Kolejna trasa z cyklu „Pies na kołach” łączy w sobie 3 cechy idealne – wiedzie przez szeroką, asfaltową drogę (która w zimie pokryta jest grubą warstwą ubitego śniegu), nie jest nadmiernie zatłoczona i co najważniejsze – oferuje przepiękne widoki. Nie ma się co dziwić – miejsce to uważane jest za najpiękniejszą dolinę Tatr Zachodnich. Mowa oczywiście o Dolinie Rohackiej. Tak, znowu proponujemy Wam wypad w Tatry z psem :).  Osobiście mam nadzieję, że będzie nam dane odwiedzić ją także w lecie, jak również odwiedzić inne tatrzańskie doliny, żeby móc wyrobić sobie własną opinię, która z nich jesyt najpiękniejsza. Jedno jest jednak pewne – po odwiedzeniu tego miejsca ani trochę nie dziwi mnie ta opinia, mimo dość okrojonej wycieczki. Czemu okrojonej? O tym w dalszej części.

 

Zacznijmy od tego jak tam się w ogóle dostać. My jak zawsze wybraliśmy się na wycieczkę samochodem, który zostawiliśmy  na znajdujący się 1030 m. n.p.m. parking pod Spaloną (stacja narciarska Rohace/Spalena). Jeśli wybierzecie się tam w lecie i bez obciążenia wózkiem, to znaki poprowadzą Was na leśny, zielony szlak. Zimą lub z wózkiem (niezależnie od pory roku) skierujcie się asfaltem w górę. Na rozwidleniu dróg skręcacie w prawo – przechodząc przez szlaban trafiacie na interesujący Was szlak. Od tego miejsca już właściwie nic Was nie obchodzi.

Na samym początku drogi stoi kilka domków – prawdopodobnie są to jakieś małe sklepiki czynne w lecie (tak gdybam, bo szczerze, nie mam pojęcia). Wzdłuż trasy czeka na Was też kilka ławeczek i altanek – nie musicie więc usiłować odpoczywać na poboczu czy co gorsza na środku drogi ;). Zaraz przed oficjalnym początkiem doliny zobaczycie też gablotę prezentującą potencjalne znaleziska na szlaku. Mam nadzieję, że nikt z Was nie dołoży swoich „trzech groszy” do tej prezentacji, a jeśli napotkacie po drodze jakieś śmieci nie będziecie się wstydzić ich trochę uprzątnąć.

Asfaltowa droga idąca dnem Dolny Rohackiej oznaczona jest kolorem czerwonym i prowadzi do Bufetu Rohackiego który był celem naszej wycieczki. Z trasy rozpościerają się przepiękne widoki – m.in. na Trzy Kopy. Po drodze napotkacie wielki głaz, który jest swojego rodzaju pomnikiem turystyki górskiej w tym regionie. Wstyd się przyznać, że nie zwrócił on naszej większej uwagi podczas marszu. Przeglądając zdjęcia w internecie mogę Was jednak zapewnić, że  lecie nie powinniście go przeoczyć. Maszerując dalej dotrzecie do Adamulca – to właściwie jedyne miejsce na tym szlaku,  którym musicie wybrać w którą stronę iść. Możecie kontunuować marsz czerwonym szlakiem lub skręcając w prawo zmienić trasę na szlak niebieski i żółty – kierujące m.in. do Rohackich Stawów. Tej opcji nie poleca się jednak dla wózków, dlatego oczywistym jest, że my trzymaliśmy się dalej drogi do bufetu. Jeśli jednak macie więcej wolnego czasu i nic nie trzyma Was równej drogi i asfaltu, naprawdę warto odwiedzić Rohackie Stawy (serio – wystarczy wpisać ich nazwę w google, żeby mieć tą pewność ;)).

Idąc dalej do góry, przejdzie Wam przez myśl „Kiedy w końcu dojdziemy do bufetu” – szczególnie, jeśli zapomnieliście o śniadaniu i prowiancie. Jeśli wybierzecie się w sezonie – po ok pół godzinie będziecie mogli kupić sobie coś na ząb. Jeśli, tak jak my, będziecie maszerować zimą – nie popełniajcie błędu o pominięciu śniadania i braku prowiantu. Bufet czynny jest tylko w sezonie o czym informuje nas kartka na wejściu. Od 31.10 do 1.06 bufet jest zamknięty, więc możecie co najwyżej – tak jak my – pocałować klamkę i przegryźć trochę śniegu ;). Możecie mi wierzyć – po trasie z Krakowa, a następnie 5km marszu z przewyższeniem ok.340 metrów (co pchając wózek po śniegu nie jest panem Pikusiem) nawet śnieg bywa smaczny. Szczególne, kiedy czeka Was jeszcze trasa w dół, a topniejący śnieg sprawia, że koła wózka zapadają się w nim co jakiś czas.

Co istotne – zwróćcie uwagę na ustawione po drodze i na szczycie (doliny :P ) znaki informujące o zagrożeniu lawinowym. W lecie spod bufetu biegną szlaki prowadzące dalej – w zimie wyraźnie jest to niewskazane. Wprawdzie ślady na śniegu wskazywały na to, że mało kto się do tego stosuje, jednak my nie ryzykowalibyśmy nawet bez wózka. Możecie jednak przejść kawałek za bufet, gdzie w lecie macie szanse zobaczyć urokliwy staw Czarna Młaka. Zimą niekoniecznie będziecie mieli tam na co patrzeć, dlatego po my krótkim odpoczynku pod bufetem zawróciliśmy. Droga w dół rozpieszcza piękną panoramą na maksa – więc nie spieszcie się podczas powrotu do samochodu.

W lecie na całość trasy wystarczą Wam pewnie niespełna 3 godziny (licząc z 1-2 drobnymi przystankami) zimą i z wózkiem warto liczyć ok 4 do nawet ponad 5 godzin, w zależności od tego jak długie będziecie planować postoje. Jeśli zabierzecie ze sobą aparat fotograficzny przerwy w marszu będą z pewnością częste i niekoniecznie krótkie, bo warto uwiecznić niemal wszystko dookoła.

Jeśli uda Wam się odwiedzić ten szlak – koniecznie dajcie znać i podzielcie się fotkami! A może już macie wspomnienia z tego wyjątkowego miejsca? Jestem ich niezwykle ciekawa, szczególnie, że sama chętnie wybrałabym się tam po raz kolejny.

Dodaj komentarz