Trzeba zmienić nastawienie!

            Trenując z Fruzią całkowicie zatraciłam się w obedience. Zafascynowała mnie praca z psem nie
tylko „na codzień”, ale przede pod kątem sportu.
            Fru nie jest łatwym psem, dzięki czemu nabrałam sporo doświadczeń. Nie żałuje ani jednej chwili (no dobra, pewnie by się jakieś znalazły) jakie musiałam poświęcić na pracę z nią i kombinacje jak zrobić to najlepiej. Mimo tego wiedziałam, że kolejny pies musi być wybrany starannie pod kątem obedience.
            „Należy Ci się dobry pies” słyszałam ze wszystkich stron. I nie, nie chodziło o jakąś konkretną rasę, ale po prostu dobrego szczeniaka do uprawiania sportu. W sumie zgadzałam się z tym twierdzeniem. Od dwóch lat wiedziałam, że drugi pies od pierwszych dni u mnie, czyli pierwszych tygodni swojego życia będzie przygotowywany do sportu. Wybór szczeniaka miał być bardzo świadomy a praca z nim dobrze przemyślana. Dwa lata rozważania i planowania sprawiły, że moje wnętrze – mózg i serce – bardzo mocno nastawiły się na pracę ze sportowym szczylem.
            Od dawna zbierałam także wyprawkę dla mojego przyszłego sportowca. Czekały już nawet klatka, aport filcowy i pełne pudło zabawek zarówno na pierwsze wspólne tygodnie jak i dla dorosłego, sporego sportowca. Na psa – bo zdecydowana byłam także na płeć, czekało nawet imię.
            Nie da się ukryć – wszystko było gotowe. Przede wszystkim jednak ja i moje nastawienie.
            I nagle nadszedł ten dzień…

 

 

            … bardzo nagle… zupełnie nie tak jak się tego spodziewałam. A właściwie nie „to” czego się spodziewałam. Bo czy dorosła, lękliwa, nie znająca życia w mieście mieszanka shiby to w jakimkolwiek
stopniu coś na co byłam nastawiona? Zupełnie nie… ale stało się. Nie jestem w stanie wytłumaczyć tej decyzji w żaden logiczny sposób poza tym, że tak po prostu wyszło. Widocznie, tak miało być.
            No właśnie, miało, czy jednak nie?
Bo, czy gdy całą sobą czekałam na sportowego szczeniaczka i przygotowałam się do pracy z takowym, aby na pewno miałam zacząć żyć z Hondą?
            Zarówno w teorii jak i w praktyce wiedziałam jak zająć się takim psem. Takim, pod kątem przejść – niekoniecznie typu rasy ;).  W głowie układałam plan jak podchodzić do wystraszonej Hondy. Jak pomóc jej nauczyć się żyć. Ale… no właśnie, musi pojawić się jakieś ALE.
            Psa nie oszukasz, a cały mój nastawiony na sport-puppy organizm krzyczał, że przecież spodziewał się czegoś innego! Podczas, gdy w teorii mogłam opisać mój plan na pracę z Hondą, w praktyce nawet usiłowałam powtórzyć swoje myśli to… nastawiona na coś innego byłam zupełnie niewiarygodna dla specyficznego rudzielca.
            Zderzenie z rzeczywistością (o czym w kolejnym wpisie) było o tyle ciężkie, że zbiegło się z niesamowicie przykrymi wydarzeniami w moim życiu prywatnym (które skutkowały moim totalnym rozbiciem).
Walcząc sama ze sobą i z tym niełatwym kundliszczem wylałam morze łez na zmianę rozkładając ręce i się wkurzając. Z pomocą przyszło mi… nowe nastawienie!
            Gdy udało mi się uporać z własnymi problemami zaczęłam poświęcać więcej energii na zrozumienie Hondy. Nie „behawioralną analizę”, nie ocenę przydatności do współpracy z człowiekiem czy sportowy potencjał, a po prostu, takie ludzkie (ludzko-psie ? ) zrozumienie. Dzięki temu udało mi się całkowicie zmienić swoje podejście tak naprawdę niemal nie zmieniając działania ;). Dokładnie to samo przerabiałam w pracy z Fruzią.
            Dlatego, mimo że powtarzam to od dawna, muszę powtórzyć po raz kolejny – najważniejsze w pracy z psem są nasze emocje i nastawienie! Możemy pracować wg prawidłowych schematów, szukać sprytnych rozwiązań i robić wszystko naprawdę dobrze… ale od tego jakie mamy NASTAWIENIE i emocje zależy, czy pies nam uwierzy.

