ObiFru CAMP 2017

ObiFru CAMP 2017 za nami – aż ciężko uwierzyć w to, że pierwszy Uniwerkowy wyjazd przechodzi już do wspomnień a powoli przychodzi czas na planowanie kolejnych edycji. Trzy dni wypełnione treningami i integracją zaangażowały na maksa  uczestników – żałuje tylko, że ostatecznie nie wszystkim klubowiczom udało się z nami być – ale nadrobimy! Na miejsce obozu wybrałam Ochotnicę Górną, a właściwie sam jej szczyt w przepięknym widokiem na Tatry – to najlepszy klimat na treningi i chill po ćwiczeniach, a przede wszystkim dla odetchnięcia od Krakowa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dla większości był to pierwszy tego typu wyjazd, dla mnie pierwsza organizacja szkoleniowego obozu dlatego całość budziła w nas wiele emocji. Nie było jednak czego się bać – psy poradziły sobie nawet lepiej niż ludzka część załogi a ja nawet ogarnęłam, z czego przyznaje – mam niemałą satysfakcję.

Dojazd na miejsce okazał się wywołać pewne zamieszanie – zapomniałam powiedzieć dziewczynom, że nasz ośrodek znajduje się na górce, a podjazd na jej szczyt nawet dobrego kierowcę może przyprawić o trzęsawkę rąk i zwątpienie ;). Po osiągnięciu celu, rozpoczęliśmy od reaserchu okolicy (ach, te końce świata – łąki, lasy i kilka budynków na krzyż, a potem długo, długo nic), obiadu i pierwszego wspólnego treningu chwilę przed zmrokiem. Wspólne ćwiczenia przerwała nam nadchodząca, prawdziwie górska burza – szacun dla Ani i Seby, którzy w tych warunkach jak z horroru pokonywali ostatnie kilometry niełatwej trasy ;).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Prognozy pogody nie nastrajały nas pozytywnie na sobotę a poranny deszczyk trochę odjął entuzjazmu, dlatego po śniadaniu postawiliśmy na część wykładową, a humory poprawiły wszystkim prezenty od naszych partnerów. Hojne pakiety próbek od Belcando Polska wypełniały psie brzuchy przez kolejne 2 dni – szczególnym entuzjazmem w tej kwestii wykazały się Blues i Niko – ale chyba nikogo nie dziwi, że retrievery myślą żołądkiem ;).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pakiety sponsorskie od ScanVet Poland ucieszyły szczególnie ludzką część teamów – notesy i długopisy przyniosły ulgę zapominalskim, breloczki wywołały na twarzach wielkie uśmiechy a główna zawartość eko-toreb – Enzymatyczna pasta do zębów Zymo-Dent przerosła oczekiwania wszystkich. Ten prezent był zapowiedzią późniejszej pogadanki na temat higieny psiej jamy ustnej, o czym w kolejnym wpisie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie wiem, czy maltańczykowe szczekanie czy retrieverowa nadaktywność odgoniły deszcz, ale mimo zapowiedzi wszystkich prognoz obyło się bez burz, a i lekki deszczyk szybko się skończył, dlatego po wykładzie przenieśliśmy się na zewnątrz na dalszą intensywną pracę. Każdy z psów pracował nad tym, czego potrzebował, a niełatwy trening zwieńczyliśmy grupowym zostawaniem, które nasze psy uznały za totalnie banalne. Po obiedzie dla relaksu po ciężkich ćwiczeniach całą ekipą wyruszyliśmy na spacer w cudownej okolicy, który totalnie zabił moją kontuzjowaną nogę. W związku z tym po spacerze nastąpiła przerwa regeneracyjna ;). Nie myślcie jednak, że odpuściliśmy dalsze aktywności – po przerwie przyszedł czas na detale w rozproszeniach (które totalnie wygrał Shaggy, wprawiając wszystkich w zakłopotanie swoim distance control – bo jak to możliwe, żeby mały, długi piesek robił je tak rewelacyjnie!!!) i niezwykle istotny punkt programu, czyli wieczornego grilla. Obedience is fun, obedience is our lifestyle… i tak dalej, ale przecież nic nie zastąpi integracji i pysznej grillowanej kiełbaski. Czas na sen, śniadanie i znów do pracy – niedziela obfitowała w naprawdę niełatwe wejścia w parach, wszyscy odczuwali już psychiczne zmęczenie, dlatego postawiliśmy na prędkość, energię i zabawę, bez skupienia na detalach – no, może poza Bluesem, który pracy nie mógł się doczekać od 5:30 rano. Właśnie dlatego dostał niemały wycisk konkretnych rozproszeń. Wiecie, że naprawdę da się zmęczyć goldena?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na zakończenie obozu wszyscy udaliśmy się w kierunku Czorsztyna, żeby zjeść pyszny obiad w restauracji -7 psów wywołało niemałe zdziwienie wśród gości, ale chyba jeszcze bardziej zaskoczyło wszystkich, że gdy usiedliśmy do stolika nie było widać ani słychać zwierzęcej części załogi. Jaki jest najlepszy przepis na spokojne psy w restauracji? Intensywny obóz treningowy – polecamy :P.

