Smycz, linka i przowołanie.

                Ostatnimi
czasy, jak większość z Was wie, wdałam się w kilka dyskusji nt. zniesienia
nakazu wyprowadzania psów na smyczach. Jako, że nie każdy rozumiał moje
stanowisko przedstawiane po krótce w formie szybkich zdań na facebooku,
postanowiłam przedstawić moje stanowisko szczerzej.
                W
telegraficznym skrócie – uważam, że obowiązek wyprowadzania psa na smyczy w
miejscach publicznych powinien pozostać
, z zastrzeżeniem możliwości zdania
testu/egzaminu zwalniających z tej zasady. A tak najbardziej z głębi serca
sądzę, że mogłoby nie być żadnej pisanej zasady w tym temacie, jednak
właściciele psów powinni kierować się zdrowym rozsądkiem i szacunkiem dla
innych
. I to pragnę rozwinąć.
                W
miejscach zatłoczonych, blisko ulicy, z wąskimi chodnikami zdecydowanie najlepiej
mieć psa na smyczy przy sobie – nie puszczonego na flexi 5 metrów przed
właścicielem, wchodzącego pod nogi innym użytkownikom chodnika a także
wbiegającego na ulice widząc innego psa po drugiej stronie. Uważam tak przede
wszystkim ze względów bezpieczeństwa. Fruzia nie ma problemu z przywołaniem, a
mimo to zawsze idąc wzdłuż drogi trzymam ją na smyczy. Tak samo chodząc po
rynku czy jakichkolwiek innych zatłoczonych miejscach.
                Co
jednak, gdy mówimy o parkach, boiskach czy innych luźniejszych terenach w
mieście lub jego okolicy? I tu mój pogląd się trochę zmienia i właśnie dlatego
postanowiłam o tym napisać. Niestety jakiś czas temu zostałam w związku z tym
obrażona, gdyż napisałam o tym, aby psy spacerując były na smyczach, podczas gdy
Fruzia biega lub trenuje luzem.
                Niedawno
przedstawiłam Wam złote zasady spacerowego savoir vivre i myślałam, że one
bardzo jasno tłumaczą moje podejście do sprawy. Zastosowanie tu mają punkty 2,
3 i 4.
                Przede
wszystkim, uważam, że swojego psa należy mieć pod kontrolą – jeśli przywołanie
kuleje, pies widząc innego psa (lub inną ciekawostkę) pobiegnie do niego mimo
krzyków właściciela – NIE powinien być puszczony luzem. Czy to znaczy, że
skazuje go na całe życie na smyczy? Broń boże. Zdecydowanie każdy czworonóg
powinien mieć możliwość wybiegania się – dlatego w takim przypadku można
korzystać z ogrodzonych psich wybiegów, a także i przede wszystkim – z linki treningowej,
które pozwoli naszemu psu poszaleć a przewodnikowi mieć nad nim kontrolę.
                Takie
samo rozwiązanie – linka treningowa – proponuje ze względu na szacunek do
innych ludzi i ich psów. Błagam, po raz kolejny, nie puszczajcie swoich pociech
do każdego napotkanego psa
– nie wnikajcie w powody dla których on może sobie
tego nie życzyć – zawsze, najpierw pytanie, później (gdy właściciel wyrazi
zgodę) przywitanie psów. Dlatego, zanim upewnicie się, że Wasz pies może
podbiec do napotkanego zwierzęcia – przywołajcie go lub przytrzymajcie na
lince.
                Mówiąc
krótko i jak najjaśniej, aby osoby oskarżające mnie o hipokryzję zrozumiały – nie wnikam, czy czyjś pies idzie na smyczy, na lince czy luzem – dopóki nie narusza
mojej i mojego psa przestrzeni osobistej i pozostaje pod kontrolą właściciela. Nie mam potrzeby dowiadywania się jaki jest inny pies –
nie chce, żeby podchodził do mnie ani zaczepiał Fruzię, z wielu powodów a także „ot tak”. 
                         Ja
nigdy nie podbiegam do obcych ludzi, nie przytulam ich nagle, nie klepie po
ramieniu ani nie krzyczę im w twarz. Fruzia nie jest puszczana do obcych psów,
nie podbiega skacząc im po głowach ani wciskając nosa pod ogon. Między innymi
właśnie na szacunek do otoczenia. 

                Podsumowując
– niezależnie od formy – smycz, linka czy przywołanie – uważam, że swojego psa
należy mieć zawsze pod kontrolą a wtedy przepisy prawne dla mnie schodzą na
dalszy plan. 

Dodaj komentarz