Treningowe zawody agility jako budowanie Fruzi w obedience.

Powrót do oficjalnych startów obedience nie jest dla mnie i Fruzi prosty. Możliwość wrócenia na ringi zbiegła się z dość ciężkim dla nas czasem – chorobą Hondy, która mocno wpływa na nasze nastroje i ogranicza możliwości spacerowe i treningowe. O samych starcie w Gdyni było już TU i TU a  Opolu powinnam napisać już dawno, więc obiecuje to nadrobić. Jednak co istotne w kontekście dzisiejszego wpisu – były to trudne wyjazdy i występy na ringu. Z wielu względów o których kiedy indziej.

Mając możliwość wyjechania w ten weekend na zawody do Zielonej Góry mocno się wahałam, jednak względy ekonomiczne sprowadzały mnie na ziemię, dodatkowo gdy przypomniałam sobie o odbywających się w ten weekend treningowych zawodach agility u Dream Agility Team moje wątpliwości rozwiały się całkowicie. Cel –jedziemy do Zabierzowa na torki! Dobrze pamiętacie – Fruzia nie trenuje agility aktualnie w ogóle, a ostatnio widziała tor zdaje się rok temu, również przy okazji treningowych przebiegów. Co więcej, z tym sportem nie planujemy wiązać się w żaden sposób, chociażby ze względu na zdrowotne ograniczenia Fruziaka – co zatem sprawiło, że wolałam wybrać obecność na tej imprezie zamiast oficjalnych zawodów obedience? Uznałam, że pakowanie psa w kolejne w tak krótkim czasie oficjalne dwójkowe przebiegi może okazać się niebezpieczne, a treningowe zawody agility to idealny – brakujący – element do naszego treningowego obi-planu. Jak to? Już tłumaczę. Agility, kiedy zdarzało nam się na nie jeździć, było dla nas odskocznią. Kilka lat temu tylko takie treningi pozwalały mi pracować z psem, bo żałoba po śmierci ważnej dla mnie osoby nie pozwalała mi na ćwiczenia obedience. Potrzebowałam czegoś, przy czym nie będzie zależeć mi na precyzji i końcowym efekcie, sportu do którego podejdę zupełnie inaczej niż do sportowego posłuszeństwa. Fruzia doskonale zrozumiała o co chodzi – biegamy, skaczemy – i w sumie mamy, za przeproszeniem, gdzieś co z tego wyjdzie. Treningi agility stały się wtedy dla naodskocznią od całego życia. W ten sposób, można powiedzieć, że torek stał się naszym emocjonalnym kołem ratunkowym.

fot. Psiatosfera
fot. Psiatosfera

Intensywny i trudny powrót do startów w obedience wyraźnie obciążył Fruzie. Żebyście dobrze mnie zrozumieli – mimo trudów nie ma traumy, nie było to dla niej jakieś super przykre doświadczenie – ale po prostu ciężkie. W pracy lubię psa zaskakiwać (szczególnie, gdy mam wątpliwości co do zbudowanych emocji, prędkości czy detali) a plany treningowe staram się budować raczej w kontekście tygodniowym czy miesięcznym i to w rozliczeniu ogólnej aktywności – może kiedyś napiszę o tym więcej, jeśli będziecie zainteresowani – dlatego uznałam, że impreza u Dream Agility Team odbywa się w idealnym dla nas terminie, aby wpleść ją w nasz obi-plan. Założenie było „proste” – pokazać jak będzie ciężko i zaskoczyć pozytywnie czymś prostym i przyjemnym. Zbudować w niej przekonanie, że nawet gdy wydaje się, że będzie ciężko, to tak naprawdę tylko zapowiedź dobrej zabawy, a warunki zawodów nie muszą przytłaczać.

