Trochę inaczej o nagradzaniu.

                Naturalnym jest, że czytając o
różnych aspektach szkolenia psa zawsze spotykamy się z nagrodą. Nie dziwi mnie
też fakt, że najczęściej w tej roli opisywane jest jedzenie (sama kiedyś o tym popełniłam
notkę), a tuż za nim zabawki i nagroda socjalna – pochwała od przewodnika.
Jednak przeglądając większość tekstów można odnieść wrażenie, że w pracy z psem
wykorzystuje się tylko te trzy rodzaje nagrody. Jest to bardzo mylne myślenie,
które o ile nie zaszkodzi przy chętnych do pracy zmotywowanych psach, to jednak
mocno ogranicza pole manewru przy tych mniej oczywistych w szkoleniu.
                A
przecież do nagradzania psa możemy wykorzystać tak naprawdę wszystko i… nic J.
Najważniejsze jednak,
żeby pies fatycznie to co mu zaoferujemy potraktował jako bonus. Jest to niby
rzecz oczywista, a w praktyce często okazuje się inaczej. Niejednokrotnie
widuje właścicieli psów, którzy chwalą psy tak jak im wydaje się za słuszne a
nie tak, jak same czworonogi mogłyby tego oczekiwać. Można tu przytoczyć różne
przykłady psów bez smaku memłających niemal wciśnięty w gardło przysmak,
łapiących zabawkę czysto zadaniowo bo takie dostały hasło (o zabawie, jak
obiecałam także niedługo przeczytacie) czy dzielnie znoszących dyskomfort głaskania
po głowie czy nagłych klepnięć w różne części ciała. I to wszystko,
najczęściej, przy dobrej woli właściciela, który przecież chce docenić swojego
pupila. Jestem w stanie to w sporej mierze zrozumieć, bo przecież gdy
przeciętny właściciel psa poszukuje informacji o szkoleniu właśnie z takimi
opisami się spotyka. Naprowadź smakołykiem, poszarp się z psem czy poklep z aprobatą.
Nikt nie mówi tak naprawdę „popatrz co lubi Twój pies” co najwyżej „co smakuje
mu najbardziej lub która zabawka jest najbardziej atrakcyjna”. A co, jeśli pies
nie jest zainteresowany jedzeniem a już tym bardziej zabawą? Co gdy jest niedotykalski
i głaskanie powoduje jedynie szybkie uniki? Co z wrażliwymi, lękliwymi pieskami
które na nasze „hurra” kulą się lub odskakują? No właśnie…
                Pół
biedy jeśli mamy do czynienia z psem, który jest zainteresowany współpracą jako
taką, jeśli chce nam zaoferować swoją uwagę i zaangażowanie a jedynie nie
potrafi jeszcze cieszyć się tym wszystkim co mu proponujemy. W przypadku takich
psów z reguły praca nad motywacją idzie dość przyjemnie. Często początkowo na
jedną z oferowanych nagród, ale nie od razu Kraków zbudowano, a mając
wypracowane chęci na „cokolwiek” łatwiej nam iść dalej i rozszerzać zakres
motywatorów.  Jednak dziś nie o tym, choć
jest to niezmiernie ważny i ciekawy temat. 
                Piękno szkolenia
polega na poszukiwaniu idealnego porozumienia, a wiąże się to także z poznaniem
preferencji naszego czworonoga
. Czym w takim razie możemy nagradzać psa? Tak
naprawdę całym środowiskiem, przedmiotami, osobami, czynnościami – wszystkim tym,
czego w danej chwili czworonóg mógłby chcieć. Nawet jeśli oznacza to po prostu
święty spokój, o czym w dalszej części.
                Możliwość
przywitania się z psimi kumplami często wykorzystywana jest do pracy nad
samokontrolą, rzadziej jako nagroda sama w sobie – a szkoda. Czemu nie
potraktować tego jako czysta nagrodę, bez przewodniej myśli o pracy nad
trzymaniem psich emocji w ryzach. Zamiast wprowadzać psa w stan w którym musi
myśleć „nie idź do nich, zostań, to Ci się opłaci” czasem lepiej szybko
wykorzystać to na rzecz „zrób coś, o patrz – masz kumpli, baw się dobrze”?
Mniej wymagań, mniej ograniczeń, więcej luzu i zwycięstw.
                Dokładnie
to samo tyczy się witania z ludźmi. Oczywiście, w miarę postępów i podnoszenia
wymagań można wprowadzać więcej panowania nad sobą i właśnie ćwiczenia
samokontroli pod tym kątem, jednak nie trzymałabym się tych zasad nader
