Nie taka Honda słodka jak ją malują.

          Honda wygląda
uroczo – nie da się ukryć, że urody jej Bóg nie poskąpił. Wielkie ciemne oczy,
niewielkie rozmiary, jasny kolor i słodka minka sprawiają, że niemal każdy się
nią zachwyca. Dodatkowo, w zestawieniu ze szczekliwą Fruzią, Honda wydaje się
być cicha i niezwykle stonowana.
         Gdy zdarza mi
się narzekać na niełatwe życie z rudzielcem większość osób nie potrafi tego
zrozumieć i od razu sugeruje, że chętnie by ją przejęło. Serio? Czekała na
adopcję najpierw 5 miesięcy w schronisku, później 3 miesiące w fundacji. Trza było
brać! – że tak się wyrażę.  Nie
zamieniłabym jej już na żadnego innego psa. Sportowe ambicje zelżały, bo dla
takiego psa warto przesunąć część marzeń w czasie. Jednak nie ukrywam, że Honda
nie była i nie jest łatwym psem. Czym dała i ciągle daje nam popalić? 
          Na dziś
lista 5 cech, które sprawiają, że życie z Hondą nie jest takie proste jak
mogłoby się wydawać.

 1.      
Taki trochę psuj i zjadacz.
          Chyba nikt nie
wiedział jak mocno destrukcyjne zapędy ma Honda. Rozwalone podczas mojej
nieobecności drzwi to pikuś, można to bez problemu wytłumaczyć stresem i lękiem
separacyjnym. Jednak mało kto wie, że Honda rozgryza lub zjada co tylko wpadnie
jej w pysk. Przez pierwsze 3 miesiące nie było dnia, żeby czegoś nie
zniszczyła. Później częstotliwość zmalała, aż do teraz, gdy psuje coś właściwie
jedynie raz na tydzień ;).Co pada ofiarą
jej zębów? Przede wszystkim każda plastikowa rzecz w jej zasięgu. Zabawki,
długopisy, sprzęt biurowy… jeśli coś jest niewielkie i plastikowe z pewnością
zostanie unicestwione!
          Jednak to nie
wszystko, na swoim koncie Honda ma także poszewkę, 3 koce, spodnie, klatki (metalowe,
materiałowe – nie ważne, każdą da się zniszczyć!), 2 obroże, 3 saszetki treningowe…
i sama już nie pamiętam co jeszcze. Dobrze, że mimo mojego gadżeciarstwa nie
przywiązuje aż takiej wagi do dóbr materialnych. Nie pozostało mi nic innego
jak to wszystko jej wybaczyć i uczyć się nie zostawiać potencjalnych obiektów
rozgryzania na wierzchu.

          Czego nie zepsuje
rozrzucając szczątki po całym pokoju, to zje. Fruzia swego czasu z uporem
maniaka dostawała się do kosza na śmieci i wyjadała co nieco, jednak nie miała
w zwyczaju otwierać zapakowanych frykasów. Zdarzało się to Felkowi, ale tylko w
przypadku gdy chodziło o otwarte już opakowanie które musiało mocno mu
pachnieć. A Honda? No cóż, pozostawienie w miejscu dostępnym przysmaków, nawet
jeszcze nie otwartych to dość spore ryzyko. Co Honda ma na swoim koncie? Między
innymi blister psich kabanosów z biedronki, wraz z całym opakowaniem oraz pasztet
w tubce… z tubką. Niestety okazuje się, że tubki same w sobie muszą być fajne,
bo do swojego jadłospisu Honda dziś dorzuciła maść przeciwzapalną na stawy, z
połową tubki (tym razem miękkiej, nie aluminiowej). Nie wiem która z nas
pierwsza nabawi się przez to wrzodów, Honda uszkadzając błonę śluzową żołądka
lub jelit, czy ja ze stresu przy jej wymysłach.
2.      
Agresor
          Z tym już na
moje szczęście się uporałyśmy, jednak wspólne początki nie były łatwe. Honda
nie do końca rozumiała co napotkane psy od niej chcą. Niezależnie czy chciały
się tylko przywitać czy bawić – reagowała agresją. Wynikało to z jej
zagubienia, lęku i braku pewności siebie. W tym momencie, na szczęście, Honda
nawet prowokowana unika konfrontacji szybko się wycofując, a gdy czuje się
niekomfortowo lub jakiś pies narusza jej przestrzeń prawidłowo wysyła sygnały
ostrzegawcze. Cudownie widzieć taką przemianę J
3.      
Lęków sto.
       Biorąc Hondę pod
swój dach miałam świadomość, że jest psem bardzo wycofanym i przestraszonym,
pisałam o tym już w poprzednich postach. Nie zmienia to faktu, że życie z takim
psem nie jest łatwe. Szczególnie, że przez bardzo długi czas Honda nie mogła
poradzić sobie z lękiem przed S., a to przecież on najbardziej nalegał na jej
adopcję. Psychicznie wymęczało to nas oboje, na szczęście najgorsze za nami. Kontrolowanie
ruchów, tonu głosu, tego co bierze się do ręki i gdzie się to kładzie… to tylko
początek. Z Fruzią jeździliśmy wszędzie bez stresu i większej analizy sytuacji,
teraz musiało się to zmienić. Honda radzi sobie zaskakująco szybko w wielu
sytuacjach, ale bywały też takie, które ewidentnie jej nie służyły. No cóż, trzeba
było trochę zmienić nawyki i uzbroić się w ekstremalną dawkę wyrozumiałości i
cierpliwości.
 4.      
Uciekanie w swój świat

