Zawody obedience Kraków/Niegardów 24.01.2015

                Zawody,
zawody i po zawodach ;-)
                Wczoraj
startowałam z Fruzią w klasie 1 w podkrakowskim Niegardowie, z psa jestem
zadowolona, z siebie już niekoniecznie, ale przyszedł czas na małą relację ;)
                Najpierw
ponarzekam – to NIE BYŁA pogoda dla maltańczyka, niestety. Mokro i zimno, czyli
gorzej być nie mogło. Po 10 pozwoliłam jej chwile pobiegać po trawie, co
skutkowało zamarzającym nawet na rękach i po owinięciu kocem psem – więc sporo
czasu spędziłyśmy grzejąc się w samochodzie. Przerażało mnie jednak jedno –
ring przygotowawczy był na zewnątrz, kawałek za halą – co oznaczało brak
możliwości zrobienia odpowiedniej rozgrzewki na normalnej przestrzeni. Pozostało
mi rozgrzanie psa na niewielkiej wydzielonej dla zawodników przestrzeni na
hali, zaraz przy ringu. Niestety, miejsca nie było zbyt wiele (pod kątem
poważnej rozgrzewki, gdybym mogła poćwiczyć na zewnątrz to takie miejsca na
ostatnie chwile przed startem byłoby idealne), poza tym, ta hala wzbudza we
Fruzi dość dziwne emocje, przydałaby mi się możliwość nakręcenia jej i dania
się choć trochę wyszczekać – czego nie mogłam zrobić podczas startu innego
zawodnika. Cóż, nie zawsze da się idealnie przygotować a na ring trzeba wejść –
więc zrobiłam co mogłam, w końcu to nie nasze pierwsze zawody ;-)
                Po obejrzeniu
filmiku ze startu najbardziej bawi mnie jedna rzecz (choć sama nie wiem czy
bawi, czy bardziej martwi :P ). Mówi się, że na zawodach zawsze wyjdą stare
nawyki psa, a ja pytam – czemu nikt nie mówi, że tyczy się to też przewodnika?
Wyluzowałam się trochę za bardzo co poskutkowało momentami w których chyba nie
panowałam nad własnym ciałem ;-) przede wszystkim jednak, momentami w
przejściach zachowywałam się tak, jak wymagała tego Fruzia kiedyś a nie tak,
jak wygląda to aktualnie na treningach, stąd jej momenty zawahania z miną (czego
nie widać na filmach) „Matka, co błaznujesz?”. Na szczęście nie miało to
destrukcyjnego wpływu na ćwiczenia.
                Teraz o
samych ćwiczeniach:
1.      
Zostawanie 0pkt
           Tu nie mogło być inaczej, temperatura nie
pozwoliła by Fruzi na wykonanie tego ćwiczenia,                jest zbyt delikatna.
Wyzerowałam i zabrałam psa.
2.      
Chodzenie przy nodze 9pkt
Dumnam :D oczywiście, nie było
idealne, jednak ostatnimi czasy zmieniałam sporo elementów tego ćwiczenia co
doprowadziło do totalnego rozwalanie naszego chodzenia. Oczywiście są dni, gdy
wygląda dobrze, są też takie gdzie pies pływa gdzieś koło mnie nie wiedząc co
ma robić. Na szczęście, to było jedno z naszych lepszych chodzeń ostatnimi
czasy. Cieszę się, jednak oczywiście dążymy do czegoś lepszego ;-)
3.      
Siad w marszu 7pkt
To ćwiczenie w łańcuchach wymaga
jeszcze mojej pomocy, choć nie aż takiej. Byłam na tyle przemarznięta, że
zamiast drobnego ruchu wykonałam hiper-mega-mocne szarpięcię ręką i wygięcie
połowy ciała, nie zdziwiłabym się nawet gdybym dostała 5pkt ;-). Poza tym na
końcu po zawróceniu nie zatrzymałam się a od razu wracałam do psa – jednak na
hasło komisarza „w tył zwrot” po prostu to zrobiłam. Jednak brak odprawy i
możliwości upewnienia się jak komisarz będzie prowadził przez ćwiczenia nie
