PSIjacielu drogi – nie taki tani pies jak go kupujesz.

       

 Gdy przeczytałam u Niuchacza i Małego Białego notki o
wszystkich poniesionych kosztach od razu pomyślałam, że bałabym się policzyć to
u nas. Jednak, aktualnie te dwa blogi rozpoczęły akcję „PSIJACIELU DROGI
mającą na celu uświadomić ludziom ile tak naprawdę kosztuje lub może kosztować
utrzymanie psa. Wiele osób czytających czy obserwujących fanpage aktywnych czworonogów
decyduje się na psa (często właśnie tej konkretnej rasy) nie mając świadomości
z jakimi wydatkami to wszystko może się wiązać. Mam nadzieje, że ta akcja
dobrze zobrazuje, że posiadanie psa to poza przyjemnością i przygodą a także obowiązkami
zajmującymi czas wiąże się z dość znacznym odchudzaniem portfela. Często sama
dobra wola i wolny czas nie wystarczą, przydatna jest także dobra praca lub gotowość do wyrzeczeń.

Postaram się krótko i treściwie,
choć nie będzie to łatwe, przecież mnie znacie. Co istotne – wiem, że na wielu blogach przybliżone
kwoty są raczej zawyżone, u mnie, jako że mam świadomość, że i tak nie będzie
łatwo – jeśli będę przybliżać to kwoty będę delikatnie zaniżać ;-).

Na wstępie zaznaczę że Fruzia jest u mnie od kwietnia 2012,
czyli 30 miesięcy.
Zacznijmy od tego co konieczne ;-)
PIES

                Jak
pewnie wielu z Was wie Fruzia jest prezentem, tak więc uznajmy jej cenę za 0zł.
Dla zainteresowanych maltańczyki kosztują przeciętnie od 1,5-4tys złotych (choć
wiele hodowli proponuje te psy w cenach 8-10tys.).
Fruzia i Lolo
ŻYWIENIE
                I
tu pojawiają się pierwsze schody. W pierwszym roku życia Fruzi wiele razy musiałam
zmieniać suchą karmę ze względu m.in. na jej humory, co wiązało się z
częstszymi niż standardowo zakupami. Jednak, uśredniając Fruzia zjada średnio
1,5-2kg karmy miesięcznie. Jak wiecie, staram się podawać jej dobre jedzenie co
wiąże się z nie zawsze miłymi cenami. Myślę, że uśredniając możemy przyjąć ceny
30zł/kg, co oznacza 60zł miesięcznie 45×30= 1350zł. Dodatkowo, wiele karm które
jak pisałam nie spisały się i były oddawane jako ledwo co napoczęte worki – co
najmniej 200zł. W sumie – 1550zł.
Poza suchą karmą Fruzia dostaje
karmę mokrą, przysmaki, gryzaki i mięso na treningach. Miesiące bywają różne, kiedyś
kupowałam więcej przysmaków, teraz więcej mięsa. Jednak spokojnie mogę uznać,
że na takie dodatki wydaje średnio 60zł miesięcznie (choć bywa sporo więcej).
Co daje 1800zł.
Podsumowując: 1550+1800=3350zł


Jak mogłoby być? Fruzia mogłaby odżywiać się głównie suchą karmą, wtedy dodatki i przysmaki mogłyby wychodzić średnio 15zł miesięcznie, dodatkowo karma mogłaby kosztować średnio 25zł/kg jednak zjadłaby jej wtedy średnio 3kg miesięcznie. 3×25=75zł+15=90zł 90×30=2700zł