sztywno. Nie zachęcam też do nadużywania tej metody jako szybka nagroda,
szczególnie w przypadku szczeniąt, żeby nie wyrobić u psa nawyku, że do
każdego podbiega się ekspresowo i bez zastanowienia. Jak ze wszystkim, należy
znaleźć odpowiedni balans i kierunek wykorzystania tej metody u danego psa.
                Innym
nie kosztującym nic bonusem dla psa może być np. możliwość węszenia i dowolnej
eksploracji terenu. Tu też, jak ze wszystkim, należy uważać. Nie chcemy, żeby
pies nabrał nawyku, że węszenie jest lepsze niż współpraca i należy w nie uciekać,
jednak warto dać mu możliwość takiego zajęcia podczas sesji treningowych.
Szczególnie warto wykorzystać to u psów u których interakcja z przewodnikiem
jest w początkowej fazie stresująca a chwila niuchania pozwala się im
zrelaksować, przy okazji szukając innych metod na rozluźnienie psa w relacjach
z nami.  
                Czego
jeszcze może chcieć pies? Świętego spokoju. Jeśli nie ma w nim najmniejszej
chęci w zaangażowanie się w kontakt z przewodnikiem, jedzenie czy zabawa nie
jest żadną atrakcja a węszenie nie daje szybkiego ukojenia a jedynie pogłębia
problem trzeba szukać dalej. Taki pies może też albo nie chcieć zacieśniać
więzi z innymi czworonogami czy ludźmi, albo co gorsza, całkowicie się w nich
zatracać nie odczytując tego jako zaproponowaną przez nas nagrodę. W takich
przypadkach może sprawdzić się danie psu po prostu spokoju, wplatając na to od
razu komendę zwalniającą. Dobrze, jeśli możemy wykorzystać tą metodę w dość
sterylnych warunkach, w których podopieczny nie ucieknie od razu do swojego
świata. Dzięki temu za reakcję na komendę, imię, cmoknięcie czy kontakt z
własnej inicjatywy możemy psa od razu zwolnić. I tu także należy zwrócić uwagę
na pewne niebezpieczeństwo, jakim jest nauczenie psa, że go po prostu zbywamy –
a nie o to przecież nam chodzi. Musimy analizować psie zachowanie i strać się
dokładnie odczytać jak on rozumie tą sytuację. Kiedy tylko pojmie, że
premiujemy najmniejsze zaangażowanie daniem mu czystego luzu, najlepiej w
warunkach które pozwalają mu się wyciszyć duża szansa, że zaoferuje nam więcej
i więcej. Tak było także w przypadku Hondy, przy której żonglowanie nagrodami
skupiało się w ogromnej mierze na tej opcji, szczególnie poza domem. Świadomość,
że tak naprawdę nic od niej nie chce, poza poczuciem luzu wzmagała w niej z
czasem niemałą ciekawość. I to właśnie ten kierunek pracy przyniósł u nas pierwsze, nawiększe efekty.
            Na
różnych poziomach pracy, przy najróżniejszych psich nastrojach wszystkie te
nagrody możemy wykorzystywać na wiele sposobów. Tak samo jak w przypadku
podstawowych trzech sposobów , wybierając odpowiednią opcję premiowania możemy
nakierowywać pupila na odpowiednie nie tylko zachowania, ale przede wszystkim
emocje
. A to właśnie emocje są kluczem do sukcesu zarówno w codziennym
szkoleniu, sztuczkach jak i sporcie.
Przy bardziej zaawansowanych
psach, przy których repertuar motywatorów jest bardzo szeroki możemy często zaskakiwać
psa ich zmiennością
. Osobniki bardzo zaangażowane w prace będą czerpać dużą
satysfakcję z możliwości wykonania swoich ulubionych ćwiczeń. To także warto
wykorzystać, ale nie zatracajmy się w tym popadając w rutynę, bo łatwo możemy
wygasić psi zapał. Nawet największy pracoholik ma czasem ochotę na odrobinę „chill
outu” czy najzwyklejszej psiej chrupki.
Zagłębiając się w świat
nagradzania można potraktować je także jako dodatkowe zadania czy ćwiczenia, w
luźnej, całkowicie pozytywnej formie. Osobiście ten kierunek myślenia
wykorzystuje wypracowywania motywacji na kolejne formy nagród. Bo pomyślcie,
jak fajnie pławić się w splendorze za sam fakty przyjęcia nagrody, a na deser
dostać jeszcze jakiś bonus. Żyć nie umierać.