          To było dla
mnie bardzo ciężkie, a niestety wciąż zdarzają się takie chwile. W sytuacjach
stresowych (a początkowo wszystkie takie dla niej były), Honda wyłączała się
totalnie na bodźce i na mnie. Pozwalało jej to radzić sobie nawet w
najtrudniejszych sytuacjach, jednak mnie męczył okropnie fakt, że nie mogłam
jej jakkolwiek pomóc. Ona ani nie oczekiwała ani nawet nie przyjmowała wsparcia
z mojej strony, po prostu się zamykała. 
          Z boku nie wyglądało to źle, wiele osób
zazdrościło mi „tak stabilnego, spokojnego psa” – bo cóż, nawet w sytuacji
zawodów która była dla niej nowa ona po prostu się kładła nie reagując na
otoczenie. Fajnie, że jej stres nie objawiał się paniką, ale nie znaczy to, że
jej reakcja była ok.Tak samo na
spacerach, po prostu parła do przodu. Nie zwracając totalnie uwagi na mnie.
Wołanie, nęcenie smakołykami czy zabawkami nie dawały żadnego rezultatu. A gdy
coś ją przerażało – starała się po prostu uciec, niejednokrotnie usiłując
oswobodzić się z szelek wijąc się na wszystkie strony. I cóż, musiała radzić
sobie z tym sama, bo moje próby uspokajania jej odbierała zupełnie odwrotnie.           Na szczęście w miarę postępu naszego wspólnego porozumienia Honda zaczęła mi ufać i coraz częściej gdy się czegoś boi lub przestraszy szuka oparcia we mnie.
5.      
Wredna suka.
          To ten punkt
programu, który mnie cieszy, jednak odbiera Hondzie delikatności i słodkości.
Przykro (lub nie
;) ) mi to pisać, ale Honda jest po prostu wredną suką w stosunku do innych
psów, szczególnie mniejszych i słabszych od siebie. Gdyby mogła zawładnęła by
światem. Im mniej w niej lęku i więcej pewności siebie, tym bardziej chce
zdominować glob.
Bawiąc się z
psami zdecydowanie nie zważa na ich komfort deptając, podgryzając czy nawet
szarpiąc za obrożę, szelki lub… części ciała.
          Zresztą, depta
po psach nie tylko w zabawie. Gdy chce się gdzieś przemieścić nie zważa na to,
czy mniejszy pies stoi jej na drodze czy w miejscu lądowania po skoku. Czym
miała by się przejmować? Po prostu idzie/biegnie/skacze lądując na innych.
Zabawki? Nawet
wtedy, gdy jeszcze nieszczególnie ją interesowały innym psom po prostu je
odbierała, nie ważne czy po dobroci czy pod przymusem. Wszystko musi być jej i
każdy ma jej wszystko oddać. Ot co, wiadomo kto rządzi.
           I tak sobie
myślę, że to wszystko co napisałam brzmi w tekście o wiele łagodniej niż
odczuwam to na codzień. A po częściowym uzewnętrznieniu swoich rozterek w życiu
z Hondą muszę przyznać, że… kocham ją jeszcze bardziej :D
          Mogłabym
jeszcze trochę pisać, ale mam plan na jeszcze jeden wpis, w którym część informacji
będzie pokrywać się z tym co napisałam dzisiaj, więc pozostawię Wam jeszcze
trochę spraw niedopowiedzianych ;) 

3 thoughts on “Nie taka Honda słodka jak ją malują.

  1. Niestety nie ma psów idealnych ;) My z lękami zmagałyśmy się bardzo długi czas, ba dalej się zmagamy, ale teraz w 90% przypadków potrafię wybić ją ze stanu przerażenia kiedy przedtem nie docierało do niej kompletnie nic. Najważniejsze to dobry plan działania :D

Dodaj komentarz