WETERYNARZ
                Sprawy
podstawowe
:
– szczepienie p/wściekliźnie – 3×25=75zł
– szczepienia p/chorobom
wirusowym – 2x szczenięce i dwie powtórki u psa dorosłego – ok.240zł
– odrobaczania – co 3-4miesiące,
ceny 10-30zł – ok. 200zł
– ochrona p/pchłom i kleszczom –
początkowo kropelki – 16×18=288zł teraz foresto +80zł w sumie =368zł
                Jednak w tym konkretnym przypadku:
– Fruzia pare razy miała problemy
z uszkodzeniem rogówki, zapaleniem spojówki i przeziębieniami, raz złapała też
świerzba. Te drobnostki kosztowały w sumie ok 200zł
– Zdarzyło nam się także robić
standardowe badania kontrolne krwi – 80zł
– Problemy zdrowotne natury
nie-wiadomo-jakiej, jednak kilukrotnie poszukiwane, głównym podejrzanym była
tarczyca której parametry sprawdzaliśmy kilkukrotnie, szukając winnego
badaliśmy także serce, robiliśmy USG i wykonywaliśmy najróżniejsze badania
krwi, odwiedzaliśmy niejednego weta – w sumie poszukiwania przyczyn problemów –
ok.1000zł
– Badania oropedyczne prześwietlenia,
wizyty u dwóch wetów – 600zł
– sterylizacja i drugi zabieg
związany z puszczeniem szwa wewnętrznego – 450zł
– suplementy (kwasy omega, syropy
na stawy) – ok 250zł
Podsumowując sprawy
weterynaryjne: 75+240+200+368+200+80+1000+600+250=3463zł


Jak by mogło być? Tak samo. Nie wyobrażam sobie oszczędzić cokolwiek na sprawach weterynaryjnych.
PIELĘGNACJA

                Wielokrotnie
w różnych miejscach pisałam, że pielęgnacja maltańczyka to NIE JEST tania,
nawet jeśli pies ostrzyżony jest na krótko. Na moje szczęście, dzięki
uprzejmości Agnieszki z ZOO-Fryzura przynajmniej na jej wizytach udało nam się
zaoszczędzić (Aga, chwała Ci za to!). Uratowało nie to bardzo jednak mimo
wszystko kosmetyki tanie nie są. Jednak w tym podpunkcie mogę szczerze
przyznać, że to co zostało przeze mnie kupione to były sprawy naprawdę
konieczne, bez przesady i zbędnych dodatków ;-)
                – wizyty
groomera – ok 100zł
                –
maszynka z lidla (zdecydowanie czeka mnie zakup innej) – 50zł
                – płyny
do oczu i pod oczy – 50zł
                –
szampony – ok 230zł
                –
odżywki do kąpieli i do rozczesywania – ok. 250zł
                –
szczotki i grzebienie (tu też czeka nas pare zmian) – 50zł
                – gumki
i kokarki – 10z
                W sumie: 100+50+50+230+250+50+10= 740zł


                 Jak by mogło być? Mogłabym do tej pory wydać 700-1200zł na groomera. Tak więc myślę, że ta kwotę także możemy zostawić nienaruszoną.




Są powody dla używania dobrych kosmetyków ;-)

                SZELKI,
SMYCZE, OBROŻE
                Tu
pojawia się coś co kocham. Jest to jedna ze spraw przy której wychodzi moje
gadżeciarstwo :P rozumiem całkowicie, że psu wystarczy obroża, szelki i smycz…
ale mi nie ;-)
                Smycze
                Tu
staram się nie szaleć. Mam ich kilka, choć większość kupiona bardzo
promocyjnie. Kilka zwykłych, 2 przepinane, jakieś w międzyczasie „umarły”. W
sumie myślę ok. 80zł.
                Szelki
                Nasze
kochane hurtty wygrałyśmy w naborze na testerów u producenta. Reszta, czyli w
sumie 4 pary kosztowały łącznie 100zł.
                Obroże
                Oj, jak
ja kocham obroże <3 nie chce ich liczyć, mam świadomość że większość z nich
nie będzie miała kiedy się zniszczyć. Dzień w dzień walczę ze swoim nałogiem i
chęcią zamówienia kolejnej. W sumie na naszą kolekcję wydałam ok 250zł.
                Razem
430zł.


                Jak by mogło być? Wystarczyłyby dwie obroże, 1 para szelek i smycz. czyli kwota mogłaby się zamknąć w 100zł. 

najbardziej gadżeciarska z obroży ;-)

                UBRANKA

                Fruzia
marznie więc ubierana być musi. Skoro pies ma być ubrany to niech przy okazji
jakoś wygląda. Poza tym, ubranka to kolejny fajny gadżet :P na szczęście, poza
ukochanymi BZIKami większość Fruziowej gardoroby kupowana jest w naprawdę przyjaznych
cenach. Kamizelka chłodząca na lato okazała się zbawienna. Ogólnie na wszystkie
sweterki, bluzy, koszulki, derki, kombinezony i buciki a także kamizelkę
chłodzącą wydałam ok. 400zł.


