Zrób to lepiej albo zamilcz.

Beskid pojawił się w najmniej oczekiwanym przez nas momencie. Śmiem twierdzić, że właściwie w najgorszym. Myślałam, że moje problemy zdrowotne, nawał pracy i  remont mieszkania to wiele ponad nasze możliwości – okazuje się jednak, że w tym gorącym czasie możliwe stało się nawet przyjęcie pod nasz dach dużego, nieogarniętego psa. A właściwie nie było to ani możliwe, ani mądre – ale co poradzić – stało się. Już przy okazji Apacza pisałam Wam, że pomoc nie zawsze jest w planach, ale aktualne wydarzenia przerosły moje najśmielsze oczekiwania.

Kombinacje mieszkaniowe na 3 psy, wspólny wyjazd do Warszawy, dodatkowa opieka nad psami rodziców – to wszystko jest tak nierealne, że aż daliśmy radę. Nie powiem, żeby było łatwo – ilość nerwów i wylanych w tym czasie łez też była pokaźna, ale serca nie pozwoliły nam skazać dużego, nieokrzesanego czarnego psa na schronisko. Nawet w obliczu odebrania po części komfortu życia naszym zwierzakom – bardzo, ale to bardzo chcieliśmy pomóc.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z dnia na dzień coraz mocniej czułam, że przekroczyłam pewną granicę, ale motywacja do pomocy Beskidowi była i jest silniejsza niż cokolwiek innego. Ostatecznie Beskid musi zmienić miejsce pobytu, ale to ze względu na bardzo zły stan zdrowia naszego kota, u którego dłuższy tak silny stres może skończyć się tragicznie – mimo tego, zmiana miejsca wiąże się z nowym DT lub hotelem, nie schroniskiem. Śmiało mogę napisać, że nasza walka o los tego psa jest wręcz heroiczna.

I mimo, że wiem, że robimy wszystko co w naszej mocy, a nawet więcej i jestem przekonana o słuszności naszego postępowania to uwierzcie, że negatywne komentarze bolą. Szczególnie w momencie, kiedy przydaje nam się każda pomoc, o którą otwarcie zresztą prosimy. I tak, gdy po raz dwudziesty słyszę, jaki to biedny z niego piesek, który podczas naszej nieobecności i w nocy spędza czas w klatce to opadają mi ręce. Tak samo, jak kilkukrotny komentarz na ten temat na targach w Pinakotece, kiedy to Beskid był zamknięty tylko podczas rozkładania i składania przez nas stoiska. Najgorze, gdy pojawia się argument – uwaga – że w schroniskowym boksie miałby więcej miejsca niż kennelu więc lepiej, abyśmy go po prostu tam zawieźli! W takich momentach trafia mnie szlag, bo inaczej nazwać tego się nie da. Wtedy sama nie wiem czy mam się śmiać, płakać czy krzyczeć, szczególnie, że osoby mające najwięcej do powiedzenia nie kiwną palcem, aby w jakikolwiek sposób pomóc. W chwilach załamania przechodziła mi przez głowę nawet myśl, że może faktycznie powinnam Beskida spakować do auta i wywieźć do schroniska – bo przecież dla nas tak byłoby dużo lepiej, a skoro i dla niego ma być… Na szczęcie dla tego cudownego cielaczka nie złamałam się i dalej walczę o jego dalsze życie, ale wiecie, tak sobie myślę, że przez takie komentarze może po prostu  odechcieć się pomocy… no bo już samo w sobie pomaganie i zaangażowanie w takie sprawy nie jest proste. Zajmowanie się taką formą pomocy jest swego rodzaju poświęceniem – owszem, własną decyzją za którą, myślę że nikt nie oczekuje fanfarów i pieśni pochwalnych. Człowiek świadomie decyduje się na to, żeby w pewien sposób utrudnić sobie życie, aby ułatwić je zwierzęciu. Nie po to, żeby zostać męczennikiem i uzyskać współczucie, szacun na dzielni czy grono fanów, ale tym bardziej nie po to, żeby usłyszeć, że robi to źle i być atakowanym tak słabymi argumentami. Więc, jeśli psu nie dzieje się krzywda, ktoś pomaga inaczej niż byście sobie wyobrażali, ale robi co może a Wy i tak nie macie możliwości ani chęci działania ze swojej strony – ugryźcie się w język i zamilknijcie. Bo tego typu komentarze mogą doprowadzić do całkowitej demotywacji tych, którzy jednak próbują coś zdziałać – i co wtedy powiecie zostawionym samym sobie zwierzakom?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I w tym miejscu serdecznie pozdrawiam każdego, kto mimo przeciwności losu i braku wsparcia z otoczenia sami starają się zrobić coś dobrego. Wszystkich, którzy pomagają na własną rękę, działaczom fundacji i wolontariuszom – którzy zresztą dziś mają swoje święto. Nie pozwólcie nikomu psuć Waszego samopoczucia głupimi komentarzami. Pamiętajcie, to WY robicie dobrą robotę, dajecie nadzieję, bezpieczeństwo i szczęście tym najbardziej potrzebującym – zmieniacie ich świat! Zresztą, sami wiecie, że nawet najmniejsza pomoc może mieć ogromne znaczenie. Bądźcie z siebie dumni, róbcie swoje i spełniajcie się w tej niezwykle trudnej roli, bo tylko Wy wiecie ile Was to kosztuje, a niewinne, pokrzywdzone zwierzaki wiedzą najlepiej ile to co robicie jest naprawdę warte – i tylko to się liczy!

W sumie,  tych komentujących pozdrawiam również, ale przesyłam do Was także prośbę o refleksję – zastanówcie się, czy wraz z dzieleniem się swoimi uwagami nie odbieracie właśnie jakiemuś psu szansy na lepszy los. A może, jeśli macie wątpliwości co do słuszności moich słów – po prostu zajmijcie się pomaganiem, zobaczcie jak to naprawdę wygląda w praktyce. Pojeździcie przed pracą do schroniska wyprowadzić psiaki, weźcie pod swój dach problemowego psa czy kota albo wybierzcie się na nocną zimową łapankę jakiegoś bezdomniaka – może i Was to wciągnie – a później pamiętajcie – nie przejmujcie się komentarzami…

 

A jeśli nie wiecie, kim jest Beskid, który jest powodem mojego wylewania żali, zapraszam Was na jego wydarzenie: https://www.facebook.com/events/1945528835708113/

2 thoughts on “Zrób to lepiej albo zamilcz.

  1. Prawda taka – chcesz pomagać, musisz mieć twardy tyłem. Bo stada cioteczek, które nie mają pojęcia o zajmowania się psem, jego behawiorze i potrzebach tylko czeka, żeby komuś dokopac. Bo czują się wtedy talię zajebiste. Także… psi światem jest jaki jest, w każdym chyba wymiarze

Dodaj komentarz