinien sam zdecydować, czy woli kupić psa, czy też go adoptować.

    1. Dziękuje :) i zdecydowanie każdy powinien decydować sam, nie ma nic gorszego niż narzucanie komuś swojego zdania, szczególnie, że najczęściej tyczy się to osób któe nie znają drugej trony w ogóle.

  4. Tekst jest idealnie wyważony i powinien go przeczytać każdy, żeby zacząć orientować się na czym rzecz polega. Co prawda ja wybrałam psa z hodowli, ale przez kilka lat byłam wolontariuszką i przy opiece nad tymi psami, zobaczyłam jak ciężkie są niektóre przypadki i jak ciężko jest je wyprowadzić na prostą. A co gorsza właśnie wymienione wyżej osobniki byłby adoptowane przez rodziny, a po kilku tygodniach zwracane – jak rzeczy w sklepie… A najgorsze jest to jak wiele ich tam było, istny tabun, a z dnia na dzień przybywało. Polecam wszystkim wolontariat – dopiero kiedy wejdzie się w ten świat i zobaczy na własne oczy, zaczyna inaczej spostrzegać się pewne sprawy.
    Dla mnie jedyną radą, żeby zmniejszyć ilość porzucanych psów jest uświadomienie ludziom, że pies to nie obowiązek i nie każdy musi go mieć. Jeśli ma resztę życia spędzić na łańcuchu, to lepiej oszczędzić mu takiego losu…

  5. Chyba najlepszy tekst na temat adopcji jaki czytałam. Większość to powtarzanie wciąż tych samych frazesów z jednej i drugiej strony a świat jest bardziej skomplikowany niż kilka zdań w podpunkcie w poście na blogu.
    Czy możemy byc pewni w 100%, że pies będzie taki jak w opisie? NIE. Czy możemy być w 100% pewni, że pies rasowy będzie w 100% taki jak oczekujemy? NIE. W miotach istnieje duża zmienność. Nigdy w życiu nie możemy być pewni CZEGOKOLWIEK na 100%. I wiesz ja nie mam absolutnie nic do kupowania rasowych psów bo sama takiego planuję. Wprowadzenie psa do domu to ogromna odpowiedzialność i tak jak odpowiedzialne kupno psa polega na szukaniu, analizowaniu rodowodu, rozmowach z hodowcami aż do wyboru odpowiedniego szczenięcia z miotu. Tak samo decyzja o adopcji nie powinna być podjęta z dnia na dzień. Psa szuka się długo, analizuje cechy charakteru, jego historię i czy będzie do nas pasować.
    Na wolontariacie w Azylu pod Psim Aniołem zadziwiło mnie jak skrajne przypadki trafiają do schronisk. Niektóre psy mają na prawdę silny charakter a i wcale adopcja nie musi się wiązać z problemami z agresją na co często powołują się skrajni zwolennicy -tylkokupowania- a z drugiej strony niektóre psy nie nadają się w ogóle aby je gdziekolwiek wyadoptować… No chyba, że dożywotnio do kojca, bez możliwości spacerowania. Także nic nie jest proste.

Dodaj komentarz