jest dobry ;-)
4.      
Przywołanie 9pkt
Przyzwoite pac przy nodze,
wyczekane, super tempo i… dup w nogę za co dostałyśmy po punktach. Ach te
wysokie emocje i stare problemy w łańcuchach. Na treningach ten problem już
właściwie się nie pojawia, ale widać, trzeba to przepracować w łańcuchach z
wysokimi emocjami.
5.      
Stój w marszu 10pkt
Nasz kochany stój :D przeraziło
mnie tylko, że gdy do niej wracałam już miała w głowie odsunięcie się w bok, na
szczęście wyczekała i nie popsuła całości.
6.      
Przeszkoda 6,5pkt
Tego ćwiczenia bałam się
najbardziej, zawsze się boję i to bardzo. Na treningach, w pojedynczym
ćwiczeniu czy łańcuchu. To najmniej pewne zadanie jakie mogę dać Fruzi bo… nie
lubi przeszkody i gdy tylko może (i wtedy kiedy nie może ;-) ) zamiast ją
przeskoczyć biegnie obok, wykańczając szybkim dostawieniem. Tym razem
przeskoczyła cudownie, już prawie, prawie się dostawiła i… w tym jednym
ćwiczeniu w miarę się pilnowałam, żeby nie obrócić się za mocno w stronę psa i
to był błąd. Fruzia uznała, że skoro na nią nie patrzę, to pewnie robi źle i
szybko postanowiła przeskoczyć hopkę jeszcze raz. Oczywiście odwołała się bez
problemu, ale punkty głupio poleciały. Muszę jedna przyznać, że jest to bardzo
miła odmiana po wielokrotnym bieganiu bokiem ;)
7.      
Zmiana pozycji na odległość 8pkt
Pac przy nodze z lekkim
poruszeniem tyłka (chyba się poprawiała ;-) ) a później 100% Fruziowej
koncentracji na czymś poza ringiem. Na czym? Nie mam pojęcia, na filmiku
wygląda to o wiele lepiej. Fru wgapiała się w COŚ, byłam przekonana, że mam po
ćwiczeniu i nie wykona żadnej zmiany. Podobno patrząc spoza ringu też można
było mieć takie wrażenie. Na szczęście, tym razem nie stałam jak słup mówiąc
komendy jak zawsze (co zrobiłam w Rzeszowie) tylko dostosowałam się do sytuacji
;-) dzięki czemu każda zmiana była wykonana po pierwszej komendzie, może bez
szału, ale jednak.
8.      
Aport 10pkt
Dzielnie wyczekała (ufff), tempo
do aportu bardzo dobre, śliczne podebranie (co nie takie proste w jej przypadku
z aportem którego gryf ma więcej niż 1,5cm) i ładny powrót. Troche przede mnę
zwolniła, za to dostawienie się było najlepsze z naszych dotychczasowych na
zawodach.   
9.      
Kwadrat 8,5pkt
Dobre tempo i ruch na wprost.
Niestety zatrzymanie dość kiepskie – zahaczyło dziecko o taśmę wbiegając, no i
temperatura też robiła swoje. Zatrzymanie, ładne położenie się (mimo mojego
pomylenia komend) i co najważniejsze, wyleżała do mojego przyjścia. No i siad
na pierwszą komendę, ale ja już w pełni szczęścia, że się udało tak się do niej
schyliłam, że wyszło znowu na wielką pomoc ciałem :D

Podsumowując, jak mówiłam, tak
było – BAWIŁYŚMY SIĘ ŚWIETNIE a podsumowując uzyskałyśmy 211,5pkt i ocenę
bardzo dobrą. Nie udało się zdobyć doskonałej, ale myślę, że nie muszę z tego
powodu się załamywać ;-) 

10 thoughts on “Zawody obedience Kraków/Niegardów 24.01.2015

    1. Dziękujemy :) jeśli chodzi o temperatury, to była tragedia ;-)
      Fru nie, że nie lubi zimna, tylko po prostu marznie. Nie ruszać się 2 minuty i warować – czyli być przyklejonym do lodowatej ziemi nie jest łatwo, szczególnie będąc małym pieskiem bez grzejącej sierści ;-)

Dodaj komentarz