Seminarium z Karin Fischer Kristiansson

Z miesięcznym opóźnieniem (choć
ważne że w ogóle) przyszedł czas na małą relację z seminarium z Karin Fiscsher
Kristianson. O seminarium wiedziałam z dużym wyprzedzeniem i bardzo chciałam
pojawić się na nim z psem. Nie da się jednak ukryć, że taka przyjemność nie
jest tania, więc mimo wstępnego zgłoszenia obawiałam się, że obejdę się
smakiem. Na szczęście, po tym jak zdałam egzamin inżynierski mój brat
postanowił mi to wynagrodzić i zasponsorować mi wybrane przeze mnie szkolenie.
Nie zastanawiając się długo – wybrałam spotkanie z Karin.                            
Na seminarium byłam w oba dni – w
sobotę jako obserwator, z kolei w niedzielę pojawiłam się z Fruzią.
SOBOTA
Gdy wszyscy dotarliśmy na miejsce
wyznaczona przez Lenę przywitałam obecnych – nie było to łatwe. Mój mózg był
nie tyle wyłączony, co na wręcz ujemnych obrotach (jak można w ogóle użyć
takiego sformułowania), jednak udało się. Później kilka słów od Karin. Po
zaledwie kilku wypowiedzianych przez nią zdaniach zrobiła na mnie bardzo
pozytywne wrażenie.
Bycie obserwatorem ma wiele
plusów – można skupić się całkowicie na tym, co się widzi i słyszy nie
odbiegając myślami do własnego psa. Tak więc starałam się bardzo skupić na tym
co dzieje się na hali. Ćwiczyło 8 par, na różnym poziomie zaawansowania,
wszyscy mieli po 2 konkretne, 30 minutowe wejścia.
                W tym
dniu, może nie poznałam wiele nowości, ale miałam okazję na spokojnie przyjrzeć
się pracy z różnymi psami i mimo wszystko udało mi się wyłuskać kilka smaczków
które warto wykorzystać na treningach, jeśli nie z Fruzią, to może z przyszłym
drugim psem.
                Wieczorem,
po seminarium, udaliśmy się na kolacje. Właśnie na niej udało mi się lepiej
poznać Karin, która z każdą chwilą zachwycała mnie coraz bardziej. To naprawdę
wspaniała, ciepła osoba ze świetnym podejściem do obi i pracy trenera. Podczas
tego wieczoru udało mi się zapowiedzieć Karin to, z czym przyjdzie jej się
spotkać w niedzielę. Oczywiście, zrobiłam to (jak określiła Agata) bardzo w
moim stylu ;-) choć mój zamysł był nieco inny. Nie da się jednak ukryć, że
Karin była gotowa na niedzielne spotkanie z maltańczykiem, znała moje podejście
do sportu z takim psem a także przedstawiła mi swoją opinię na temat pracy z
małymi rasami. Cała rozmowa nastroiła mnie bardzo pozytywnie.
                NIEDZIELA
                Gdy
tylko Karin zobaczyła Fruzię od razu szeroko się uśmiechnęła. Miałam nadzieje,
że to dobry znak ;-).
                Już w
oczekiwaniu na naszą kolej widziałam, że Fruzię rozpiera energia. Mały biały
piesek kocha piasek i jak się okazało – cały klimat hali. Wyciągając ją na
rozgrzewkę miałam wrażenie, że jeszcze chwile i wybuchnie. O dziwo, jej niesamowicie
wysokie pobudzenie było do opanowania bez większego problemu a mózg pracował na
obrotach o których nawet nie śniłam w takich emocjach.
                Oczywiście,
jak to mamy w zwyczaju na każdym możliwym seminarium – podczas gdy ja
zgłaszałam problemy w treningu Fruzia pokazywała, że ona wcale takich problemów
nie ma. Osobiście nie miałabym nic przeciwko gdyby na seminarium pracowała
średnio, pokazując w czym tkwią problemy, jednak Fruzia miała inny plan.
Pracowała przepięknie. Jednak, dzięki temu na obu przejściach udało się nam
przerobić naprawdę sporo problemów. Omówiłyśmy wszystkie przygotowane przeze
mnie zagadnienia a także kilka dodatkowych, co bardzo mnie ucieszyło.
                Już w
trakcie pracy Karin bardzo nas chwaliła, jednak na zakończenie zebrałyśmy garstkę
ekstremalnie miłych słów które nastroiły mnie niesamowicie pozytywnie.
Widziałam, że Fruzia pracuje naprawdę ładne, jednak nie spodziewałam się aż
takich pochwał ze strony Karin.
                To, co podobało
mi się w ciągu tych dwóch dni to przede wszystkim spokój i uśmiech prowadzącej.
Uwielbiam pracować z osobami, które zarówno obserwując czyjąś pracę jak i
tłumacząc kolejne ćwiczenia szczerze się uśmiechają. Podobało mi się także to,
że nie oceniała metod pracy przewodników a skupiała się na radach odnośnie
zgłaszanych problemów.
                Ogromny
plus za to, że przy każdym problemie pytała czego tak naprawdę oczekuje
przewodnik. Kładła duży nacisk aby ćwiczenie wyglądało docelowo tak jak oczekuje
tego właściciel psa a nie jak chciałaby tego ona. Oczywiście, przedstawiała
swój punkt widzenia jednak jeśli chodzi o prędkość czy sposób wykonywania
ćwiczeń dążyła do tego co za wystarczające lub pożądane uważała osoba
zgłaszająca problem.
                Jeszcze
jednym plusem było to o czym sama zawsze staram się pamiętać, jednak czasami
wbrew pozorom nie jest to proste – pomaganie psu. Niby jasne, jednak często
zapominamy o tym, żeby przypomnieć zwierzakowi ćwiczenie na podstawowym
poziomie. Budując odległości czy kolejne stopnie ćwiczenia, warto psu
najzwyczajniej w świecie pomóc – aby mógł zrozumieć o co tak naprawdę nam
chodzi i czego oczekujemy. Osobiście bardzo lubię gdy trenerzy zwracają na to dużą
uwagę.

                Po
dwóch dniach semi miałam poczucie dobrze spożytkowanego czasu. Największym
plusem tego weekendu jest poznanie tak wspaniałej osoby jaką jest Karin.
Zdecydowanie, jeśli ktoś jeszcze raz zaprosi ją do Polski nie pozwolę sobie
opuścić takiej imprezy!

Dodaj komentarz