Najważniejsze to obserwować,
analizować i wyciągać wnioski
. W odpowiednim czasie możemy podnosić kryteria,
wprowadzać więcej samokontroli i stopniować nagrody, ale też wracać co jakiś czas do początków. Mamy naprawdę szerokie
pole do popisu. Porzucając uproszczone, wzorcowe schematy na rzecz fantazji i
nieszablonowego myślenia możemy osiągnąć o wiele więcej
z dodatkową satysfakcją
i przede wszystkim zrozumieniem swojego podopiecznego! 

7 thoughts on “Trochę inaczej o nagradzaniu.

  1. Przyznam się, że piszesz interesujące rzeczy, ale trochę nie rozumiem nagradzania spokojem? Tudzież nagradzania luzem? Mogłabyś to ugryźć z trochę innej strony?

    Plus bardzo fajnie, że piszesz o emocjach. Jak ja zaczynałam Parówa szkolić to nie miałam o tym pojęcia i tak właściwie teraz widzę, że suka ma mnóstwo problemów z wyciszaniem się. Np zabrana na uczelni jest nieustannie podekscytowana, podniecona i przestaje kontaktować, chce się z każdym witać i wszystkich kocha. Nie umie się po prostu walnąć w spokoju spać. Jak myślisz, czym można nagrodzić takiego psa? Bo zabawka ją pobudzi jeszcze bardziej, żarcie też.

    1. Ciężka sprawa z ugryzieniem od innej strony, bo tak naprawdę przy każdym psie ta strona będzie trochę inna. Na tym właśnie to polega. Mając psa wycofanego, lękliwego często właśnie to, że pokażemy mu, że nic od niego nie chcemy będzie ulgą i nagrodą. W początkowej fazie niejednokrotnie za samo spojżenie Hondy na mnie spokojnie mówiłam jej, że jest super i że jest zwolniona. Oczywiście, hasło zwolnienia nabierało dla niej sensu z czasem, jednak bardzo szybko zrozumiała, ze gdy jednak zdecyduje się na pracę ze mną nie będzie do niej zmuszona i będzie mogła odejść ułożyć myśli czy się uspokoić. Takiego psa mocno można w ten sposób budować. Ważne właśnie, żeby dokładnie obserwować jak on rozumie nasze zwolnienie i jak je wykorzystuje.
      O emocjach myślę nie tylko jako o nakręcaniu o którym piszesz, ale o tym co dokładnie mam na myśli już niedługo kolejny wpis :) i myślę, że będzie też odpowiedzią na Twoje pozostałe pytania.
      Najważniejsze też nie tylko czym ale i za co i w których momentach bedziesz nagrdzać swojego rozemocjowanego psa, a przede wszystkim musisz skupić się nad tym, żeby unikać sytuacji tak skrajnego pobudzenia. Dobrze przeanalizować kiedy i jak szybko wchodzi na takie emocje, kiedy miej kiedy bardziej, kiedy w jaki sposob to okazuje. I przede wszytskim, moze poza nagradzaniem nalezy takie zachowanie po prostu ukrócić, jednak cięzko powiedzieć jak i kiedy nie widząc psa, nie chciałabym doradzić źle i zaszkodzić Waszej współpracy.

    2. To trochę trudno opisać. Zaczęłyśmy od tego, że Parów do 3 roku życia nie kochał ludzi, niektórych lubił, część tolerował, części się bał. Z naciskiem na to, że dość niewiele tych osób było faktycznie lubianych, a nowo poznane zwykle były straszne. Kiedy się wyprowadziłam z rodzinnego domu na studia i zaczęłam zwierzątko brać na zajęcia, sytuacja diametralnie się zmieniła. Było to zapewne wypadkową moich emocji (podekscytowania, bycia w centrum uwagi, dumy z wyszkolonego psa) od których zwykle puchnę, bo jestem szalenie emocjonalnym stworem, oraz psiego podekscytowania bo ludzie, bo nowe miejsca, bo żarełko, bo zabawki. No i po iluś razach na uczelni pies zaczął przychodzenie tam kochać. Przy okazji robiąc się niesamowicie podekscytowanym zwierzęciem, na samą myśl o wejściu do budynku. Kiedy teraz jestem doktorantką, sytuacja niewiele się zmieniła. W innym kraju, w innym miejscu, na inną uczelnię, ale ciągle chodzimy do miejsca, które ona w jakiś sposób kojarzy z czymś niesamowicie ekscytującym. Już od wyjścia z windy na piętrze jest cała rozemocjonowana. Chce się z wszystkimi niesamowicie entuzjastycznie witać, psom dawać w łeb i nieustannie być w centrum uwagi. Bycie ze mną na wydziale nie kojarzy jej się ze spokojem i relaksem, tylko z emocjami. Jeszcze pół biedy w pokoju, bo jak ją wrzucę pod stół to czasem przeleży te 2 godziny (chociaż nie dajcie bogowie, żeby ktoś przeszedł obok bo pies się od razu włącza), ale jak tylko wychodzimy na korytarz, znowu jakby ktoś jej Duracell w tyłek wsadził. Kontaktuje i reaguje na polecenia, ale nie czuję się, że ją trzymam w ręku. Wiem, że w każdej chwili może wyłamać. Nigdy nie umiałam jej nauczyć spokoju i relaksu, wyciszania. I nie wiem czy teraz, kiedy ma 11 lat jest to jeszcze do osiągnięcia. Mam też tendencję do kontrolowania jej w nadmiernym stopniu, co żadnej z nas nie wychodzi na dobre. Nie umiem sobie z tym poradzić. Nie ufam jej. Stąd też i nasze problemy z tym półrocznym psem, którego po trzech dniach zdecydowałam się jednak oddać, bo nie miałam serca patrzeć jak ciągle jest terroryzowany. Muszę najpierw się rozprawić z sobą, nią i jej nieumiejętnością panowania nad emocjami, a potem myśleć o drugim psie. Jak zacznę jej bardziej ufać i mniej kontrolować to i jej na pewno będzie łatwiej zaakceptować pewne rzeczy.