                 Jak bu mogło być? Mogłabym ograniczyć ilość ubranek, jednak i tak minimalna kwota na kilka niezbędnych sztuk to 200zł. 


                ZABAWKI

                Hm…
gadżety, gadżety gadżety… nie wiem czy Fruzia będzie w stanie zniszczyć
chociażby połowę swoich zabawek – jednak, abyśmy obie nie znudziły się tym co
mamy lubię mieć kosz pełen zabawek (kiedyś może odważę się zrobić zdjęcie
naszej kolekcji). Zabawki mamy przeróżne, od markowych, przez polarowe szarpaki
po własne hand-made czy takie z second-handu. Dodatkowo, zabawki KONGa i inne
do wypełniania jedzeniem są niezbędne w naszej walce z lękiem separacyjnym.
                Na
wszystko wydałam myślę około 330zł.


                Jak by mogło być? Mogłabym kupić Fruzi 2-3 zabawki w kwocie 50zł. (choć aż ciężko mi myśleć o tym, że miałaby tak małe zróżnicowanie ;-) )


                SZKOLENIE

                Jak
wszyscy wiecie, trenujemy obedience. Od roku na bieżąco w klubie MANIACSOBEDIENCE TEAM pod okiem Leny Śliwerskiej. Poza tym byłyśmy już na kilku
seminariach. W sumie ok 3000zł.


                Jak by mogło być? Mogłabym nie trenować z Fruzią, jednak uważam, że większości psów przydaje się chociażby podstawowe szkolenie lub kilka spotkań indywidualnych ze szkoleniowcem (u nas na pewno nie obyło by się bez tego). Więc przyjmijmy tu średnią cenę podstawowego szkolenia – 500zł. 


                ZAWODY
                W tym
sezonie wystartowałyśmy 6 razy oficjalnie i 2 razy treningowo
. Na wyjazd na zawody składa się opłata za
zawody, koszty dojazdu i ewentualny nocleg. Na szczęście, do Warszawy
pojechałam z rodzicami i spałam u ich znajomej, Sopot wymusił na nas wakacje w
tamtej okolicy więc także noclegów i trasy nie liczę a w Rzeszowie mam
najcudowniejszych przyjaciół którzy zawsze mnie nocują. Wszystkie 7 startów
dzięki temu kosztowało mnie koło 1500zł.


                 Jak by mogło być? Nie ma treningów nie ma zawodów, tak więc tu wydatki wynosiłyby zero.



                SPRZĘT
SZKOLENIOWY

                Dobrze,
że obedience to nie agility, bo pewnie wymusiłabym sama na sobie zakup
przeszkód co wiązałoby się z bankructwem. Jednak aporty, pachołki, kwadrat czy
przeszkoda (nawet plastikowa z biedronki) też kosztują. Patyczki i saszetki
mimo dobrych cen także nie są za darmo. Całość ok. 350zł.


                Jak by mogło być? Jak wyżej, nie ma treningów to i sprzęt nie potrzebny. Zero zł. 




                AKCESORIA
RÓŻNE

                Akcesoria
spacerowe typu bidon na wodę, klatki, pasy do auta, adresówki, legowiska (już zabite), miski, spray do
łap… to wszystko to mniej więcej  400zł
dzięki sporej dawce szczęścia ;-) z pewnością co najmniej drugie tyle
kosztowały rzeczy o których pewnie teraz nie myślę, ale nie doliczajmy „na
wszelki wypadek”.

                Jak by mogło być? Bidon spacerowy, klatka (chociażby do auta), legowisko/poduszka do klatki, adresówka, miski, spray do łap – to rzeczy konieczne. Myślę, że w tej wyliczance nie zeszłabym poniżej 300zł.

                 Nie wiem jak to się stało, ale wynik mimo moich
starań z zaniżaniem a także mimo braku ceny samego psa wyszedł dość…
porażający. 13 613zł…  zastanawiam się jak
to zrobiłam… wydaje mi się to aż niemożliwe, ale ponoć liczby nie kłamią…jak mogło być? Rezygnując z obedience i moich zapędów gadżeciarskich mogłabym zmieścić się w kwocie 8053zł, jednak nie wyobrażam sobie tego zmieniać. Najwspanialsze momenty dla mnie i Fruzi wiążą się ze sportem (bezpośrednio i pośrednio) a jak widać, wbrew pozorom, moje zabawkowo-obróżkowe gadżeciarstwo nie ma tak znaczącego wpływu na tą kwotę ;-)

 a czy
Wy odważycie się dołączyć do akcji i zrobić własne podliczenia?

