Wybór idealnego psa do sportu.

Zanim pojawiła się Honda poszukiwałam wymarzonego psa do sportu. I samo poszukiwanie i rozmyślanie uważam za najprzyjemniejszą część drugiego psa. Jestem typem marzyciela, więc oglądanie miotów, filmików potencjalnych rodziców, decyzje na jakie psy w ogóle zwracać uwagę szczerze mnie cieszyło. Ostatecznie zamieszkała z nami Honda, ale z każdym dniem poszukiwań wyciągałam kolejne wnioski.
W trakcie całego planowania w mojej głowie powstał pewien paradoks. Im lepiej wiedziałam, czego od psa oczekuje i o czym marzę, tym więcej ras wpisywałam na swoją listę. I tak właśnie, zamiast zawężać ją wraz z kolejnymi wymaganiami, pojawiało się coraz więcej opcji. Wiedziałam dokładnie, że szukam psa z którym będę trenować obedience a może i inne sporty kynologiczne. Byłam zdeterminowana, że osiągnę z tym psem wiele. Skąd w takim razie psi tłok na liście ras marzeń? Jak to możliwe, że tyle z nich spełniało moje najważniejsze kryteria?
Nastawiona na sukces  w sporcie doskonale wiedziałam co jest dla mnie najważniejsze. Znając swój system treningów, sposób z życia psem, byłam pewna czego oczekuje. Chciałam go po prostu lubić! Tylko, a może jednak aż.

Chciałam, aby mój przyszły mistrz wzbudzał we mnie pozytywne emocje. Tak po ludzku, bez haczyków czy ukrytych intencji. Pies do którego będę potrafiła uśmiechnąć się gdy ten przez kolejny miesiąc nie będzie mógł zrozumieć pozornie
prostej komendy. Pies, którego po prostu przytulę gdy przerośnie go jakaś codzienna sytuacja. Mój przyszły mistrz, którego poklepie schodząc z ringu z dyskwalifikacją wprost na łąkę na której oboje naprawimy swoje emocje po nieudanym występie.

W pierwszej kolejności patrząc na potencjalnych rodziców przyszłego idealnego sportowego szczeniaczka zastanawiałam się, czy miałabym ochotę te psy pogłaskać, przytulić czy po prostu spędzić czas nic nie robiąc. Czy podobałaby mi się ich obecność blisko mnie w codziennych czynnościach. Totalny banał. Dla niektórych głupota. Nie raz
zresztą słyszałam, że moje kryteria wyboru ras nie są najtrafniejsze jeśli myślę kiedyś o wyjeździe przykładowo na mistrzostwa świata. A myślałam, skąd więc takie kryteria?
Trenując z Fruzią nauczyłam się jak wiele można zdziałać ciężką pracą i treningami. Zobaczyłam co tak naprawdę
jest dla mnie najważniejsze w treningu, nawet tym nastawionym na sukces. Dzięki temu stało się dla mnie jasne, że jeśli tylko wybiorę odpowiednio, osiągnę swoje cele mając przy sobie wspaniałego kompana do codziennego życia, a nie tylko treningowego hardkora – maszynkę do sportu. Owszem, mogło zając to więcej czasu, wymagać więcej poświęceń… ale pomyślmy.
Gdy byłam zdeterminowana, żeby wziąć pod swój dach użytkowego np. owczarka niemieckiego słyszałam, że taki
pies nie może równać się w obedience borderowi. Mówiono mi, że będę musiała poświęcić się o wiele bardziej pracy z takim psem niż borderem, aby osiągnąć sukces. Co więcej, ten sukces wcale nie jest taki pewny. Pomijając to, że przecież z nawet
dobrze wybranym bc też taki oczywisty być nie musi, to co złego jest tak naprawdę w tym, że musiałabym więcej z psem pracować. Czy aby nie o miłość do treningów i pracy z psami tu chodzi? Zawody to przecież dodatek, czasem zwieńczenie treningów które dla mnie są pięknem same w sobie. Miło jest wygrywać, ale przecież najwięcej czasu zajmuje nam praca z psem na co dzień, dlatego uważam, że to ona powinna być dla nas radością i swego rodzaju nagrodą. A idealny pies do sportu to taki, z którym kochamy pracować, niezależnie od wyników i efektów.
Ponadto, co jeśli pies poważnie zachoruje lub nabawi się kontuzji, która do końca życia wykluczy go z jakichkolwiek treningów? Zostałabym z psem, który ma – zbędny już – ogromny potencjał do sportu i… tyle. Oczywiście, z pewnością pokochałabym takiego gada gdyby już ze mną zamieszkał, ale miałabym  poczucie, że w kwestiach przyjacielsko-życiowych to tak naprawdę nie było „to”. Sama myśl o tym, że kryterium wyboru był prawdopodobny sukces w sporcie z pewnością ciągnęłoby się za mną jeszcze długo. „Taki potencjał zmarnowany… i co tu teraz robić” no nic, kochać i cieszyć się wspólnymi chwilami lenistwa, a o to łatwiej, jeśli pies odpowiada nam w czymś więcej niż oferowanych na treningach zachowaniach i
motywacją.
Oczywiście, nie bez znaczenia były dla mnie cechy istotne we współpracy z psem. Zwracałam uwagę na to, czy
dana rasa w ogóle przepada za towarzystwem człowieka. Szukałam rasy, która lubi współpracę – jednak takich jest naprawdę wiele (tak, takie były moje kryteria i owszem, shiba była na liście ras „nigdy, przenigdy”). Zwracałam uwagę na radość rodziców w pracy, ogólny wyraz, poziom emocji, jednak i tak nie zagłębiałam się w to przesadnie. Nie było jednak dla mnie zbytnio istotne, jakie osiągnięcia w sporcie mają i jak precyzyjnie wykonują komendy. To tak naprawdę „rzecz nabyta”, w co mocno starałam się wierzyć.

