Warszawski weekend w hiszpańskim stylu.

Lato to czas wyjazdów, zarówno stricte wypoczynkowych jak i – co najważniejsze – tych związanych z psimi sportami. Aktualnie wypoczywamy na naszej cudownej wsi, jednak zeszły weekend spędziłyśmy w Warszawie, w klimacie hiszpańskiego obedience.

Do stolicy przyjechałyśmy już w czwartek, żeby spędzić więcej czasu z najlepszą ekipą Pies do kwadratu u których zatrzymałyśmy się podczas pobytu w Warszawie. Przy okazji po raz kolejny dziękujemy Dominice i Pawłowi za nocleg i świetnie spędzony czas, Gambitowi za zajmowanie zabawą swojej dziewczyny Hondy i oczywiście pokłony dla Tytanii, za królewskie, seterze towarzystwo.

W piątek i sobotę na Warszawskich Stegnach odbywało się seminarium z Gozalo Figueroa Counago. Pierwotnie byłam na nie zapisana jako uczestnik z psem,  jednak po czasie musiałam zmienić formę uczestnictwa na obserwatora, co okazało się być dobrym posunięciem. Hiszpański sędzia i zawodnik sprzedał nam przez te dwa dni ogrom wiedzy i ciekawych uwag, jednak w samym systemie jego pracy jest dla mnie za dużo presji i bardzo trudnych wyzwań, z czym moje wrażliwe psy mogłyby sobie nie poradzić. Jako obserwator wyniosłam wiele ciekawych informacji, szczególnie jeśli chodzi o kryteria sędziowania, ale i kilka detali w ćwiczeniach. Fruzia z Hondą większość czasu w te dni odpoczywały – niemal cały piątek przespały w samochodzie, w sobotę miały już zdecydowanie dość zamknięcia i wymusiły na mnie obecność na seminarium przesypiając je na kocu. W międzyczasie w oba dni usiłowałam potrenować z Fruzią, aby sprawdzić jak poradzi sobie na mocno przesuszonej trawie na placu. Popsuty maltańczyk ma zdecydowanie za dużo problemów, a jednym z nich są dziwnie nadwrażliwe opuszki, które zdecydowanie dały się we znaki podczas prób potrenowania. Gdyby tego było mało w sobotę, poza przemęczeniem zaczęły odzywać się nie do końca zdrowe łapki…

W niedzielę w miejscu seminarium odbywały się treningowe zawody obedience w hiszpańskim stylu, które sędziował nikt inny jak Gonzalo. Po problemach poprzednich dni mój plan na start zakładał bardzo szybkie zejście z ringu z nie radzącym sobie z podłożem psem. Chciałam jej pokazać, że warto wejść w trudne warunki ringu na choćby kilkadziesiąt sekund. Trudności przyniosła też pogoda, która postanowiła utrzymać się w hiszpańskim klimacie. Kiedyś upał nie stanowiłby żadnego problemu, jednak od czasu pojawienia się u Fruzi problemów z tarczycą ma ogromne trudności z termoregulacją – ciężko jej funkcjonować w upały, ale też nie jest łatwo gdy pogoda staje się choć trochę gorsza. Niemal zawsze mam ze sobą zarówno kamizelkę chłodzącą jak i przeciwdeszczową derkę czy bluzę na wypadek spadku temperatury… ach to życie z maltańczykiem.

No dobra, wstęp wyszedł przerażający. Fruzia jest pieskiem niemal niezdolnym do życia, dodatkowo po dwóch wypalających ją psychicznie dniach nic nie robienia wprowadzam ją w warunki które mają prawo ją przerastać. Co w takim razie robi working maltese startujący w klasie 2? Idzie przez przebieg jak burza zajmując w stawce 8 psów pierwszą lokatę z nagrodą dodatkową dla najlepszego nieowczarka.

Podium klasa 2

Jak tego dokonała? Cóż, trzeba by ją zapytać. To co mi rzuca się w oczy to jej niesamowita świadomość kiedy idzie na trening a kiedy będziemy startować. Przykładam ogromną wagę do jej emocji na zawodach i nastawienia do pracy na ringu. Poświęciłam masę czasu i startów na to, żeby Fruzia je lubiła i nie czuła w ich trakcie zbytniej presji mimo np. mojego stresu. Jak widać, był to dobry kierunek, bo trudności odbijają się bardziej w detalach niż psich emocjach. Owszem, wiąże się to ze stratą punktów, ale nie psiego uśmiechu i zaangażowania – a to ma dla mnie dużo większą wartość, nawet podczas oficjalnych imprez.

Już w trakcie rozgrzewki widziałam, że coś z tego może być. Dlatego wyszłam na ring z planem A, B i C w głowie, na wypadek różnych sytuacji i sygnałów ze strony psiego zawodnika. W życie natomiast wszedł plan C+ czyli pełny przebieg z minimalnymi modyfikacjami. No to czas na opis ćwiczeń po kolei. Poniżej zamieszczam sam opis, bez punktów, z dwóch powodów – po1 nie mam ze sobą karty oceny ;) po2 nie jestem pewna, czy oceny z przebiegów treningowych są odpowiednio wymierne. Możliwe, że po powrocie dorzucę do postu zdjęcie karty z opisem, will see ;).