Ale koniec suchych faktów – nie mogę nie napisać jak bardzo przepełniona jestem dumą. Nasza grupa jak z łapanki – patrząc zarówno na psy jak i ludzi – okazała się naprawdę świetnie zgrana. Nie będę pisać, jaka z nas cudowna rodzina – bo nie chodzi o turbosłodycz, ale naprawdę, Uniwerkowy Team jest prawdziwą drużyną, w której każdy może liczyć na wsparcie i zrozumienie a przy okazji świetnie się bawi. To właśnie taki obraz o jaki marzyłam i za który dziękuje wszystkim klubowiczom!!! Jednak mojej dumy jest więcej – pierwszy raz miałam okazję patrzeć na klubowe teamy w tak niełatwych warunkach przez tak długi czas i przyznam, że byłam naprawdę zaskoczona. Wszystkie przewodniczki udowodniły, że nie potrzebują mojego matkowania, żeby wiedzieć kiedy i jak reagować na zachowanie swoich psów, jak je uspokajać a kiedy dać pełne wsparcie – to o wiele więcej niż umiejętność szlifowania obi-ćwiczeń. Ogromny postępy w tej kwestii zrobiła Marta z Pokrzywą. Pokrz to naprawdę niełatwy pies – nie dajcie zwieźć się jej stoickiemu spokojowi i uroczemu imieniu! Ta prawdziwie wredna suka wymaga od swojej przewodniczki naprawdę wiele, szczególnie w życiowych kwestiach. Największą niespodzianką campu były jednak psy – wszystkie poradziły sobie naprawdę świetnie w tej nowej sytuacji – ale Badi i Niko przeszli nasze najśmielsze oczekiwania – dwa bieguny – mały biały „odpsiudek” (czyli psi odpowiednik odludka), który kiedyś wpadał w histerię widząc psa sto metrów dalej był najdzielniejszym maltańczykiem pod słońcem. Nie miał najmniejszego problemu z bliskością nawet dużych psów czy zaczepianiem przez miejscowego Murzyna. Z kolei Niko, który miał być niebezpiecznym taranem, zaczepiaczem i burakiem nie przejmującym się spacerowymi zasadami, po jednokrotnym wytłumaczeniu, jakiego zachowania sobie nie życzymy zmienił się nie do poznania. Nie mówiąc już o tym, że wchodząc w tryb pracy nie pozwalał sobie na najmniejsze rozproszenie. Okazuje się, że ciężka praca Ani i Gosi na co dzień nie jest wcale syzyfowa. Właśnie ta wyjątkowo ciężka sytuacja pokazała, że warto poświęcić się pracy nad podstawami, nawet jeśli przez dłuższy czas wydaje się to „niczym szczególnym” i walką z wiatrakami bo życie w pewnym momencie samo to zweryfikuje.

Po obozie każdy odczuwał spore zmęczenie, ale uczucie które dominowało w nas wszystkich to spełnienie i satysfakcja, dlatego jeszcze w drodze powrotnej pojawiła się idea edycji zimowej, bo już na miejscu było jasne, że letni obóz stanie się tradycją.

Fotorelację z wyjazdu możecie oglądać w ALBUMIE na fanpage Uniwerku – będę uzupełniać go na bieżąco jeszcze przez najbliższy czas.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

One thought on “ObiFru CAMP 2017

Dodaj komentarz