 

Zgadzam się, może i jestem naiwną idealistką. Możliwe, że gdyby nie Honda, mój wybór psa do sportu nie byłby aż
tak trafny a marzenia o wysokich lokatach na zawodach przeszłyby mi koło nosa. Za to zyskałabym psiego przyjaciela, z którym chętnie dzieliłabym każdą chwilę i któremu po prostu wybaczałabym sportowe potknięcia. Nawet gdyby „ten cały sport” mi się znudził, to z takim kompanem nudzić bym się nie mogła! Sądzę, że Honda pojawiła się w moim życiu właśnie po to, żeby upewnić mnie w tym co jest dla mnie tak naprawdę ważne.
 I szczerze polecam czasami przewartościować pewne kwestie i przy wyborze kolejnego psa poważnie zastanowić się czego od niego tak naprawdę chcemy i co zrobimy, jeśli treningi czy starty staną się dla nas niemożliwe a pies wszystkich oczekiwać nie spełni. Co, jeśli nasz idealny świat – matrix, o którym pisała Agnieszka z Drużyny G TU okaże się nie być tak perfekcyjny.

17 thoughts on “Wybór idealnego psa do sportu.

  1. Tez jak zaczynam powracać do kwesti drugiego psa to lista sie powiększa, dlatego zadaje sobie ważne pytanie czy to aby na pewno TO? Potem okazuje sie ze nie kaniecznie. Na razie na drugiego psa sie nie zapowiada ale zawsze mozna pomażyc i przeanalizować plusy i minusy. Post jest świetny, wszystkie ważne aspekty są zawarte, co nam po psie z potencjałem skoro nie będziemy mogli znieść towarzystwa naszego pupila na co dzień?

  2. A mnie to wkurza, brać psa tylko żeby wygrywał zawody. Denerwuja mnie oosby które mają psa Al twierdza ze jest głupi i chcą sobie borderka. Ale w sumie zgadzam się z treści posta

  3. Bardzo mi się podoba takie podejście, bo pokazuje po prostu szacunek dla psa jako ukochanego zwierzęcia i towarzysza życia. Trochę tak jest, że jak ktoś siedzi mocno w sporcie to wybór kolejnego psa opiera przede wszystkim na kryteriach związanych z jakością pracy rodziców i jest w stanie wiele wybaczyć w kwestii życia codziennego. Uważam, że to jest ok, tak długo, jak "wybaczyć" rzeczywiście oznacza "wybaczyć", a nie "znosić w cierpieniu". Bo jednak treningi i zawody to tylko ułamek codziennego życia z psem i najważniejsze, aby ta codzienność była fajna, dobra, satysfakcjonująca dla OBU stron. :)

    1. Oj wlasnie, choc ja i do tego "wybaczyc" mam mieszane uczucia, tj zalezy ile i na jakich zasadach. Jednak "znosic w cierpieniu" jest straszne, mysle ze nawet bardziej dla psa niz czlowieka :(