Aport kierunkowy

Ćwiczenie, które aktualnie kuleje u nas niesamowicie, dlatego jako jedyne jeszcze w fazie pozytywnego podejścia do startu zaplanowane było ze sporą modyfikacją. Długo zastanawiałam się też, jakiej wielkości aport wybrać, ale ze względu na niepewność w kondycji Fru zdecydowałam się na wersję dla miniatur. Piękne żółto-czerwone aporciki miały niższe boczki niż te, na których trenujemy na co dzień i ledwo wystawały z trawy. Organizatorzy kilka razy pytali mnie o pewność w wyborze ;).  Modyfikacja ćwiczenia polegała na rozłożeniu tylko 1 aportu i zamarkowaniu kładzenia kolejnego, dodatkowo po odprowadzeniu Fru do pachołka (bardzo ułomnemu, nie wiem sama skąd u mnie tak słaby handling w tym ćwiczeniu) postanowiłam utwierdzić ją w wyborze kierunku. Plan był dobry, jednak podczas nakręcania Fruzia przekręciła się na bok i nie wiedzieć czemu, pierwszy raz zostawiłam ją w takiej pozycji. Na treningach zawsze w takiej sytuacji ją poprawiam, do tej pory nie wiem, czemu nie zrobiłam tego tym razem. Złe ułożenie psa skutkowało złym startem (pocieszające jest, że oznacza to dobrą pracę nad kątem zwrotu podczas wysłania), ale po dodatkowej komendzie (sic!) Fruzia obrała dobry kierunek i po chwili szukania niewidocznego aportu przyzwoicie go podjęła a ćwiczenie zakończyła bardzo ładnym powrotem.

Aport kierunkowy

  Pozycje w marszu

Sędzia wybrał siad i waruj. Zaczynaliśmy od naszego kiepskiego siadu, trochę pomogłam ciałem, samo wykonanie pozycji było dość powolne, ale brałam pod uwagę, że Fru jej nie wykona, więc i tak jestem zadowolona.. Waruj ok, powiedziałabym, że bardzo ładne gdybym nie znała naszych możliwości ;). Chodzenie w porządku, zgarnianie psa płynne. Ogólnie całość ćwiczenia jak na warunki i moje obawy bardzo na plus.

Aport metalowego koziołka przez przeszkodę

Tu także postawiłam na pomoc Fruzi, wskazując jej kierunek przy wysłaniu. Bardzo ładna droga po aport i powrót. Podjęcie zajęło jej chwilę, bo nasz mikrometal utknął w suchej trawie i mała miała problem z podjęciem samego koziołka. W drodze powrotnej, przed samym dostawianiem wstrętny metal wypadł z maltańczykowego ryjka, ale bez dodatkowej komendy Fruzia podjęła go znowu i zakończyła ćwiczenie. Widać, bardzo przemyślany plan na to ćwiczenie przynosi doskonałe efekty. Po tym zadaniu urosłam w siłę :D

Zmiana pozycji na odległość

Już w trakcie rozpoczęcia tego ćwiczenia moja siła trochę zmalała, bo pokazujący kolejne pozycje stał bardzo blisko psa, a same komendy wypisane były na kartkach w koszulkach radośnie powiewających i szumiących na wietrze. Nie było by w tym nic aż tak złego, gdyby nie fakt, że znacząca większość naszych treningów odbywa się w samotności i sama nie pamiętam już kiedy przepracowywałam w tym ćwiczeniu osobę za psem, tym bardziej z wydającym dźwięki rozpraszaczem. Na szczęście sytuacja okazała się być dla Fruzi niegroźna – jej odwaga czasem mnie zadziwia. W trakcie ćwiczenia zerwał się wiatr, mieszając w kartkach pokazywanych nad głową, w związku z tym robiłyśmy zmiany w troszkę innej kolejności. Ta sytuacja ma w sobie ogromny plus, bo przećwiczyłam swoje zaskoczenie i zaufanie osobom pracującym na ringu. Same zmiany naprawdę ładne, poza siadem ze stój, który znów w sytuacji zawodów Fruzia postanowiła zrobić na nieruchomy przód – do przećwiczenia w podobnych momentach, bo na sterylnych treningach się to właściwie nie zdarza (choć jesteśmy na etapie zmiany komendy, której zresztą specjalnie tym razem nie użyłam).