 

            Honda uwierzyła… o czym z pewnością przeczytacie nie raz.

 

12 thoughts on “Trzeba zmienić nastawienie!

  1. wzruszyłam się..
    bez kitu łezka mi się zakreciła – lubie Was.
    Honda jest od niedawna.. same cały czas uczucie się siebie, a ja mam wrażenie jakby już dawno była, albo jakby już od dawna miała być.
    Cały czas trzymam mocno kciuki :)
    I chyba powinnam jeszcze dodac, że jestem pod wielkim wrqażeniem Waszych postępów :) no i jeszcze, że chciałabym to wszystko widziec Twoimi oczami..
    Pozdrawiam ciepło

    Ciocia Martysia- z raju :)

  2. Trzeba przede wszystkim kochać i rozumieć psa, jako psa. Też przeżyłam zderzenie ze ścianą, kiedy mój sportpapi się otruł, nie było pewne czy przeżyje, a potem przestał być sport bo okazało się że serce nie dało do końca rady z walką o życie. Nie jest sportpapi, nie jest moim wymiataczem.
    Ale jest super. :D

    1. Ogólnie jak rozglądałam się za sportpaputem i tak pierwsze co mialam w glowie to ze ma to byc super psiak do zycia, ot taki z ktorym bede mogla przelezec dzien na lozku i miec z tego radoche. Wlasnie na "w razie W" gdyby cos sie jednak stalo i nie mogl (on czy ja) byc sport… mam wrazenie, ze niektorzy biora psy patrzac tylko na aspekt sportowy, mniej na zyciowy.

  3. A widzisz, ja adoptując Tajsona nie wiedziałam co to psie sporty a teraz muszę (!) brać udział w każdym żeby aktywnego gada zadowolić :)

  4. Brawo, ja miałam dokładnie to samo z Teeną. Na sport papsa przyjdzie jeszcze czas. ;)
    Ale czyjaś noga na ostatnim zdjęciu… mistrz drugiego planu. :')

    1. haha tak, noga rządzi :D no widzisz, z tym ze Ty masz poczucie, ze sport dopiero przyjdzie, ja w tym "juz siedze" i stad tez plany byly naprawde mocno sprecyzowane ;) ale idziemy i tak w dobrym kierunku o czym niedlugo szerzej na blogu

  5. W kwestiach związanych ze zwierzętami nigdy moje fantazje nie zbiegały się nawet odrobinę z rzeczywistością – wszystkie szczury miały być rodowodowe, moich wymarzonych odmian barwnych, grzeczne i miziaste. Ostatecznie miałam same adopcyjne bidy, przypadkowych kolorów i nie rzadko o strasznych nawykach i charakterach:P.
    Z psem to samo – miał być przecież JRT… Ale życie potoczyło się inaczej i nie żałuję ;) Myślę, że Ty też nie. Samych sukcesów !

    Pozdrawiamy
    http://psiakowe.blogspot.com

    1. Oj nie zaluje, ani Fruzi ktora jest odwrotnoscia tego o czym marzylam, ani Hondy ktora tez "minela sie z planami", ani auta ktore jest moja pasja i tez zupelnie inne niz planowalam, ani faceta ktory od moich marzen odbiega. Po prostu los wie lepiej czego mi trzeba :p

Dodaj komentarz