    2. Może w takim razie powinnam napisać "wybaczyć z uśmiechem". Myślę, że trzeba pamiętać, że coś, co dla jednej osoby będzie wadą dla innej może być zaletą i podchodzić jednak z pewną dozą rezerwy do cudzych wyborów sportowych. Ze śmiesznych rzeczy, mogę powiedzieć, że moja wielka, wewnętrzna debata pt. aussie vs bc rozgrywała się na polu zdrowotnym oraz polu dot. wyrazu pracy. Mianowicie, nie znoszę bardzo jak bc się czają w obi i myślałam, że zwyczajnie będę się na bc wkurzać jak tylko spojrzę na psa jeżeli zdecyduję się na bc-czajnika. Niespodzianka, Gambit się czai – czai się do koziołka, czai się w zatrzymaniu w kwadracie… I jakoś mnie to nie wkurza. Wybaczam. No, czasem przezywam go "moim głupiutkim borderkiem", ale na szczęście on nie rozumie, a ja się z tego śmieję. ;)

    3. Tak, "wybaczyć z uśmiechem" to chyba najlepsze określenie w tym temacie.
      A, że co dla jednego jest wadą może być zaletą dla kogoś innego doskonale wiem i w cudze wybory sportowe między innymi dlatego (choć i z innych powodów) się nie wtrącam ;)

  4. A dla mnie ważne jest, by psiak był czarny. Oczywiście, nie wykluczam, że kiedyś znajdę pod drzwiami płową kruszynkę i pokocham nad życie, ale w schronisku pokazali mi dwa psy spełniające moje kryteria (wiek itd). Jeden czarny, drugi łaciaty. Wiadomo, którego wybrałam.

  5. A mnie się wybór zawężył do jednej jedynej rasy im dalej w las. Im więcej psów rozważałam tym więcej pojawiało się jakiś "ale", i ciągle ciągle wracałam do tego pierwszego wyboru, którego dokonałam z głupia frant kilka lat temu. Wyboru, który był zaskakująco logiczny i przemyślany. Mam ambicje szkoleniowe, jasne, ale borderowi nie podołam. Nie lubię długo łazić i to nawet jak jest mokro czy zimno. Chcę żeby zwierzątko było skoczne i zwinne i lekkie. Chcę żeby miało gładką sierść, chcę żeby było pozytywne i ugodowe. Chcę żeby nie miało większych zębów od mojej jamniczki, chcę żeby było inne niż ona, bo chcę móc rozwiązywać nowe problemy i uczyć się. Dlatego do mojego jamnika wybrałam… whippeta. I wracam do tego wyboru za każdym razem. Rozważałam vizsle, bordera, coś wyżłopodobnego, spanielopodobnego, widziałam nawet aussie. Ale ciągle wiernie wracam w myślach do whippetów. I biorąc pod uwagę jak to ostatnio wygląda, chyba niedługo mi się uda. I myślałam zawsze o tym w kategoriach domowych, w domu whippety zwykle są całkiem fajne, ruchu potrzebują, oczywiście, ale nie są aż tak niwyżyte jak inne rasy. Lubią ciepełko, kołderkę. Ale są skoczne i energiczne kiedy trzeba. Perfection.

  6. Doskonale Cię rozumiem! Ja mam jedno kryterium w stosunku do przyszłego psa: aby był towarzyski (nieagresywny, zasadniczo przyjacielem świata być nie musi). Nic mi więcej nie trzeba, bo wszystko można wypracować. Oczywiście, że rasy mają predyspozycje np. do sportów, ale przecież nawet szczeniak po championach i mistrzach świata może zwyczajnie nie polubić danej aktywności ;)

  7. Wybór idealnego psa, z dnia na dzień patrząc na ideał mojego przyszłego psa wydłuża się. Co fakt w sportach się nie odnajdę, ale wystawy i pies na "kolanka" :) No ale wiadomo, zdrowy psiak, dobra hodowla i takie tam.

  8. A jak się ma idealnego psa, ale się do niego nie dorasta, to czy pies powinien zmienić przewodnika na bardziej doświadczonego? Bo ja bym nie chciała, żeby Nitro mnie opuścił i osiągał sukcesy w innym teamie. Dobrze, że mnie kocha i takie myśli mu do głowy nie przychodzą.

    1. <3 no właśnie, psy tego nie robią i tego właśnie trzeba się od nich uczyć :) One nas się starają zrozumieć i jak tylko mogą pomagają nam sie ogarnąć. Najdzielniejsze nasze!

Dodaj komentarz