…ale i tak ją kocham!

               
                              

12 thoughts on “PSIjacielu drogi – nie taki tani pies jak go kupujesz.

  1. Nie tak dużo w sumie wyszło, ja jak bym podliczyła jeszcze koszt wszystkich zjedzonych akcesoriów, a także moich rzeczy. Butów, kapci moich i moich rodziców, słuchawek, kart płatniczych, e papierosów i wiele wiele innych.

    Nie podliczyłaś chyba też domowych klatek.

    1. Aaaa, nie policzyłam jednej z klatek, masz rację :D czyli +110zł ;-) za dużo ich mam i stąd mój błąd ;-)

      "Nie tak dużo w sumie wyszło" – dzięki :P dobrze mieć wsparcie, hehe.

    1. Analizowałam to już wczoraj pod kątem tego co będzie przy większym, ponad 30kilowym psie i tak naprawdę… wyszłoby mnie bardzo podobnie ;-) taki w sumie paradoks :-)

  2. Poczytuję bloga, aż czas się odezwać ;)
    Sama główna kwota to nasz psi obowiązek, a dodatkowe koszty to tylko przyjemność.
    hihihi, aż chce się rzec, że taki mały piesek,a takie duże koszta ;)
    A ja nie mam odwagi tego podliczać, za dużo tego.
    Pozdrawiamy

    1. też pierwsze co mi się nasunęło, że taki mały pies to co by było przy dużym (którego planuje), ale szybka analiza sytuacji – i gdyby to był średni czy duży pies koszta byłyby w naszym przypadku bardzo podobne :D taki tam paradoks małego psa :P

    2. W sumie to wszystko skupia się na tym, czy coś z psem się robi, a nie jego wielkość :) Choć tabletki, jedzenie, akcesoria czy zabawki trzeba brać większy rozmiar, gdzie czasem jest parę zł więcej. Ale w takim ogólnym rozliczeniu jest to kwota raczej mała.

  3. Koszt jest niezły jak na małego psa. Hmm..już kusi mnie żeby podliczyć mojego olbrzymka :).
    Szkoda, że dopiero teraz wpadłam na Twojego bloga. Będę zaglądać częściej :)

  4. Niezła suma. Właściwie, to najwięcej idzie na szkoleniowe akcesoria, jedzenie i wreszcie samo szkolenie. Och, te psy chyba nie wiedzą jak dobrze mają :D
    Nie mogę przestać się dziwić, że dopiero teraz tutaj zawędrowałam :P Ale na pewno będę tutaj stałym bywalcem :D
    Pozdrawiamy, Ola i Piano :)

  5. "Jak by mogło być? Mogłabym nie trenować z Fruzią"
    Nie, mogłaś po prostu trenować samodzielnie, być tzw. "samoukiem" – jest ich w PL kilku(albo raczej było, bo odkąd nastała moda na kluby, teamy itp. zaczęła się też moda na wydawanie kupy szmalu na to) :)

    1. To już zależy od podejścia – mogłabym być samoukiem i robić to tak po prostu, ale nigdy wtedy nie wiedziałabym tego co teraz, nie miałabym takiego spojrzenia na sport i to jak do niego podejść. Dla Ciebie to moda na wydawanie kasy, dla mnie jest jasne, że jak chcę robić coś na poważnie, to na poważnie, a nie byle jak i metodą prób i błędów kosztem psa ;-). No, ale niestety, w Polsce wciąż pokutuje przekonanie, że przecież "ja wszystko sam" a "za widzę się nie płaci" i to nie tylko jeśli chodzi o szkolenia. Zresztą, skoro byłoby tak dobrze być samoukiem to moda na kluby i tak ów samouków by nie sprowadzała przecież na dalszy plan, więc też nie widzę zbytnio związku. Ale chętnie dowiem się więcej :P

  6. Poczytałam trochę te artykuły i muszę stwierdzić, że w d**** wam się po przewracała mam kundelka od dwóch lat ma dopiero drugą obrożę i wciąż te samą smycz. Nasze wydatki zamknęły by się gdzieś w 2000zł…

Dodaj komentarz