DSC_0346

Wysłanie do kwadratu

Początek ćwiczenia zrobiłam ciut bliżej niż zakładał układ ringu, ze względu na wyjątkowo nieprzyjemną trawę w planowanym miejscu rozpoczęcia. Dobre tempo, trafienie w sam środek kwadratu, ładne zatrzymanie i waruj, super przywołanie i fragment chodzenia. Jedyne do czego mogę się przyczepić to brak siadu po zatrzymaniu na końcu – ale to, jak sądzę, wynikało z podłoża. Z tego ćwiczenia jestem bardzo zadowolona.

DSC_0361

 Chodzenie przy nodze

Tak bardzo skupiłam się na ciężkich dla Fruzi warunkach, tak bardzo chciałam jej pomóc, że handlingowo położyłam to ćwiczenie całkowicie. Kilometry przechodzone samotnie w tym momencie nie miały znaczenia. Utrzymałam u Fruzi dobrą koncentracje i zaangażowanie jak na długie chodzenie po bardzo nieprzyjemnym podłożu z czego jestem zadowolona, jednak moje chodzenie całkowicie do poprawy. Skończyłyśmy też chwilę wcześniej, ponieważ do kudłatej Fruziowej łapki przyczepił się niemiły patykokrzak, który utrudniał jej chodzenie. Gdy tylko przełamała swój dyskomfort z nim związany zakończyłam ćwiczenie aktywną nagrodą i uratowałam ją od złego ;)

DSC_0371

Przywołanie z blokadą

Zbyt radosne tempo przywołania utrudniło jej znacząco ładne zatrzymanie. Zrobiła to powoli, ale przyzwoicie (choć dużo poniżej swoich możliwości). Nie mam więcej uwag ;)

DSC_0401

Patyczki węchowe

Miodzio! Gdyby postanowiła wrócić galopem zamiast wakacyjnym kłusem byłoby idealnie. Bardzo dobre wysłanie, super przeszukanie i pewne podjęcie prawidłowego patyka. Wykonanie nie odbiegało bardzo od mojego wymarzonego obrazu, dlatego całkowicie wybaczam jej ten kłus.

Po starcie dostałam wyjątkowo krótki opis od Gonzalo i zeszłam z ringu rozpieszczać Fru – w końcu się jej należało! Zupełnie zapomniałam wtedy o nadchodzącym jeszcze zostawaniu. W samym opisie od sędziego usłyszałam tylko ogólne pochwały i jedną uwagę co do prowadzenia psa. Niezbyt wiele, biorąc pod uwagę ile trwały omówienia innych zawodników w naszej klasie. No, ale przyszedł czas na…

Zostawanie

Nie znam psa z silniejszym lękiem separacyjnym niż Fruzia, dlatego to ćwiczenie zawsze pozostanie tym, które wzbudza we mnie najwięcej przerażenia. Pracuje nad nim wielotorowo, co jak się okazało jest bardzo dobrym kierunkiem. Na samym początku Fruzia postanowiła wyprzedzić rozpoczęcie ćwiczenia (ach ta niecierpliwość), jednak szybko przypomniała sobie, na czym obedience polega i że warto poczekać na moją komendę ;). Bardzo ładny pac przy nodze i super dzielne wyczekanie, bez przerażenia, że nie ma mnie w zasięgu wzroku. Nawet gdy suka obok zerwała dwa razy i została w wyjątkowo niemiły sposób skorygowana i odprowadzona (?) na miejsce Fruzia dzielnie wytrwała w pozycji i wyczekała do końca ćwiczenia. Duma rozpierała mnie przeogromnie!

DSC_0429

Cały przebieg pokazał mi, że jesteśmy dokładnie na takiej drodze na jakiej powinnyśmy. Okazało się, że słusznie zrezygnowałam z wyjazdu na memoriał Joopa w sierpniu, który mógłby zakłócić mój plan treningowy. Jestem dumna z tego, że śmiało mogę powiedzieć, że psychicznie jest gotowa na dwójkowy przebieg, potrzeba jeszcze tylko przygotowania technicznego i będziemy mogły pojawiać się na oficjalnych zawodach, do których wracamy już we wrześniu.

Wracając do samych treningowych przebiegów nie można nie wspomnieć o bardzo dobrej organizacji. Team Spirit odwalił kawał dobrej roboty zarówno pod kątem logistycznym jak i prowadzenia po ringu. Komisarzowanie było bardzo przyjemne i nie narzucające się, jednak wcale mnie to nie dziwi – Magda jako niezwykle doświadczony zawodnik doskonale wie, czego potrzeba startującej parze. Niezwykle przyjemnym aspektem imprezy były też nagrody. Nie dość, że każda para otrzymała niemały pakiet startowy, to z podiumowego miejsca z nagrodą dodatkową schodziłyśmy obładowane po pachy J a radość podczas otwierania kolejnych torebek rosła z każdą chwilą. Ogromne podziękowania dla sponsorów.

Podsumowując weekend – czekamy na kolejną hiszpańską imprezę w Warszawie!

Nagrody.

 

Wszystkie zdjęcia z postu są autorstwa Pies do kwadratu – dziękujemy!

 

 

Dodaj komentarz