      A żeby się pożalić, to nie umiem jej nauczyć stania nieruchomo, zawsze mi podłazi zołza. Sigh. Mam ogromny dołek szkoleniowo-wychowawczy ostatnio…

  2. Większość właścicieli nie słucha swoich psów, ich upodobań choćby co do nagrody. To trochę smutne, bo jeśli nasz pies wysilił się i zrobił coś poprawnie, to my opiekunowie moglibyśmy zapał tego oto zwierzaka nadal podtrzymać.
    Osobiście długo szukałam tego co moje psy najbardziej zadowala w pracy. I chyba wkońcu znalazłam… Widzę że motywacja gadzinek do ćwiczeń jest dużo mocniejsza niż zwykle. Oby tak dalej :)
    Pozdrawiam.
    http://psiolubni.blogspot.com/

    1. Najważniejsze to szukać i się nie poddawać. I oczywiście pracować nad rozbudowywaniem motywacji, ale to kolejny wątek który z pewnością też niedługo rozwinę.

  3. Trochę o przypadku mojego Dexia piszesz, na spacerze jest tyle emocji, że smaczków nie chce, zabawki tym bardziej , o kontakt trudno. W domu to inna bajka wtedy za jedzenie da sie pokroić. Na spacerach owszem nagradzam właśnie spokojnym kontynuowaniem spaceru, gdy sie nakręci, zacznie szaleć i emocji jest za dużo spacer się przerywa jest siad, moje przytrzymanie w razie potrzeby i kontynuujemy dopiero gdy jest spokój. Właśnie emocje są dla mnie najważniejsze bo gdy one będą na odpowednim poziomie wtedy mogę z nim zrobic wszystko a gdy emocji jest za wiele lub są nie takie jak potrzeba (lęk) to wtedy nie zrobię z nim nic. Dlatego też tczasami niestety 'wpycham mu smaczki' wiadomo nie na siłę, ale zachęćam by jadł bo to go uspokaja i uczę go, że na spacerze też za jedzenie sa się pracować i jest fajnie. Mam nadzieję, że kiedyś przełoży się to na większą motywację do pracy ze mną, choć przyznam, że ciezko wygrać ze środowiskiem mają reaktywnego psa, ktorego nei chce się już bardziej nakręcać a uspokajać. Dla niego wszystko jest ciekaw(sze) samochody, ptaki, dzieci, zapachy a ja go chcę usadzić i uspokoić;d wiadomo zabawa byłaby atrakcyjniejsa ale często zaś wzmaga niefajnie pobudzenie wiec muszę  ztym stopować. No nic, pracujemy dalej :)

    1. MagdaS mogłabyś napisać coś więcej, co ci pomaga w uspokojeniu reaktywnego psa ? Ja z moim mam identyczny problem, choć nie wiem czy nie większy bo często nakręca się do takiego stopnia że wręcz wpada w histerie i nie mogę jej uspokoić. A gdy przerwę spacer i chce przeczekać , ona jazgocząc zaczyna się bardziej nakręcać ;/ Byłam u paru szkoleniowców ale oni pokazują mi tylko ćwiczenia na smaczki , co u mnie sie totalnie nie sprawdza bo pies na spacerach ma je najzwyczajniej gdzieś . Tak samo zabawki czy mnie . W domu zupełnie inna bajka, pies jest zapatrzony we mnie i zrobi dosłownie wszystko :)

Dodaj komentarz