Psiarze kontra właściciele psów małych. Czyli wylanie frustracji przewodnika mikropsa.

Miało być bardzo obiektywnie i z perspektywy każdej strony, ale po zapisaniu ponad 4 stron A4 czcionką Calibri rozmiaru 11 zauważyłam, że mój punkt widzenia się nie zmienia. Dlatego, zupełnie inaczej niż planowałam przedstawię Wam swoje spostrzeżenia o wojnie właścicieli psów małych i dużych. Swoje, czyli z perspektywy dość świadomego przewodnika mikropieska, którego 6 lat osiedlowych spacerów doprowadziło do niemałej frustracji, jaką poniżej będę wylewać;).

Dlaczego my – właściciele małych psów – wzbudzamy tyle wrogości? Zarzuca się nam, że małe psy mają większe prawa. Może trochę tak jest – z mikropieskiem łatwiej o miejsce w hotelu czy wejście do restauracji i sklepu – ale szczerze – czy jest to aż tak dziwne? Często lokale są tak zatłoczone lub ciasne, że zmieszczenie dużego psa nawet pod stół graniczyłoby z cudem – co nie stanowi wielkiego problemu w przypadku mikropsa. Serio – Fruzia jest niewiele większa niż stopa mojego narzeczonego – jeśli założy on nogę na nogę, to będzie ona zajmować po prostu miejsce jego wiszącego wtedy w powietrzu buta :P. Co dalej? Możecie wierzyć lub też nie, ale mały pies na rękach naprawdę jest mniej inwazyjny niż spory pies spacerujący między półkami w sklepie – i może się on nawet nie interesować szczególnie tym co go otacza, a zupełnie niechcący zrobić na miejscu Armagedon swoim… ogonem! Poważnie – za każdym razem jestem w szoku widząc, co taki Blues (nasz klubowy golden) czy Beskid potrafią zrobić po prostu idąc sobie radośnie. Mimo tego coraz częściej wielkość czy nawet liczba psów z jakimi chcemy się gdzieś pojawić nie ma najmniejszego znaczenia, bo miejsce psiolubne po prostu jest lub też nie. I tak nawet Uniwerkowe obozy i wspólne wyjścia do restauracji w ich trakcie wcale nie są tak trudne do zorganizowania w liczbie psów bliższej dziesięciu niż jednego. Poza tym, dlaczego ktoś atakuje mnie, podczas gdy nierówne traktowanie wynika z zasad narzuconych przez właścicieli lokali – nie psów ;).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kolejna sprawa – szkolenie. To szczególnie ciekawa kwestia – bo z jednej strony właściciele dużych psów wyciągają swojego asa w rękawie, czyli argument, że „rodzice” mikropiesków ich nie szkolą, nie wychowują i w ogóle bagatelizują ich nieakceptowalne zachowania. Mogę się z tym zgodzić, znam wiele małych psów, których właścicielom przydałoby się trochę elementarnej wiedzy w tej kwestii i zmiana stosunku do ich podopiecznych – dla dobra wszystkich, ale… no właśnie, nie może obyć się bez ale. Dlaczego, kiedy trenuje z Fruzią wzbudzam w Was rozbawienie lub zdziwienie? A w wersji najgorszej – nawet oburzenie? Rozumiem lekki uśmiech, szok w związku z poziomem wyszkolenia czy nawet (ach ta moja skromność) podziw ;).  Jednak skoro sami dziwicie się, że małego psa w ogóle można wyszkolić lub co gorsza – niezmiernie Was to bawi, to dlaczego wymagacie od mało świadomych, „przeciętnych” właścicieli typowo towarzyszących ras, żeby się za to zabrali? Naprawdę, śmiech czy ironiczne docinki wcale nie są motywujące podczas pracy z psem – czasami nawet przestaje mnie dziwić, że niektórzy po prostu osiadają na laurach.  Nie dziwi mnie to już zupełnie, gdy osoba mało doświadczona, nowa w psim świecie i przejmująca się zdaniem innych jest atakowana za próby pracy z miniaturowym pieskiem bo… to jest dla niego krzywda a takich psów się nie szkoli! I wierzcie mi lub nie, ale tego typu słowa (łącznie z groźbami) słyszałam na spacerach częściej z ust spacerowiczów z psami ras dużych niż małych…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A skoro już o spacerach mowa, to teraz mój ulubiony temat spacerowych podbiegaczy. Bo to właśnie wokół tego tyczą się najciekawsze dyskusje – i tu dokonałam dość ciekawej obserwacji. Gdybyście myśleli jakiej wielkości psa najlepiej mieć – zdecydowanie średniego – jednocześnie, to właśnie „Ci od średnich psów” sieją najwięcej zamętu. Zdziwieni? Też byłam w szoku gdy zaczęłam to analizować. Ale to właśnie właściciele średnich psów robią najwięcej szumu o to, że ich pies nie stanowi zagrożenia dla mikropieska którym (jedynie czasami „z którym”) ma ochotę się pobawić, jednocześnie nie widzą oni także problemu gdy ich pies radośnie oszczekuje dużo większego od siebie molosa, ale oczywiście czują się najbardziej poszkodowani, gdy duży pies straci cierpliwość do ich podopiecznego. I za średnie psy uznałabym tu takie od 10 do 15-20kg, czyli znaczącą większość osiedlowych psiaków. Jest trochę tak, że często osoby spacerujące z dużymi psami zdają sobie sprawę z niebezpieczeństwa jakie mogą one nieść, z kolei ci z małymi psiakami bywają mocno przerażeni potencjalnymi zagrożeniami ze strony psów większych – to wszystko sprawia, że takie osoby świadomie unikają bezmyślnych spotkań z nieznanymi psami, a średni pies? Małemu krzywdy ma nie zrobić, duży nie stanowi dla niego zagrożenia – więc hulaj dusza piekła nie ma ;). Patrząc na spacer z perspektywy przewodnika mikropieska – uwierzcie, że czasami mam wrażenie, że to walka o przetrwanie a nie chwila relaksu. Jakieś 95% psów które spotykamy po drodze z Fruzią jest od niej znacząco większa, oznacza to, że przy jakimkolwiek ewentualnym starciu moja suka jest z góry na straconej pozycji. Co więcej, mniej więcej co 2-3 średni i duży pies chętniej traktuje ją jako zabawkę niż towarzysza swojego gatunku. Pomijając już kwestię ideologiczne czy szkoleniowe dla których moje psy nie witają się z wszystkimi napotkanymi psiakami, właśnie wielkość jest mocnym argumentem przemawiającym za takim rozwiązaniem. I nie, nie obchodzi mnie, że czyjś labrador jest łagodny i chce się bawić, bo nie raz i nie dwa widziałam już jak taka rozpędzona tłusta torpeda taranuje małego psa – mojego czy znajomych. Sama już przechodziłam Fruziową kontuzję po spotkaniu z radosnym labkiem, a 3 „szukające przyjaciół” retrievery sprawiły, że wyciągana z między nich (na wybiegu dla małych psów!!!) Honda w panice sikała nie tylko pod siebie ale i na mnie, gdy już udało mi się ją wyrwać z tej sytuacji. I nie są to przypadki odosobnione, a wręcz nagminne. Tak nieprzyjemne doświadczenia niosą za sobą też spore konsekwencje. Dlatego, gdy przerażona widokiem potencjalnego wroga Fruzia wyda z siebie kilka dźwięków, szczerze – szlag mnie trafia gdy słucham, że te małe takie niewychowane, wredne albo „wydaje jej się, że jest taka groźna” – bo to nie wzięło się znikąd, a właśnie z bezmyślności tych, którzy dla własnej satysfakcji wręcz nasyłali swoje przyjacielskie duże psy na mojego mikrusa. I dlatego, jako jedno z rozwiązań na osiedlowych spacerach stosuje branie psa na ręce – i naprawdę, nie mam wtedy ochoty słuchać ile właśnie błędów popełniam – bo po1 system ten mam bardzo przemyślany i pomaga on mojemu psu mocno, a po2 – kurczę, co kogo obchodzi kiedy biorę na ręce własnego psa i co z nim robię, póki nie dzieje się mu realna krzywda?