Jak wyszło? ŚWIETNIE! Nawet lepiej, niż się spodziewałam.


fot. Psiatosfera
fot. Psiatosfera

Wszystko było „jak zwykle” – pakowanie torby treningowej, wyjazd samochodem w kierunku zawodów. Na miejscu rejestracja, rozmowa z innymi. Po chwili rozłożyłam na placu obok kwadrat i znaczniki i zrobiłam Fruzi trening. Trochę wysyłań, chodzenie, pozycje w marszu, kierunki. Spisała się na medal, więc dostała jeszcze chwilę luzu po czym zaprowadziłam ją do klatki w aucie. Przed naszym pierwszym biegiem wyciągnęłam ją na chwilę na spacer po czym udałyśmy się w stronę ringu. Szybka rozgrzewka – z typową dla nas rutyną przedstartową i przypomnieniem najtrudniejszych w sytuacji zawodów elementów – wciąż na świetnym poziomie – mimo strasznych warunków. Błoto było przeokrutne – czyli dla Fruzi coś nie tylko trudnego, a wręcz zabójczego. Gdy nas wywołali weszłyśmy na ring na oficjalnej komendzie obi-przebiegów, Fruzia skupiona z miną „jest cholernie ciężko, ale mamo, dam radę, idę zrobić dobrą robotę i będzie super”, stanęłyśmy na miejscu startu i… trzeba było widzieć jej minę! „WTF? Serio? Ale jaja…” – jej wzrok naprawdę właśnie to chciał przekazać. Była w takim szoku, że ciężko było jej wyczekać na zwolnienie – podrobiła kilka kroków, zatrzymałam ją i kilka sekund później ruszyłyśmy. Szaleńczy czysty przebieg zaskoczył chyba nas obie. Wychodząc na drugi start Fruzia już wiedziała co się święci, widziałam, że chce ruszyć sama, więc odchodząc pokazałam jej samokontrole – biała wariatka nauczona doświadczeniem postanowiła nie podchodzić powoli – bo wtedy przecież ją zatrzymam – a patrząc na otwartą rękę, słuchając mojego „czekaj” ruszyła z kopyta. Nie o posłuszeństwo tu chodzi, więc dołączyłam i przebiegłyśmy kolejny czysty bieg – Fruzia super, ja walcząc o życie w błocie po kostki. Kolejny czysty bieg za nami. Z ringu zeszłam niezwykle rozbawiona niesubordynacją dwójkowego pieska, który na ostatnich startach zgarniał wysokie noty za zostawanie ;). Dobry humor nie opuszczał mnie, a wręcz rósł po szybkiej analizie tego co się stało – zrealizowałam swój plan. A zadziałał on tak dobrze, że mimo poziomu błota Fruzia zaraz po startach sama chciała oferować mi dalszą pracę – ale nie patrząc na hopki czy tunele. Po tak miłych przebiegach postanowiła zaoferować mi elementy obedience (bo bawić to się można, ale dla takiego pracoholika to prawdziwa robota jest najważniejsza). Grzecznie podziękowałam – należał się jej odpoczynek i dobre żarcie. Na koniec dnia okazało się, że z zawodów wyjedziemy nie tylko z zaznaczonym serduszkiem punktem w planie treningowym, ale i masą nagród. Stało się tak, że Fruzia wygrała klasę minus zero zarówno w swojej kategorii wzrostu jak i otrzymała nagrodę best of best minus zero – czyli dla najlepszego psa w tej klasie spośród wszystkich psich wielkości. Miły dodatek do już i tak cudownego dnia. Jaki dalszy efekt przyniesie decyzja o tej formie treningu – zobaczymy. Przed nami w kwietniu zawody treningowe w Rzeszowie, które również planuje wykorzystać na budowanie psa przed oficjalnymi startami do których wracamy już w maju.

Wam też zdarza się podejmowanie takich nietypowych decyzji w kontekście Waszych planów treningowych? Pochwalcie się swoimi doświadczeniami.

 

A na koniec podrzucam Wam filmiki z naszych przebiegów – agilitowców prosimy o wyrozumiałość ;) pamiętajcie, że to nie nasz sport :P.

2 komentarze

Dodaj komentarz