I tak na zakończenie, gdy słyszę i czytam „mały pies to też pies”, „właściciele mikropsów nie traktują ich w ogóle jak psy” i tego typu teksty od razu w głowie mam reakcję na mojego maltańczyka. Bo zdecydowanie częściej niż „o jaki słodki piesek” czy po prostu „o, pies” słyszę, że właśnie przebywam z mopem, szczurem, myszą, zabawką, tym czymś… i że „pies zaczyna się od 10 kilo” – no to hallo – mikropies też pies czy jednak nie? ;)

A teraz już tak zupełnie serio i bez wylewania frustracji ;). Przeczytałam ostatnio, że interesy osób posiadających psy małe i duże są tak różne, że wręcz nie do pogodzenia – a ja się pytam – czemu? Jeśli będziemy szanować siebie nawzajem i przestaniemy doszukiwać się wszelkich niesprawiedliwości dookoła, będzie nam łatwiej i po prostu przyjemniej. Jeśli jesteśmy w stanie świetnie funkcjonować w klubie Uniwerku ObiFru – mimo, że niektóre z psów zupełnie nie pałają do siebie miłością, skoro nie unikam wspólnych wypadów na spacer czy na miasto ze znajomymi żyjącymi z psami wielkości wszelakiej – to znaczy, że się DA! I nasze interesy wcale a wcale się nie wykluczają – bo jedyne wokół czego to wszystko się obraca to pilnowanie własnego nosa (i psa ;)) i najzwyklejszy szacunek do innych. Ot, cała filozofia. Dlatego właśnie o wzajemnym szacunku przeczytacie już za kilka dni.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

2 komentarze

  1. Zdarza mi się żartobliwie mówić, że pies zaczyna się od kolan wzwyż, ale tylko dlatego, że najzwyczajniej w świecie LUBIĘ większe psy. Jednakże tak naprawdę nie ma znaczenia gabaryt. Widziałam zarówno małe, średnie jak i duże psy kiepsko prowadzone przez swoich właścicieli. I każdy z nich był na swój sposób irytujący/wkurzający (pies i/lub właściciel) bez względu na swoją wagę.
    Dzięki za mądry wpis z „małego” punktu widzenia :)

    1. Żartobliwie mówione, że pies zaczyna się od kolana wzwyrz jest nawet zabawne ;), gorzej jak jest to mówione z otwartą pogardą dla mniejszych psów. I ja tak samo spotykam kiepsko prowadzone psy wszelakich wielkości i przede wszystkim ich irytujących właścicieli ;).
      Dziękim za odzew!

Dodaj komentarz